- Nic się nie stało. – Powiedział mężczyzna. – Co taka ładna
dziewczyna robi o tak wczesnej porze na dworze? – Zapytał z nutą
zainteresowania w głosie.
- Wybrałam się na spacer, skoro już pytasz. – Odparłam.
- Zgodzisz się, jeżeli zaproponuję ci swoje towarzystwo?
- Jeżeli chcesz, to chodź. Nie będę na ciebie czekać.
Z uśmiechem ruszyłam przed siebie, a brunet ruszył za mną.
- Jak ci na imię? – Zapytał równając swój krok z moim.
- Diana, a tobie?
- Alan. Jestem Alan. Nigdy cię tutaj nie widziałem, tak szczerze mówiąc. Gdzie się ukrywałaś?
- Może wcale nie chciałeś mnie widzieć. – Zaśmiałam się.
- Szczerze śmiem wątpić, że udałoby mi się przegapić ładną dziewczynę. – Zapewnił mnie z pełną powagą w głosie.
- Wczoraj przyleciałam. – Wyjaśniłam.
- Do kogoś szczególnego? Może do chłopaka?
- A czemu cię to tak interesuje?
- Próbuję podtrzymać rozmowę, chciałbym porozmawiać, no… Chyba, że wolisz tematy o pogodzie.
- Przyjechałam do brata. – Kątem oka zerknęłam na szatyna. – I uprzedzę kolejne twoje pytanie. Nie mam pojęcia na jak długo. – Westchnęłam.
- Mam nadzieję, że nie znikniesz już jutro..
Nie, nie miałam zamiaru wracać kolejnego dnia, ani następnych, póki nie zdecyduję, że przyszedł czas na mój powrót.
- Chciałabyś się napić kawy? – Zapytał Alan.
- Czemu nie. – Skinęłam głową na znak zgody.
Brunet zaprowadził mnie do jednej z tych wiecznie żywych kawiarenek, które umiejscowione były na rogach przecznic. Wchodząc do środka od razu poczułam zapach parzonej kawy; mocnej, zwykłej, czarnej, dobrej kawy.
Co rusz, na każdym kolejnym kroku potykałam się o czyjeś nogi. Małe pomieszczenie pękało w szwach od natłoku ludzi cierpiących na bezsenność, a może po prostu nie cierpieli, może po prostu lubili, kiedy budziły ich pierwsze jasne promienie słońca, choćby tego, które momentalnie miało skryć się za ciemną chmurą.
- Jaką pijesz? – Zapytał brunet.
- Czarna, sypana. Bez mleka i cukru. – Odpowiedziałam siadając przy stoliku, który właśnie się zwolnił.
Brunet pokiwał tylko głową i odszedł, a ja zaczęłam rozglądać się na boki. Wszystko dookoła było tak prosto urządzone, w odcieniach kawy i mleka. Idealnie dla tak uroczej kawiarenki.
Nie potrafiłam nie skupić się na tym mocnym zapachu, który unosił się w powietrzu. Uwielbiałam zapach kawy, uwielbiałam jej smak, co tu dużo mówić – kawa była jednym z moich nałogów.
Alan wrócił do mnie po chwili niosąc dwie filiżanki kawy. Miał wprawę, jak na takie warunki.
Jedną z filiżanek postawił przede mną, a sam usiadł z drugą w dłoni naprzeciw.
Palcem dotknęłam naczynia, było gorące. Już wiedziałam, że się poparzę, nieważne gdzie, ale jednak. Chwyciłam za małe uszko i upiłam kilka łyków. Moje podniebienie dało o sobie znać, gdy gorący napój podrażnił delikatne części. Mimo wszystko ciepło rozchodzące się wewnątrz mnie było niesamowicie kojące.
- Mówił ci ktoś, że jesteś śliczna? – Zapytał nagle brunet.
Patrzył się prosto w moje oczy a ja zaczynałam się peszyć.
- Możliwe. – Odparłam zdawkowo.
- Zapewne częściej niż sam mógłbym przypuszczać, prawda? – Ciągnął mężczyzna.
- Nie musisz przypuszczać. – Wzruszyłam ramionami,
Napiłam się kawy z myślą o śpiącym Azel’u. W głowie miałam obraz, jak szatyn kręci się z cichym pomrukiem na kanapie mojego brata i spokojnie śpi.
Nie słuchałam nawet tego, co Alan do mnie mówił, a mówił naprawdę wiele. Jakimś sposobem odcięłam się od zewnętrznego świata. Nie słyszałam głosu bruneta, nie słyszałam tego londyńskiego gwaru, nie słyszałam krzątaniny na zapleczu kawiarenki. Nie słyszałam niczego poza wolnym tykaniem wskazówek zegara. Było to dla mnie jak zwykła hipnoza, tylko bezskutecznie próbująca oderwać mnie od rzeczywistości.
Dopiero, kiedy spojrzałam się na tarczę zegara i ujrzałam 8:00, która właśnie wybiła, obudziłam się. Dopiłam swoja zimną już kawę i odsunęłam cicho krzesło.
- Muszę już wracać. – Powiedziałam.
- Już? Tak prędko mi uciekasz? – Zapytał zasmucony brunet.
- Mówiłeś, że mnie nie przeoczysz. Na pewno się jeszcze spotkamy. – Zapewniłam go.
Wstałam od małego stoliczka, nachyliłam się nad Alanem i ucałowałam jego policzek.
- Dziękuję za kawę. – Uśmiechnęłam się i czym prędzej wyszłam z kawiarni.
Szybkim krokiem przemierzyłam poznaną już ulicę i trafiłam do kamienicy, gdzie rezydował John. Wchodząc po schodach zaczęłam się zastanawiać, czy mój brat i jego przyjaciel już wstali, czy może będzie dane mi ich obudzić.
Przeskakując po dwa schodki do góry już w ciągu chwili znalazłam się pod drzwiami do znanego mi już mieszkania. Wchodząc do środka uderzyła mnie zaspana cisza. Nadal spali.
Przekroczyłam próg drzwi, zostawiłam swoje rzeczy pod ścianą i poszłam do kuchni. Zrobiłam szybko dwie mocne kawy. Kiedy para zaczęła unosić się nad gorącymi napojami, poszłam obudzić brata.
Blondyn nadal cicho pochrapywał pod nosem przytulony do dużej poduszki, na której wcześniej sama spałam, a mimo tego, rozłożony był na całym wielkim łóżku.
Wskoczyłam na niego i zaczęłam nim lekko potrząsać.
- John, wstawaj. – Powiedziałam. – Wstawaj słońce.
- Jeszcze… Jeszcze trochę… - mruknął w półśnie.
- Kawa na ciebie czeka w kuchni. – Powiedziałam.
John otworzył leniwie oczy i przeciągle ziewnął.
- Kawa?
- Gorąca kawa.
- Już wstaję. – Zapewnił mnie blondyn z uśmiechem.
Zeszłam z łóżka i poszłam do salonu, gdzie spał rozłożony, a może złożony w pół Azel. Słyszałam jego ciężki oddech zanim zdążyłam przekroczyć próg salonu.
Uklęknęłam przy nim i dłonią przejechałam po jego ciemnych, rozkopanych włosach.
- Budź się Azel, pora wstawać. – Powiedziałam wprost do ucha szatyna.
- Jeszcze nie… - mruknął niezadowolono.
- Wstawaj, wstawaj. – Zaśmiałam się.
Szatyn leniwym ruchem otworzył swoje słodkie szare oczy i spojrzał się na mnie zaspanym wzrokiem.
- Wstawaj, bo będziesz pił zimną kawę. – Powiedziałam podnosząc się na równe nogi.
Na wzmiankę o gorącym napoju, Azel poderwał się z kanapy i zniknął mi w kuchni.
- Jesteś niesamowita. – Powiedział John, gdy dołączyłam do niego i Azel’a w kuchni.
- Wybrałam się na spacer, skoro już pytasz. – Odparłam.
- Zgodzisz się, jeżeli zaproponuję ci swoje towarzystwo?
- Jeżeli chcesz, to chodź. Nie będę na ciebie czekać.
Z uśmiechem ruszyłam przed siebie, a brunet ruszył za mną.
- Jak ci na imię? – Zapytał równając swój krok z moim.
- Diana, a tobie?
- Alan. Jestem Alan. Nigdy cię tutaj nie widziałem, tak szczerze mówiąc. Gdzie się ukrywałaś?
- Może wcale nie chciałeś mnie widzieć. – Zaśmiałam się.
- Szczerze śmiem wątpić, że udałoby mi się przegapić ładną dziewczynę. – Zapewnił mnie z pełną powagą w głosie.
- Wczoraj przyleciałam. – Wyjaśniłam.
- Do kogoś szczególnego? Może do chłopaka?
- A czemu cię to tak interesuje?
- Próbuję podtrzymać rozmowę, chciałbym porozmawiać, no… Chyba, że wolisz tematy o pogodzie.
- Przyjechałam do brata. – Kątem oka zerknęłam na szatyna. – I uprzedzę kolejne twoje pytanie. Nie mam pojęcia na jak długo. – Westchnęłam.
- Mam nadzieję, że nie znikniesz już jutro..
Nie, nie miałam zamiaru wracać kolejnego dnia, ani następnych, póki nie zdecyduję, że przyszedł czas na mój powrót.
- Chciałabyś się napić kawy? – Zapytał Alan.
- Czemu nie. – Skinęłam głową na znak zgody.
Brunet zaprowadził mnie do jednej z tych wiecznie żywych kawiarenek, które umiejscowione były na rogach przecznic. Wchodząc do środka od razu poczułam zapach parzonej kawy; mocnej, zwykłej, czarnej, dobrej kawy.
Co rusz, na każdym kolejnym kroku potykałam się o czyjeś nogi. Małe pomieszczenie pękało w szwach od natłoku ludzi cierpiących na bezsenność, a może po prostu nie cierpieli, może po prostu lubili, kiedy budziły ich pierwsze jasne promienie słońca, choćby tego, które momentalnie miało skryć się za ciemną chmurą.
- Jaką pijesz? – Zapytał brunet.
- Czarna, sypana. Bez mleka i cukru. – Odpowiedziałam siadając przy stoliku, który właśnie się zwolnił.
Brunet pokiwał tylko głową i odszedł, a ja zaczęłam rozglądać się na boki. Wszystko dookoła było tak prosto urządzone, w odcieniach kawy i mleka. Idealnie dla tak uroczej kawiarenki.
Nie potrafiłam nie skupić się na tym mocnym zapachu, który unosił się w powietrzu. Uwielbiałam zapach kawy, uwielbiałam jej smak, co tu dużo mówić – kawa była jednym z moich nałogów.
Alan wrócił do mnie po chwili niosąc dwie filiżanki kawy. Miał wprawę, jak na takie warunki.
Jedną z filiżanek postawił przede mną, a sam usiadł z drugą w dłoni naprzeciw.
Palcem dotknęłam naczynia, było gorące. Już wiedziałam, że się poparzę, nieważne gdzie, ale jednak. Chwyciłam za małe uszko i upiłam kilka łyków. Moje podniebienie dało o sobie znać, gdy gorący napój podrażnił delikatne części. Mimo wszystko ciepło rozchodzące się wewnątrz mnie było niesamowicie kojące.
- Mówił ci ktoś, że jesteś śliczna? – Zapytał nagle brunet.
Patrzył się prosto w moje oczy a ja zaczynałam się peszyć.
- Możliwe. – Odparłam zdawkowo.
- Zapewne częściej niż sam mógłbym przypuszczać, prawda? – Ciągnął mężczyzna.
- Nie musisz przypuszczać. – Wzruszyłam ramionami,
Napiłam się kawy z myślą o śpiącym Azel’u. W głowie miałam obraz, jak szatyn kręci się z cichym pomrukiem na kanapie mojego brata i spokojnie śpi.
Nie słuchałam nawet tego, co Alan do mnie mówił, a mówił naprawdę wiele. Jakimś sposobem odcięłam się od zewnętrznego świata. Nie słyszałam głosu bruneta, nie słyszałam tego londyńskiego gwaru, nie słyszałam krzątaniny na zapleczu kawiarenki. Nie słyszałam niczego poza wolnym tykaniem wskazówek zegara. Było to dla mnie jak zwykła hipnoza, tylko bezskutecznie próbująca oderwać mnie od rzeczywistości.
Dopiero, kiedy spojrzałam się na tarczę zegara i ujrzałam 8:00, która właśnie wybiła, obudziłam się. Dopiłam swoja zimną już kawę i odsunęłam cicho krzesło.
- Muszę już wracać. – Powiedziałam.
- Już? Tak prędko mi uciekasz? – Zapytał zasmucony brunet.
- Mówiłeś, że mnie nie przeoczysz. Na pewno się jeszcze spotkamy. – Zapewniłam go.
Wstałam od małego stoliczka, nachyliłam się nad Alanem i ucałowałam jego policzek.
- Dziękuję za kawę. – Uśmiechnęłam się i czym prędzej wyszłam z kawiarni.
Szybkim krokiem przemierzyłam poznaną już ulicę i trafiłam do kamienicy, gdzie rezydował John. Wchodząc po schodach zaczęłam się zastanawiać, czy mój brat i jego przyjaciel już wstali, czy może będzie dane mi ich obudzić.
Przeskakując po dwa schodki do góry już w ciągu chwili znalazłam się pod drzwiami do znanego mi już mieszkania. Wchodząc do środka uderzyła mnie zaspana cisza. Nadal spali.
Przekroczyłam próg drzwi, zostawiłam swoje rzeczy pod ścianą i poszłam do kuchni. Zrobiłam szybko dwie mocne kawy. Kiedy para zaczęła unosić się nad gorącymi napojami, poszłam obudzić brata.
Blondyn nadal cicho pochrapywał pod nosem przytulony do dużej poduszki, na której wcześniej sama spałam, a mimo tego, rozłożony był na całym wielkim łóżku.
Wskoczyłam na niego i zaczęłam nim lekko potrząsać.
- John, wstawaj. – Powiedziałam. – Wstawaj słońce.
- Jeszcze… Jeszcze trochę… - mruknął w półśnie.
- Kawa na ciebie czeka w kuchni. – Powiedziałam.
John otworzył leniwie oczy i przeciągle ziewnął.
- Kawa?
- Gorąca kawa.
- Już wstaję. – Zapewnił mnie blondyn z uśmiechem.
Zeszłam z łóżka i poszłam do salonu, gdzie spał rozłożony, a może złożony w pół Azel. Słyszałam jego ciężki oddech zanim zdążyłam przekroczyć próg salonu.
Uklęknęłam przy nim i dłonią przejechałam po jego ciemnych, rozkopanych włosach.
- Budź się Azel, pora wstawać. – Powiedziałam wprost do ucha szatyna.
- Jeszcze nie… - mruknął niezadowolono.
- Wstawaj, wstawaj. – Zaśmiałam się.
Szatyn leniwym ruchem otworzył swoje słodkie szare oczy i spojrzał się na mnie zaspanym wzrokiem.
- Wstawaj, bo będziesz pił zimną kawę. – Powiedziałam podnosząc się na równe nogi.
Na wzmiankę o gorącym napoju, Azel poderwał się z kanapy i zniknął mi w kuchni.
- Jesteś niesamowita. – Powiedział John, gdy dołączyłam do niego i Azel’a w kuchni.
Coraz gorzeej.
Komentarze
Prześlij komentarz