Przejdź do głównej zawartości

3.

Jego wzrok omiótł mnie od góry do dołu, po czym zaczął błądzić po korytarzu za mną.
- Co za uprzejmość z jego strony. – mruknęłam. – Wejdź. – dodałam zostawiając szatyna w tyle.
Wróciłam do salonu, kiedy usłyszałam trzask zamykanych drzwi.
- Pozwól, że się wysuszę. – rzuciłam do chłopaka, który padł na kanapę i poszłam do pokoju, gdzie miałam swoje rzeczy.
- Gdzie ona jest? Znaczy siostra Johna? – dobiegło mnie pytanie Azel’a z salonu.
Ubrałam szybko suche spodnie i koszulkę, włosy związałam w kok, chwyciłam szklankę i wróciłam do niego. Usadowiłam się naprzeciw zdezorientowanego faceta.
- Wybacz mi, nie przedstawiłam się. Jestem Diana, młodsza siostra Johna. – uśmiechnęłam się i upiłam łyk alkoholu.
Azel nagle zaniemówił. Miałam wrażenie, że spodziewał się nastoletniej dziewczynki.
- Twoje milczenie… Jak mam je rozumieć? – zapytałam ze śmiechem.
- Ja… - zamruczał i nagle ucichł.
- Może się napijesz? – zaproponowałam szatynowi.
Mężczyzna pokiwał tylko głową. Szybko podniosłam się z fotela, wzięłam z szafki czystą szklankę i nalałam do niej alkoholu.
- Trzymaj. – powiedziałam. – Może cię to rozluźni. – dodałam.
Szatyn upił kilka łyków i momentalnie się rozluźnił, a przynajmniej tak mi się wydawało.
- A teraz… Może zaczniemy jeszcze raz? – zaproponowałam, na co szatyn skinął głową. – Jestem Diana, siostra Johna, miło poznać. – powiedziałam.
- Azel, znajomy Johna. Prosił mnie, żebym dotrzymał ci towarzystwa. – powiedział szatyn.
Uśmiechnęłam się z wymuszoną wdzięcznością i upiłam kilka łyków whiskey. Nie potrzebowałam niańki tak jak to sądził mój brat. Mimo wszystko byłam mu wdzięczna za podsunięcie mi tak pięknych oczu.
- Dlaczego mi się tak przyglądasz? – zapytał nagle Azel.
- Co ? – zapytałam wyrwana z transu.
- Pytałem dlaczego mi się tak przyglądasz. – powtórzył.
Nie byłam tego nawet świadoma. Myśl o pierwszym spojrzeniu na jego oczy wypełniła nagle mój umysł.
- Oh, wybacz. – mruknęłam.
- Rumienisz się. – zauważył szatyn w momencie gdy sama poczułam, że pojawiają się wypieki na moich policzkach.
- Wiesz co? – odezwałam się.
Szatyn spojrzał się na mnie z pytaniem w oczach. Przez moment znów zatraciłam się w jego szarym spojrzeniu, po czym otworzyłam własny umysł i otrząsnęłam się.
- Masz niesamowite oczy. – wypaliłam.
Azel zaniósł się donośnym śmiechem, a ja nie wiedziałam czy już mam żałować swoich słów, czy może jeszcze nie.
- No co? – zapytałam obruszona.
- Nic, nic. Powinienem chyba podziękować. – odparł rozbawiony szatyn.
Wydęłam wargi i przewróciłam oczami. Nie lubiłam gdy ktoś śmiał się z moich szczerych słów.
- Oh, nie obrażaj się. – poprosił. – Nie miałem nic złego na myśli. – zapewnił mnie.
Podkuliłam nogi pod brodę, dopiłam whiskey i cicho westchnęłam.
- Skąd znasz mojego brata? – zainteresowałam się.
- My? Znamy się ze szkoły. – odparł.
Spojrzałam się na niego ze zdziwieniem.
- Jakiej znowu szkoły?
- to ty nie wiesz? – Azel wydawał się być zaskoczony moją niewiedzą na temat własnego brata.
- Raczej nie. – mruknęłam.
- John ma staż w szkole, udziela lekcji muzyki dzieciakom. – wyjaśnił mi.
Pokiwałam tylko głową i schowałam twarz we własnych ramionach. Słyszałam tylko jak Azel wstaje i przechodzi kilka kroków do drzwi na niewielki balkonik.
- Idziesz ze mną? – zapytał.
Zerknęłam na Azel’a. Stał w drzwiach i mi się przyglądał.
- Na balkon? Po co? Tam jest mokro. – mruknęłam.
- Mam ochotę zapalić. – stwierdził.
Uśmiechnęłam się i doskoczyłam do niego.
- Jak palić, to chętnie.
Szatyn zaśmiał się i puścił mnie przodem. Balkon był kompletnie mokry, a z nieba nadal padał deszcz. Bosymi stopami weszłam w ogromna kałużę lecz Azel przyciągnął mnie blisko siebie.
- Nie stój w kałuży. – powiedział obejmując mnie ręką w pasie.
- Na długo przyjechałaś? – zapytał.
Jego usta znalazły się tuz przy moim uchu, czułam jak wydycha ciepłe powietrze.
Mężczyzna podstawił mi pod nos paczkę papierosów. Wzięłam jednego, a on mi go odpalił. Zaciągnęłam się dymem, poczułam jak wolno spływ do moich płuc.
Odruchowo wtuliłam się w ramiona szatyna, gdy owiał nas chłodny wiatr. Objął mnie mocniej. Poczułam ja sam zaciąga się dymem, a po chwili go wypuszcza.
- Nie wiem na jak długo, może na kilka tygodni, może miesięcy, szczerze to nie wiem. – odpowiedziałam na zadane pytanie. – A dlaczego pytasz? – zainteresowałam się.
- Tak tylko. Miałem nadzieję na inne spotkanie niż to. – stwierdził.
Poczułam jak porusza swoją dłonią, która znajdowała się na moim biodrze.
- Tak? A na jakie inne spotkanie liczysz? – zapytałam obracając się twarzą do Azel’a.
Spojrzałam się w jego oczy i uśmiechnęłam się uroczo. Mój wzrok ześlizgnął się na jego usta. Miał takie słodkie usta.
- Czy ja wiem? Coś na pewno się wymyśli. – stwierdził szatyn z uśmiechem.
Dopaliłam papierosa, wyrzuciłam peta w kałużę, stanęłam i stanęłam blisko szatyna. Dotknęłam dłonią jego policzka, blisko jego ust i kciukiem przejechałam po jego suchych wargach.
- Co? – zamruczał.
- Nic, podobają mi się. – zaśmiałam się i musnęłam dłonią jego policzek. – Chodź, napijemy się.
Wyminęłam go i wróciłam na fotel. Nalałam sobie whiskey, podkuliłam nogi pod brodę, objęłam je ramieniem i zapatrzyłam się na szatyna, który stał odwrócony do mnie tyłem.
Przynajmniej miałam jakieś towarzystwo, nie musiałam siedzieć sama.

Jeden z ulubionych fragmentów. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

6.

Podniosłam się z kolan i również poszłam do kuchni. John i Azel siedzieli naprzeciw siebie przy niewielkim kuchennym blacie; oboje zaspani, zajęci własną kawą. - O której wstałaś? – Zapytał John, gdy stanęłam w drzwiach. - Wcześnie. Może koło 5:00 nad ranem. – Wzruszyłam ramionami. - Nie spałaś ze mną. – Stwierdził. - Bo nie miałam miejsca na łóżku. - Słyszałem cię w nocy. – Odezwał się szatyn. - Wychodziłam na balkon. – Odpowiedziałam mu. Pomimo zmęczenia i tego, że wczoraj opróżniliśmy kilka butelek alkoholu, on nadal był w moich oczach przystojny. - Co robiłaś od 5:00? – Zainteresował się mój brat. - Poszłam na spacer i koniec końców znalazłam się na kawie z uroczym chłopakiem. – Odparłam z lekkim uśmiechem. John i Azel spojrzeli po sobie ze zdziwieniem, po czym oboje przerzucili wzrok na mnie. - No co? – Zapytałam. - Byłaś na kawie z… Kim? – Zapytał John. - Przedstawił się, jako Alan. – Odparłam. Chłopcy spojrzeli na siebie rozbawieni i nawet nie ukrywali tego, że ma...

16.

Azel siedział ze mną i Johnem przez kilka godzin, póki sam nie stwierdził, to już pora na niego i że musi iść. Nie podobał mi się fakt, żeby puszczać szatyna samego. Nie znałam go za dobrze, ale rozumiałam takie umysły jak jego. Zapewne miał zamiar miotać się po mieście, póki nie stwierdziłby, że ma już definitywnie dość. Albo wróciłby do domu albo poszedłby do pierwszego lepszego baru, bądź monopolowego i najzwyczajniej w świecie urżnął by się jak świnia. Nie, takie aspekt nie odpowiadał mi w ogóle. - John. Odprowadź go do mieszkania, możesz? – zapytałam szeptem brata. Blondyn spojrzał się na mnie ze zrozumieniem i pokiwał tylko głową w odpowiedzi na tak. Byłam mu wdzięczna, że rozumiał mój tok myślenia, a rozumiał go, jak nikt inny nigdy by tego nie zrozumiał. - Choć stary, idziemy. – zwrócił się do podłamanego szatyna. Ten tylko ledwo pokiwał głową i spojrzał się na mnie. Jego oczy wyrażały ból, smutek i przede wszystkim strach. Jego strach wydawał się być żywym ogniem w jego ...

4.

Siedzieliśmy razem do wieczora, pijąc drinka za drinkiem, póki do mieszkania nie wrócił John obładowany zakupami. - John? – Odezwałam się z salonu. - Jestem w kuchni. – Głos brata dotarł do moich uszu. Wstałam podbierając się o fotel i chwiejnym krokiem przeszłam przez korytarz do kuchni. Stanęłam w drzwiach o mało nie tracąc równowagi. - Chryste, wypiłaś mi cały alkohol jaki tu miałem? – Zapytał zszokowany. Blondyn odłożył butelkę wody na blat, podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Od razu poczułam jego ciepłą skórę i spokojnie bijące serce. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego perfumy, to były te same, które kupiłam mu kilka lat wcześniej na urodziny. Nadal ich używał. Uśmiechnęłam się pod nosem. - Azel? – John zawołał w głąb mieszkania, jednak odpowiedziała mu grobowa cisza. Brat zaniósł mnie do pokoju, gdzie leżała moja torba, ułożył mnie na łóżku i pozwolił mi się ułożyć. Jedyne, co mogłam samodzielnie zrobić to chwycić zachłannie rąbek kołdry i się do niego przytulic. Z...