Uczepiłam się ramienia brata i ruszyłam wolnym krokiem przed
siebie. Przechodziliśmy ulicę za ulicą,
mijaliśmy inne kamienice, sklepy, jakieś małe skwery, który miały kilka drzew,
a mimo to nazywano je ‘parkami’.
- Dlaczego ludzie się tak gapią? – Zapytałam czując na sobie wzrok kolejnej mijanej przez nas osoby.
- To normalne. – Mruknął John.
Minęliśmy jedną z tych malutkich kawiarnii, które cały dzień tętniły życiem.
- Chcesz kawy mała? – Zapytał blondyn.
- Ale na wynos. – odpowiedziałam.
- Zgoda, zgoda. Wchodzisz ze mną?
- Poczekam.
John ucałował moje czoło i wszedł do kawiarenki, a ja stanęłam przy niewielkim metalowym płotku i zaczęłam przyglądać się londyńczykom.
Kilku mężczyzn zawiesiło na dłużej na mnie swój wzrok, kilka kobiet omiotło mnie zniesmaczonym spojrzeniem, a mała grupka dzieci obdarzyła mnie słodkimi uśmiechami.
Mówiono, że Londyn to ponure miasto, biorąc pod uwagę pogodę; dla mnie to miasto miało swój urok. Niebo przysłoniły szare chmury z których nagle zaczęły spadać na ziemię malutkie kropelki deszczu.
Zarzuciłam sobie włosy na ramiona i zadarłam głowę ku niebu. Kilka kropel spadło na moje suche usta.
- Może zaproponowac panience parasol? – gdzieś z boku dobiegł mnie męski głos.
Obok mnie stał siwiejący mężczyzna chroniąc swoje białe wręcz włosy pod ogromnym parasolem. Uśmiechnęłam się do niego uprzejmie i pokręciłam przecząco głową.
- Nie trzeba, lubię stać na deszczu, ale dziękuję panu. – powiedziałam siląc się na uprzejmość.
Mężczyzna ukłonił mi się lekko i ruszył przed siebie, chwile po nim wyszedł John z dwoma kubkami gorącej kawy.
- Dzięki. – powiedziałam biorąc jeden.
Upiłam kilka małych łyków, które poparzyły mi język i podniebienie. Syknęłam z bólu.
- Nie pij tak, masz za swoje. – zaśmiał się mój brat.
Prychnęłam na niego pod nosem i ruszyłam przed siebie.
Po kilku godzinach spacerowania po obrzeżach Londynu, John zatrzymał się nagle w pół kroku, gdy tylko spojrzał na tarczę swojego zegarka.
- Diana, wybacz. Wracamy. – powiedział i biegiem wręcz ruszył złapać jakąś taksówkę.
- Ale dlaczego? – zapytałam idąc za nim.
Blond kosmyki włosów mojego brata wręcz prosiły się o wizytę u fryzjera. Mokre zaczęły lepić się do jego czoła zachodząc mu na oczy.
- Musimy, znaczy muszę coś załatwić, ale będziesz miała towarzystwo. – powiedział.
- Nie trzeba, po prostu wróćmy już. – mruknęłam stając obok niego.
W tym samym momencie tuż obok nas zaparkowała taksówka, a z nieba na ziemię spadła niespodziewana ulewa.
- Wsiadać. – polecił kierowca ostrym głosem.
Nie musiał nas długo namawiać; zaraz po jego słowach wsiedlismy na tylne siedzenie i na polecenie Johna pojechaliśmy w strone kamienicy, gdzie mieszkaliśmy. Mój brat zapłacił za kurs i wypadł z auta niczym poparzony ciągnąc mnie za sobą.
- Moja słodka, muszę uciekać, ale zaraz ktoś powinien wpaść dotrzymać ci towarzystwa. – powiedział całując moje czoło.
- Naprawdę nie trzeba, poradzę sobie, ale daj mi chociaż klucze do mieszkania. – westchnęłam.
Brat wcisnął mi kilka kluczy w dłoń, raz jeszcze mnie ucałował i nie czekając na jakąkolwiek reakcję z mojej strony pobiegł do auta i odjechał. Stałam przez chwilę na deszczu, póki całkowicie nie przemokłam. To skłoniło mnie do wejścia do kamienicy.
Wbiegłam na 3 piętro, weszłam do pustego mieszkania i pierwsze co zrobiłam po zamknięciu drzwi, to nalałam sobie kolejną szklankę whiskey.
Minęło może 10 minut, kiedy nagle w mieszkaniu rozbrzmiał dzwonek. Ktoś stał za drzwiami i czekał az je otworzę.
Spojrzałam niepewnie przez wizjer i moim oczom ukazały się najpiękniejsze szare oczy jaki było mi dane ujrzeć. Ich właściciel stał pod drzwiami w lekko zmoczonej koszulce i ciemnych spodniach, a jego czarne włosy pozlepiał deszcz.
Otworzyłam drzwi i oparłam się barkiem o framugę.
- Cześć,jestem Azel. John prosił mnie bym zajął się jego młodszą siostrą. – przedstawił się.
- Dlaczego ludzie się tak gapią? – Zapytałam czując na sobie wzrok kolejnej mijanej przez nas osoby.
- To normalne. – Mruknął John.
Minęliśmy jedną z tych malutkich kawiarnii, które cały dzień tętniły życiem.
- Chcesz kawy mała? – Zapytał blondyn.
- Ale na wynos. – odpowiedziałam.
- Zgoda, zgoda. Wchodzisz ze mną?
- Poczekam.
John ucałował moje czoło i wszedł do kawiarenki, a ja stanęłam przy niewielkim metalowym płotku i zaczęłam przyglądać się londyńczykom.
Kilku mężczyzn zawiesiło na dłużej na mnie swój wzrok, kilka kobiet omiotło mnie zniesmaczonym spojrzeniem, a mała grupka dzieci obdarzyła mnie słodkimi uśmiechami.
Mówiono, że Londyn to ponure miasto, biorąc pod uwagę pogodę; dla mnie to miasto miało swój urok. Niebo przysłoniły szare chmury z których nagle zaczęły spadać na ziemię malutkie kropelki deszczu.
Zarzuciłam sobie włosy na ramiona i zadarłam głowę ku niebu. Kilka kropel spadło na moje suche usta.
- Może zaproponowac panience parasol? – gdzieś z boku dobiegł mnie męski głos.
Obok mnie stał siwiejący mężczyzna chroniąc swoje białe wręcz włosy pod ogromnym parasolem. Uśmiechnęłam się do niego uprzejmie i pokręciłam przecząco głową.
- Nie trzeba, lubię stać na deszczu, ale dziękuję panu. – powiedziałam siląc się na uprzejmość.
Mężczyzna ukłonił mi się lekko i ruszył przed siebie, chwile po nim wyszedł John z dwoma kubkami gorącej kawy.
- Dzięki. – powiedziałam biorąc jeden.
Upiłam kilka małych łyków, które poparzyły mi język i podniebienie. Syknęłam z bólu.
- Nie pij tak, masz za swoje. – zaśmiał się mój brat.
Prychnęłam na niego pod nosem i ruszyłam przed siebie.
Po kilku godzinach spacerowania po obrzeżach Londynu, John zatrzymał się nagle w pół kroku, gdy tylko spojrzał na tarczę swojego zegarka.
- Diana, wybacz. Wracamy. – powiedział i biegiem wręcz ruszył złapać jakąś taksówkę.
- Ale dlaczego? – zapytałam idąc za nim.
Blond kosmyki włosów mojego brata wręcz prosiły się o wizytę u fryzjera. Mokre zaczęły lepić się do jego czoła zachodząc mu na oczy.
- Musimy, znaczy muszę coś załatwić, ale będziesz miała towarzystwo. – powiedział.
- Nie trzeba, po prostu wróćmy już. – mruknęłam stając obok niego.
W tym samym momencie tuż obok nas zaparkowała taksówka, a z nieba na ziemię spadła niespodziewana ulewa.
- Wsiadać. – polecił kierowca ostrym głosem.
Nie musiał nas długo namawiać; zaraz po jego słowach wsiedlismy na tylne siedzenie i na polecenie Johna pojechaliśmy w strone kamienicy, gdzie mieszkaliśmy. Mój brat zapłacił za kurs i wypadł z auta niczym poparzony ciągnąc mnie za sobą.
- Moja słodka, muszę uciekać, ale zaraz ktoś powinien wpaść dotrzymać ci towarzystwa. – powiedział całując moje czoło.
- Naprawdę nie trzeba, poradzę sobie, ale daj mi chociaż klucze do mieszkania. – westchnęłam.
Brat wcisnął mi kilka kluczy w dłoń, raz jeszcze mnie ucałował i nie czekając na jakąkolwiek reakcję z mojej strony pobiegł do auta i odjechał. Stałam przez chwilę na deszczu, póki całkowicie nie przemokłam. To skłoniło mnie do wejścia do kamienicy.
Wbiegłam na 3 piętro, weszłam do pustego mieszkania i pierwsze co zrobiłam po zamknięciu drzwi, to nalałam sobie kolejną szklankę whiskey.
Minęło może 10 minut, kiedy nagle w mieszkaniu rozbrzmiał dzwonek. Ktoś stał za drzwiami i czekał az je otworzę.
Spojrzałam niepewnie przez wizjer i moim oczom ukazały się najpiękniejsze szare oczy jaki było mi dane ujrzeć. Ich właściciel stał pod drzwiami w lekko zmoczonej koszulce i ciemnych spodniach, a jego czarne włosy pozlepiał deszcz.
Otworzyłam drzwi i oparłam się barkiem o framugę.
- Cześć,jestem Azel. John prosił mnie bym zajął się jego młodszą siostrą. – przedstawił się.
Nie będę błagać o komentarze, ale jeżeli ktoś to czyta, chociażby jedna osoba, to daj znać! Może coś Ci się nie podoba ;) Będzie mi miło usłyszeć konstruktywną krytykę.
Ogólnie akcja zapowiada się całkiem ciekawie. Piszesz zwięźle i nie rozdrabniasz się nad szczegółowymi opisami. Jednak chciałabym bardziej poczuć to miejsce. Widzieć, to jak, np. bohaterka idzie ulicą Londynu - którą Ty kreujesz,. Poczuć zapach tej kawy i widzieć wszystko w podobny sposób jak Ty. Niestety jak na razie zdaję się w większości na własne doświadczenia i obrazy.
OdpowiedzUsuńPomimo moich może bezsensownych uwag, jestem na TAK. Polecam Ci dzieła (moim zdaniem najwybitniejszego pisarza) Carlosa Ruiza Zafon, z jego książki takich jak "Gra Anioła", czy ''Cień Wiatru" można wiele wynieść, jeżeli chodzi o warsztat pisania ;)
Z chęcią będę śledzić dalsze Twoje wpisy.
Niezmiernie dziękuję za opinię. ;) a do co do książek - skuszę się niebawem. ;)
Usuń