Przejdź do głównej zawartości

2.

Uczepiłam się ramienia brata i ruszyłam wolnym krokiem przed siebie.  Przechodziliśmy ulicę za ulicą, mijaliśmy inne kamienice, sklepy, jakieś małe skwery, który miały kilka drzew, a mimo to nazywano je ‘parkami’.
- Dlaczego ludzie się tak gapią? – Zapytałam czując na sobie wzrok kolejnej mijanej przez nas osoby.
- To normalne. – Mruknął John.
Minęliśmy jedną z tych malutkich kawiarnii, które cały dzień tętniły życiem.
- Chcesz kawy mała? – Zapytał blondyn.
- Ale na wynos. – odpowiedziałam.
- Zgoda, zgoda. Wchodzisz ze mną?
- Poczekam.
John ucałował moje czoło i wszedł do kawiarenki, a ja stanęłam przy niewielkim metalowym płotku i zaczęłam przyglądać się londyńczykom.
Kilku mężczyzn zawiesiło na dłużej na mnie swój wzrok, kilka kobiet omiotło mnie zniesmaczonym spojrzeniem, a mała grupka dzieci obdarzyła mnie słodkimi uśmiechami.
Mówiono, że Londyn to ponure miasto, biorąc pod uwagę pogodę; dla mnie to miasto miało swój urok. Niebo przysłoniły szare chmury z których nagle zaczęły spadać na ziemię malutkie kropelki deszczu.
Zarzuciłam sobie włosy na ramiona i zadarłam głowę ku niebu. Kilka kropel spadło na moje suche usta.
- Może zaproponowac panience parasol? – gdzieś z boku dobiegł mnie męski głos.
Obok mnie stał siwiejący mężczyzna chroniąc swoje białe wręcz włosy pod ogromnym parasolem. Uśmiechnęłam się do niego uprzejmie i pokręciłam przecząco głową.
- Nie trzeba, lubię stać na deszczu, ale dziękuję panu. – powiedziałam siląc się na uprzejmość.
Mężczyzna ukłonił mi się lekko i ruszył przed siebie, chwile po nim wyszedł John z dwoma kubkami gorącej kawy.
- Dzięki. – powiedziałam biorąc jeden.
Upiłam kilka małych łyków, które poparzyły mi język i podniebienie. Syknęłam z bólu.
- Nie pij tak, masz za swoje. – zaśmiał się mój brat.
Prychnęłam na niego pod nosem i ruszyłam przed siebie.
Po kilku godzinach spacerowania po obrzeżach Londynu, John zatrzymał się nagle w pół kroku, gdy tylko spojrzał na tarczę swojego zegarka.
- Diana, wybacz. Wracamy. – powiedział i biegiem wręcz ruszył złapać jakąś taksówkę.
- Ale dlaczego? – zapytałam idąc za nim.
Blond kosmyki włosów mojego brata wręcz prosiły się o wizytę u fryzjera. Mokre zaczęły lepić się do jego czoła zachodząc mu na oczy.
- Musimy, znaczy muszę coś załatwić, ale będziesz miała towarzystwo. – powiedział.
- Nie trzeba, po prostu wróćmy już. – mruknęłam stając obok niego.
W tym samym momencie tuż obok nas zaparkowała taksówka, a z nieba na ziemię spadła niespodziewana ulewa.
- Wsiadać. – polecił kierowca ostrym głosem.
Nie musiał nas długo namawiać; zaraz po jego słowach wsiedlismy na tylne siedzenie i na polecenie Johna pojechaliśmy w strone kamienicy, gdzie mieszkaliśmy. Mój brat zapłacił za kurs i wypadł z auta niczym poparzony ciągnąc mnie za sobą.
- Moja słodka, muszę uciekać, ale zaraz ktoś powinien wpaść dotrzymać ci towarzystwa. – powiedział całując moje czoło.
- Naprawdę nie trzeba, poradzę sobie, ale daj mi chociaż klucze do mieszkania. – westchnęłam.
Brat wcisnął mi kilka kluczy w dłoń, raz jeszcze mnie ucałował i nie czekając na jakąkolwiek reakcję z mojej strony pobiegł do auta i odjechał. Stałam przez chwilę na deszczu, póki całkowicie nie przemokłam. To skłoniło mnie do wejścia do kamienicy.
Wbiegłam na 3 piętro, weszłam do pustego mieszkania i pierwsze co zrobiłam po zamknięciu drzwi, to nalałam sobie kolejną szklankę whiskey.
Minęło może 10 minut, kiedy nagle w mieszkaniu rozbrzmiał dzwonek. Ktoś stał za drzwiami i czekał az je otworzę.
Spojrzałam niepewnie przez wizjer i moim oczom ukazały się najpiękniejsze szare oczy jaki było mi dane ujrzeć. Ich właściciel stał pod drzwiami w lekko zmoczonej koszulce i ciemnych spodniach, a jego czarne włosy pozlepiał deszcz.
Otworzyłam drzwi i oparłam się barkiem o framugę.
- Cześć,jestem Azel. John prosił mnie bym zajął się jego młodszą siostrą. – przedstawił się.

Nie będę błagać o komentarze, ale jeżeli ktoś to czyta, chociażby jedna osoba, to daj znać! Może coś Ci się nie podoba ;) Będzie mi miło usłyszeć konstruktywną krytykę.

Komentarze

  1. Ogólnie akcja zapowiada się całkiem ciekawie. Piszesz zwięźle i nie rozdrabniasz się nad szczegółowymi opisami. Jednak chciałabym bardziej poczuć to miejsce. Widzieć, to jak, np. bohaterka idzie ulicą Londynu - którą Ty kreujesz,. Poczuć zapach tej kawy i widzieć wszystko w podobny sposób jak Ty. Niestety jak na razie zdaję się w większości na własne doświadczenia i obrazy.
    Pomimo moich może bezsensownych uwag, jestem na TAK. Polecam Ci dzieła (moim zdaniem najwybitniejszego pisarza) Carlosa Ruiza Zafon, z jego książki takich jak "Gra Anioła", czy ''Cień Wiatru" można wiele wynieść, jeżeli chodzi o warsztat pisania ;)
    Z chęcią będę śledzić dalsze Twoje wpisy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie dziękuję za opinię. ;) a do co do książek - skuszę się niebawem. ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

6.

Podniosłam się z kolan i również poszłam do kuchni. John i Azel siedzieli naprzeciw siebie przy niewielkim kuchennym blacie; oboje zaspani, zajęci własną kawą. - O której wstałaś? – Zapytał John, gdy stanęłam w drzwiach. - Wcześnie. Może koło 5:00 nad ranem. – Wzruszyłam ramionami. - Nie spałaś ze mną. – Stwierdził. - Bo nie miałam miejsca na łóżku. - Słyszałem cię w nocy. – Odezwał się szatyn. - Wychodziłam na balkon. – Odpowiedziałam mu. Pomimo zmęczenia i tego, że wczoraj opróżniliśmy kilka butelek alkoholu, on nadal był w moich oczach przystojny. - Co robiłaś od 5:00? – Zainteresował się mój brat. - Poszłam na spacer i koniec końców znalazłam się na kawie z uroczym chłopakiem. – Odparłam z lekkim uśmiechem. John i Azel spojrzeli po sobie ze zdziwieniem, po czym oboje przerzucili wzrok na mnie. - No co? – Zapytałam. - Byłaś na kawie z… Kim? – Zapytał John. - Przedstawił się, jako Alan. – Odparłam. Chłopcy spojrzeli na siebie rozbawieni i nawet nie ukrywali tego, że ma...

16.

Azel siedział ze mną i Johnem przez kilka godzin, póki sam nie stwierdził, to już pora na niego i że musi iść. Nie podobał mi się fakt, żeby puszczać szatyna samego. Nie znałam go za dobrze, ale rozumiałam takie umysły jak jego. Zapewne miał zamiar miotać się po mieście, póki nie stwierdziłby, że ma już definitywnie dość. Albo wróciłby do domu albo poszedłby do pierwszego lepszego baru, bądź monopolowego i najzwyczajniej w świecie urżnął by się jak świnia. Nie, takie aspekt nie odpowiadał mi w ogóle. - John. Odprowadź go do mieszkania, możesz? – zapytałam szeptem brata. Blondyn spojrzał się na mnie ze zrozumieniem i pokiwał tylko głową w odpowiedzi na tak. Byłam mu wdzięczna, że rozumiał mój tok myślenia, a rozumiał go, jak nikt inny nigdy by tego nie zrozumiał. - Choć stary, idziemy. – zwrócił się do podłamanego szatyna. Ten tylko ledwo pokiwał głową i spojrzał się na mnie. Jego oczy wyrażały ból, smutek i przede wszystkim strach. Jego strach wydawał się być żywym ogniem w jego ...

4.

Siedzieliśmy razem do wieczora, pijąc drinka za drinkiem, póki do mieszkania nie wrócił John obładowany zakupami. - John? – Odezwałam się z salonu. - Jestem w kuchni. – Głos brata dotarł do moich uszu. Wstałam podbierając się o fotel i chwiejnym krokiem przeszłam przez korytarz do kuchni. Stanęłam w drzwiach o mało nie tracąc równowagi. - Chryste, wypiłaś mi cały alkohol jaki tu miałem? – Zapytał zszokowany. Blondyn odłożył butelkę wody na blat, podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Od razu poczułam jego ciepłą skórę i spokojnie bijące serce. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego perfumy, to były te same, które kupiłam mu kilka lat wcześniej na urodziny. Nadal ich używał. Uśmiechnęłam się pod nosem. - Azel? – John zawołał w głąb mieszkania, jednak odpowiedziała mu grobowa cisza. Brat zaniósł mnie do pokoju, gdzie leżała moja torba, ułożył mnie na łóżku i pozwolił mi się ułożyć. Jedyne, co mogłam samodzielnie zrobić to chwycić zachłannie rąbek kołdry i się do niego przytulic. Z...