Przejdź do głównej zawartości

4.

Siedzieliśmy razem do wieczora, pijąc drinka za drinkiem, póki do mieszkania nie wrócił John obładowany zakupami.
- John? – Odezwałam się z salonu.
- Jestem w kuchni. – Głos brata dotarł do moich uszu.
Wstałam podbierając się o fotel i chwiejnym krokiem przeszłam przez korytarz do kuchni. Stanęłam w drzwiach o mało nie tracąc równowagi.
- Chryste, wypiłaś mi cały alkohol jaki tu miałem? – Zapytał zszokowany.
Blondyn odłożył butelkę wody na blat, podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Od razu poczułam jego ciepłą skórę i spokojnie bijące serce. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego perfumy, to były te same, które kupiłam mu kilka lat wcześniej na urodziny. Nadal ich używał. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Azel? – John zawołał w głąb mieszkania, jednak odpowiedziała mu grobowa cisza.
Brat zaniósł mnie do pokoju, gdzie leżała moja torba, ułożył mnie na łóżku i pozwolił mi się ułożyć. Jedyne, co mogłam samodzielnie zrobić to chwycić zachłannie rąbek kołdry i się do niego przytulic. Zamykając oczy zaczęłam powoli odpływać. W końcu zmógł mnie niespokojny sen pełen pijackich koszmarów.
Gdy obudziłam się po raz pierwszy widziałam Johna, który próbował okryć mnie kocem, za drugim razem czułam jego wargi na moim czole, za trzecim zaś razem, gdy leniwie otworzyłam oczy, ujrzałam śpiącego obok mnie brata. Na jego twarzy malowało się zmęczenie.
Spróbowałam się podnieść tak by go nie obudzić, co okazało się nie lada wyczynem. Gdy jednak tylko stanęłam o własnych siłach zachwiałam się niebezpiecznie.
Musiałam oprzeć się o ścianę, by nie runąć jak długa prosto przed siebie.
Za oknem była noc, pewnie gdzieś jej środek. Wolnym krokiem przeszłam przez korytarz, choć można powiedzieć, że powlekłam nogi gdzieś za sobą. W kuchni nalałam sobie szklankę wody i wypiłam ją duszkiem czując jak zimne picie spływa mi do gardła, a pojedyncze kropelki ostają się na moich suchych wargach. Cicho przeszłam do salonu, gdzie na kanapie rozgościł się śpiący Azel. Wiercił się niespokojnie pod niewielkim kocem.
Na małym stoliku leżały jego papierosy. Wzięłam jednego razem z zapalniczka i wyszłam na balkon.
Nie padało, niebo było czyste, nieskażone żadną chmurą, za to obsypane było milionem gwiazd. Powietrze było ciężkie, czułam to ciepło i zapach deszczu.
Gdzieś w oddali rysowały się oświetlone zarysy budynków wyrastających ponad miasto.
Odpaliłam papierosa, oparłam się o ścianę, rozejrzałam się dookoła siebie i zaciągnęłam się. Pozwoliłam by dym spłynął wprost do moich płuc gryząc po drodze moje gardło. Od razu zebrało mi się na mdłości.
- Za dużo. – Mruknęłam sama do siebie.
Powinnam była skarcić się za te ilości spożytego alkoholu, ale tego nie zrobiłam, tak samo jak nie powstrzymywałam się od picia.
Osunęłam się na zimne płytki, którymi wyłożony był mały balkonik. Zadarłam głowę do góry i wzięłam kilka głębszych oddechów.
Zapowiadał się ciekawy pobyt w Londynie jak dla mojej marnej osoby.
Dość szybko spaliłam tego papierosa, zgasiłam peta w niewielkiej kałuży i najciszej jak tylko potrafiłam wróciłam do mieszkania. Azel przewracał się z boku na bok na dużej kanapie i wyglądał niesamowicie. Nigdy nie powiedziałabym, że to ten sam facet, którego poznałam kilka godzin wcześniej, może kilkanaście. Zbliżyłam się do kanapy, nachyliłam się nad szatynem i delikatnie zmierzwiłam jego czarne włosy. Nie obudził się a jedynie nastawił na dalsze pieszczoty. O mały włos a wybuchnęłabym śmiechem na ten widok.
- Słodkich snów. – Szepnęłam tuż przy jego ustach.
Uśmiechnęłam się na widok jego spokojnego wyrazu twarzy.
Wróciłam do Johna, który rozłożył się na całym łóżku śniąc w najlepsze. Nie było tam miejsca dla mnie, więc wróciłam do salonu. Skuliłam się na fotelu i zasnęłam słysząc miarowy oddech Azel’a.
Obudziły mnie pierwsze promienie słońca. Usłyszałam ciche pomruki szatyna jeszcze zanim zdążyłam otworzyć oczy. Czułam, że boli mnie każdy możliwy mięsień; czułam jak wszystko we mnie wyje i dopomina się o masaż.
Przeciągnęłam się w akompaniamencie strzelających stawów i podniosłam się z fotela. Azel nadal spał, tak samo John, a ja miałam być dręczona nieznośnym bólem do końca dnia.
Po cichu przeszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic, który momentalnie mnie obudził. Owinięta białym ręcznikiem weszłam do pokoju gdzie stał mój brat i czym prędzej zabrałam swoje ubrania.  Nie miałam zamiaru siedzieć bezczynnie z dwoma śpiącymi facetami. Postanowiłam zobaczyć jak budzi się Londyn.
Szłam wolnym krokiem rozglądając się dookoła. Nad miastem wschodziło słońce, a z domów zaczęli wychodzić ludzie. Wychylali swoje nosy zza drzwi i gdy już widzieli, że droga wolna, wyskakiwali na chodnik i mknęli gdzieś za kolejne przecznice.
Nie zwracali na mnie najmniejszej uwagi, co niezmiernie mi odpowiadało. Niezauważona przez nikogo przemykałam niczym duch. Na uszach miałam słuchawki a moje kroki idealnie dostosowywały się do rytmu melodii, póki na kogoś nie wpadłam.
- Oh przepraszam. – Wymruczałam spod nosa ściągając słuchawki.
Przede mną stał blady brunet o intensywnie zielonych oczach.
Czy każdy facet w tym przeklętym mieście musiał mieć tak piękne oczy?!

IDEALNIE ! Jeszcze trochę i dojdę do wprawy.

Komentarze

Prześlij komentarz