Przejdź do głównej zawartości

1.

Stałam na środku portu lotniczego, do centrum miałam może 20 km. Czekałam na Johna, który miał mnie odebrać i zawieźć do mieszkania. Niestety nigdzie nie widziałam jego blond czupryny. Ludzie mijali mnie w pośpiechu i nie zwracali na mnie najmniejszej uwagi tylko trącali ramionami. Zaczynało mnie to irytować, ale starałam się na to nawet nie reagować.
- Ana! – Gdzieś z oddali, ponad tłumem z głów nieznajomych dotarł mnie głos brata.
Rozejrzałam się dookoła i dojrzałam, jak kieruje się w moim kierunku uśmiechnięty blondyn o dużych niebieskich oczach. Miał 27 lat, a wyglądał na 23. Nie zdążyłam się nawet odezwać, kiedy nagle wylądowałam w ramionach brata.
- Oh. – Mruknęłam z uśmiechem na twarzy.
- Dobrze cię widzieć maleńka. – Powiedział wprost do mojego ucha.
Zalała mnie fala ciepła, gdy jego głos zadudnił mi w głowie. Tak bardzo za nim tęskniłam.
- Zabierz mnie stąd. – Szepnęłam tuląc policzek do policzka Johna.
Blondyn wziął moją walizkę, ujął moją dłoń i ruszył w stronę, z której właśnie przyszedł. Kurczowo trzymałam się jego ramienia, gdy ten prowadził mnie na parking przed lotniskiem. Zatrzymał się dopiero przy aucie, którego widok zaparł mi dech w piersiach.
- Ładna jest, prawda? – Zaśmiał się ciepło.
- Piękna, ale skąd ona tutaj? – Byłam w szoku.
- Musiałem ja sprowadzać, zajęło mi to trochę czasu, ale w końcu jest, moja śliczna. – Westchnął rozczulony.
Blondyn otworzył bagażnik i wrzucił do środka moją walizkę, po czym otworzył przede mną drzwi od strony pasażera. Sam usiadł za kierownicą i po chwili byliśmy w drodze do Londynu.
- Co w domu? – Zapytał.
- Nie rozmawiajmy o tym teraz, dobrze? Dopiero przyleciałam.
Blondyn pokiwał tylko głową, zrozumiał, co miałam na myśli, pomimo tego, że nie mieszkał z nami już od pięciu długich lat.
Wyjechał, gdy miałam 14 lat, rok po odejściu matki. Nigdy nie myślałam o jego wyjeździe, póki wracał, aż w końcu przestał wracać. Dzwonił, pisał, przysyłał mi prezenty, ale nie wracał do domu.
- Mała, ale… Tata zgodził się, prawda? Powiedziałaś mu o tym, że przylatujesz do mnie? – Zapytał nagle John.
Spojrzałam się na niego niepewnie na wspomnienie wieczornej kłótni z ojcem.
- Wie, że tutaj jestem. – Mruknęłam cicho.
- Ale?
- Ale się nie zgodził. Pokłóciliśmy się o to. – Odpowiedziałam.
Na twarzy blondyna pojawił się grymas gniewu. Palcami musnęłam wierzch jego dłoni, którą trzymał na skrzyni biegów.
- Nie denerwuj się. – Poprosiłam.
- Wiesz, że nienawidzę, kiedy się z nim sprzeczasz. Wiesz jak to się kończy. – W jego głosie zabrzmiał gniew.
- Bardzo dobrze o tym wiem, ale proszę cię, nie rozmawiajmy o tym teraz. Dobrze? Porozmawiamy o tym przy kawie, piwie, wódce, whiskey, przy czymś do picia. – Poprosiłam cicho.
- Dobrze mała. – Zgodził się i przyspieszył.
Rozejrzałam się po aucie; nadal nie potrafiłam uwierzyć, że siedzę w aucie, które śniło mi się po nogach. Rozłożyłam się wygodniej, zamknęłam oczy i skupiłam się na swoim oddechu. Chyba zasnęłam, bo gdy otworzyłam oczy, John parkował przy kamienicy.
- Gdzie jesteśmy? – Zapytałam ziewając.
- Southwark, 14 Melior St. Tutaj mieszkam. – Odpowiedział.
Wysiedliśmy, John zabrał moje rzeczy i weszliśmy do kamienicy.
- Jak wysoko?
- 3 piętro skarbie. – Westchnął siłując się z moją walizką.
Kiedy tylko przekroczyłam próg jego mieszkania, rzuciłam swoją torbę pod ścianę i weszłam do przestronnego salonu, gdzie padłam na kanapę i odetchnęłam z ulgą.
- Co chcesz do tego picia? – Zapytał John z kuchni.
- Whiskey poproszę. – Westchnęłam w odpowiedzi.
Zdjęłam z siebie bluzę i położyłam ją obok, odgarnęłam włosy z czoła i zerknęłam w stronę otwartej kuchni, gdzie mój brat nalewał dla nas alkohol
- Jesteś kochany. – Uśmiechnęłam się do niego, gdy podał mi szklankę. – Chodź do mnie. – Dodałam widząc, że blondyn chce usiąść na fotelu.
Brat opadł na kanapę, a ja od razu wtuliłam się w jego ramiona.
- Tęskniłam za tobą. – Powiedziałam cicho.
- Nawet nie wiesz jak bardzo ja się za tobą stęskniłem.
Upiłam kilka łyków alkoholu i poczułam jak ogień rozpala moje wnętrzności. Oparłam głowę o ramię brata i wsłuchałam się w jego oddech. Wiedziałam, że czeka na to, aż się odezwę, aż opowiem mu o sytuacji w domu. Wcale nie miałam na to ochoty.
- Moja słodka siostra. – Zamruczał cicho.
- Tata mówił, że o mnie zapomniałeś, że zapomniałeś o swojej rodzinie. – Zaczęłam.
- Wierzysz mu? – Zapytał.
- Ty mi powiedz, zapomniałeś o mnie? – Spojrzałam się na niego wielkimi oczyma.
- Wiesz, ze nie. Nigdy.
John spoważniał, jego błękitne oczy zrobiły się ciemniejsze.
- Mówił, że on już nie ma syna. Nie chciał, żebym miała z tobą kontakt, nie chciał, żebym się z tobą widywała. Bardzo mu się to nie spodobało. Pokłóciliśmy się o to wczoraj. W sumie to pokłóciliśmy się o wszystko, co możliwe.
Czułam jak jego mięśnie zaczynają się napinać, był zły na ojca.
- Czy on… - zaczął cicho.
Dotknęłam dłonią jego policzka i delikatnie je pogładziłam.
- Nie, nie uderzył mnie. – Zapewniłam go.
Miałam nadzieje, że to przyniesie mu ulgę, lecz pomyliłam się. Nadal widziała gniew w jego oczach, co napawało mnie zmartwieniem.
- Zmieniłaś się przez te trzy lata odkąd cię widziałem. – Stwierdził.
- Bardzo? – Zapytałam.
- Już nie jesteś małą dziewczynką, która biegała mi pod nogami. – Zaśmiał się cicho.
John zatopił dłoń w moich blond włosach o zakręcił sobie jeden z kosmyków na palcu.
- Jesteś piękna. – Stwierdził, na co tylko się zaśmiałam.
Wypiłam do końca whiskey i odstawiłam pustą szklankę na mały stoliczek.
- Będziemy tu tak siedzieć resztę dnia? – Zapytałam.
- A chciałabyś się przejść?
Uśmiechnęłam się ciepło do brata i pokiwałam głową.
- Koniec smętów, chcę obejrzeć Londyn.
- No dobrze, ale musimy iść na nogach, wiesz o tym?
Pokiwałam tylko głową na znak zgody i podniosłam się z kanapy.
- Ale najpierw… Łazienka. – Postanowiłam.
- Drzwi na lewo. – Poinformował mnie.
Skinęłam głową i poszłam wziąć prysznic, którego niezmiernie potrzebowałam.
Strumień gorącej wody odgonił ode mnie zmęczenie i zmył ze mnie brud podróży.
Mokra otuliłam się czystym ręcznikiem, wysuszyłam się i w szlafroku brata wyszłam z łazienki. Moje rzeczy nadal leżały przy drzwiach. Wygrzebałam z walizki czystą bieliznę, ciemne spodnie i jedną z tych dużych męskich koszulek.
- John, gdzie będę spała? – Zapytałam brata, który nadal siedział w salonie.
- Drzwi naprzeciwko łazienki. – Odpowiedział.
Gdy je otworzyłam, ujrzałam mały pokoik, gdzie większą jego część zajmowało duże łóżko. Była tam tez komoda i niewielkie biurko stojące w rogu.
Zaciągnęłam do środka swoje rzeczy i ubrałam się w czyste ubranie.
- Gotowa? – Zapytał John, który stał w drzwiach i mi się przyglądał.
- Gotowa. – Odparłam.
Wzięłam swoją torbę i ruszyłam za bratem. Razem wyszliśmy na spacer po Londynie.

Zobaczymy co to będzie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

4.

Siedzieliśmy razem do wieczora, pijąc drinka za drinkiem, póki do mieszkania nie wrócił John obładowany zakupami. - John? – Odezwałam się z salonu. - Jestem w kuchni. – Głos brata dotarł do moich uszu. Wstałam podbierając się o fotel i chwiejnym krokiem przeszłam przez korytarz do kuchni. Stanęłam w drzwiach o mało nie tracąc równowagi. - Chryste, wypiłaś mi cały alkohol jaki tu miałem? – Zapytał zszokowany. Blondyn odłożył butelkę wody na blat, podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Od razu poczułam jego ciepłą skórę i spokojnie bijące serce. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego perfumy, to były te same, które kupiłam mu kilka lat wcześniej na urodziny. Nadal ich używał. Uśmiechnęłam się pod nosem. - Azel? – John zawołał w głąb mieszkania, jednak odpowiedziała mu grobowa cisza. Brat zaniósł mnie do pokoju, gdzie leżała moja torba, ułożył mnie na łóżku i pozwolił mi się ułożyć. Jedyne, co mogłam samodzielnie zrobić to chwycić zachłannie rąbek kołdry i się do niego przytulic. Z...