- Azel, stary. Weź idź się najpierw prześpij, zjedz coś, wykąp się i przyjdź. – Usłyszałam głos Johna. - John, ale weź jej powiedz… Powiedz jej, żeby dała sobie spokój z Alanem. Ten facet jest dziwny. – Odezwał się Azel. Dziwny? Dlaczego szatyn uważał Alana za dziwnego? Niby znał go dłużej niż ja, chyba każdy w tym mieście znał go dłużej niż ja, ale dlaczego miałabym dać sobie spokój z tą znajomością? Szczerze polubiłam tego uroczego bruneta, ale nie planowałam niczego na dłuższą metę. - Dobra, powiem jej. Ale idź już do siebie. – Powiedział John, po czym usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi. Mój brat nie wracał do mnie przez dłuższą chwilę, póki drzwi znów nie zajęczały, znów trzasnęły, a blondyn stanął w drzwiach. - Tak nie można. – Odezwał się do mnie. - Ale jak? – Zdziwiłam się. Nie rozumiałam, co John miał na myśli, ale zaczynałam się domyślać, że chodzi o tych dwóch chłopaków. - Jak? Diana… Jeżeli Azel zaczyna mówić, żeby dziewczyna dała sobie spokój z innym, to znaczy, że...