- Azel, stary. Weź idź się najpierw prześpij, zjedz coś,
wykąp się i przyjdź. – Usłyszałam głos Johna.
- John, ale weź jej powiedz… Powiedz jej, żeby dała sobie spokój z Alanem. Ten facet jest dziwny. – Odezwał się Azel.
Dziwny? Dlaczego szatyn uważał Alana za dziwnego? Niby znał go dłużej niż ja, chyba każdy w tym mieście znał go dłużej niż ja, ale dlaczego miałabym dać sobie spokój z tą znajomością? Szczerze polubiłam tego uroczego bruneta, ale nie planowałam niczego na dłuższą metę.
- Dobra, powiem jej. Ale idź już do siebie. – Powiedział John, po czym usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi.
Mój brat nie wracał do mnie przez dłuższą chwilę, póki drzwi znów nie zajęczały, znów trzasnęły, a blondyn stanął w drzwiach.
- Tak nie można. – Odezwał się do mnie.
- Ale jak? – Zdziwiłam się.
Nie rozumiałam, co John miał na myśli, ale zaczynałam się domyślać, że chodzi o tych dwóch chłopaków.
- Jak? Diana… Jeżeli Azel zaczyna mówić, żeby dziewczyna dała sobie spokój z innym, to znaczy, że coś mu chodzi po głowie. Ty mu chodzisz po głowie. A Alan? Skąd ci się wziął Alan?
Blondyn opadł na kanapę obok mnie i duszkiem wypił resztkę wina z lampki.
Milczałam. Chciałam powiedzieć, że niczego wielkiego nie zrobiłam w stosunku do szatyna, jednak przypominając sobie pierwszy wieczór, kiedy to chłopak tulił mnie do siebie na balkonie, a ja na to pozwalałam, zaczęłam myśleć, że jednak coś zrobiłam. Za to Alan? Z nim tylko rozmawiałam, spędziłam chwilę na kawie, wymieniliśmy się numerami, choć nawet nie pisaliśmy.
- Diana, nie możesz grać na dwa fronty. – Powiedział John.
- Wcale nie zamierzam! – Warknęłam na brata.
- Ale nie unoś się od razu na mnie. Chcę ci tylko powiedzieć, żebyś uważała na takie sytuacje. Nie chcę, żebyś się zbyt bardzo na tym przejechała.
- Przepraszam, nie chciałam. – Mruknęłam pod nosem.
- No daj już spokój. Porozmawiasz z nim i najwyżej powiesz mu, żeby nie wyobrażał sobie zbyt wiele, tak?
- Tak. Najwyżej tak właśnie zrobię.
Chwyciłam swoją lampkę wina i wypiłam resztę trunku, która tam została.
John ponownie rozlał alkohol, stuknęliśmy się lekko szkłem i milcząc spijaliśmy łyk po łyku. W końcu moja głowa ciężka od nadmiaru wina osunęła się na bark blondyna. Oparłam się o niego i sadowiąc się wygodnie zamknęłam oczy.
- Wiesz? Nie wiem, co jest gorsze, pijany ojciec czy pijani znajomi. – Odezwałam się cicho.
- Pewnie jedno i drugie. – Odpowiedział mi brat.
- Ojciec przestał mnie bić po twarzy w momencie, kiedy sama go uderzyłam. Wylądowałam wtedy w szpitalu, ale było warto.
Czułam jak blondyn spina nagle wszystkie mięśnie.
- A, no tak. Miałam ci o tym nie mówić. – Mruknęłam obojętnie.
- Wrócisz kiedyś do niego? – Zapytał nagle John.
- Nie. – Odparłam. – On nigdy nie potrzebował mojej pomocy, sam świetnie sobie radził, no… Może wtedy, kiedy był trzeźwy i jeszcze jakoś myślał. Ale teraz? Teraz to był wiecznie spity. Może kiedyś sam zrozumie, że tak być nie może. Może wcale nie będzie za późno. – Dodałam.
- Może… - mruknął John.
Ziewnęłam nagle. Poczułam jak moja głowa staje się naprawdę ciężka, aż w końcu po prostu usnęłam. Nie czułam, kiedy John przenosił mnie na łóżko, nie czułam, kiedy mnie rozbierał, zakładał jedną ze swoich koszulek, nie czułam, kiedy otulał mnie kołdrą. To wszystko dopiero zobaczyłam następnego dnia, kiedy obudziłam się gdzieś koło południa.
O dziwo John był jeszcze w mieszkaniu. Z kuchni dało się wyczuć gotujący się obiad. Mój brat zawsze dobrze gotował, nawet lepiej niż moja matka.
Leniwie podniosłam się z łóżka i poszłam do kuchni. John stał odwrócony do mnie tyłem i coś kroił.
- Cześć. – Odezwałam się cicho.
Blondyn spojrzał się na mnie przez ramię i uśmiechnął się ciepło.
- Siadaj, za 15 minut będzie spaghetti. – Powiedział na powitanie.
Zanim usiadłam nalałam sobie do kubka niedawno parzonej kawy. Upiłam kilka łyków i odetchnęłam z zadowoleniem.
- Azel tutaj był. – Odezwał się John.
Poczułam, że napinam swoje mięśnie, jakby każdy z osobna musiał być idealnie naciągniętą struną. Jakbym była jednym wielkim instrumentem, który nie może wydawać fałszywych dźwięków.
- Tak? I co mówił? – Zapytałam sztywno.
- Chciał przeprosić za to… hm… wtargnięcie wieczorem. – Odpowiedział blondyn. – Mówił też, że chciał cie przeprosić, jeżeli wczoraj cie jakoś uraził.
- Jakie to urocze – burknęłam pod nosem.
- Ana. Bądź miłą dziewczyną, porozmawiaj z nim. Każdy ma prawo wiedzieć na czym stoi.
- Wiem o tym… Wiem. – Westchnęłam. – No dobrze, porozmawiam z nim. – Dodałam upijając kolejnych kilka łyków.
Idealnie po 15 minutach przed moim nosem pojawił się talerz pełen parującego makaronu polanego sosem pomidorowym. Pachniało niesamowicie, sam aromat sosu sprawiał, że mój brzuch dostawał orgazmu – jeżeli tylko byłaby taka możliwość.
Byłam nieziemsko głodna, dlatego tego moja porcja zniknęła w przeciągu krótkiej chwili.
- Nie jedz tak szybko, bo się kiedyś rozchorujesz. Jakbyś nie wiedziała. – Upomniał mnie John.
- Wiem, ale byłam głodna. – Zaśmiałam się. – Idę się wykąpać. – Dodałam i wstałam od stołu.
Wrzuciłam brudny talerz do zlewu i poszłam do łazienki, gdzie zamknęłam się na klucz. Wzięłam szybki i zimny prysznic, zmyłam z siebie ostatki zmęczenia i resztki wczorajszego makijażu, po czym wyszłam, wysuszyłam się i otulona ręcznikiem przemknęłam do pokoju, gdzie leżała moja torba – nadal nierozpakowana.
Ubrałam bieliznę, wczorajsze spodnie i czystą koszulę w kratę.
- Może warto byłoby się rozpakować, co? – W drzwiach do pokoju stanął John.
- Może warto. – Powiedziałam otwierając szeroko torbę.
Podeszłam do komody, odsunęłam szufladę i zaczęłam układać w niej swoje ubrania z torby.
Na komodzie postawiłam też swoje pierdoły, które zabrałam z domu, a na biurku wylądowały wszystkie książki i zeszyty.
Nie potrzebowałam dużo czasu by to wszystko ułożyć, nie miałam tak dużo rzeczy. W końcu mogłam cisnąć pustą torbę pod łóżko, a sama chwyciłam swój telefon, bluzę, w której miałam papierosy i zapalniczkę, po czym ucałowałam blondyna w policzek i wyszłam z pokoju. Włożyłam buty i wybiegłam z mieszkania.
Już po chwili znalazłam się przed kamienicą. Jak zwykle kilku ciekawskich ludzi zawiesiło na mnie swój przeszywający na wylot wzrok, na co ja tylko wyciągnęłam papierosy i odpaliłam jednego. Ruszyłam wolnym krokiem przed siebie.
- Cześć Diana! – Gdzieś za sobą usłyszałam znajomy głos.
Przystanęłam i zerknęłam przez ramię.
- Cześć Alan. – Uśmiechnęłam się do bruneta zaciągając się dymem.
- Gdzie idziesz? – Zapytał.
- Myślę, że przed siebie. A ty? Chyba mnie nie śledzisz, prawda?
- Nie, nie śledzę cię. Idę do dziadka, dzwonił, żeby pomóc mu w interesie dzisiaj.
- Jeżeli idziemy w tę samą stronę, to zawsze możemy iść razem.
Brunet zaśmiał się donośnie, po czym oboje ruszyliśmy przed siebie.
- Jak spędziłaś wczorajszy wieczór? – Zainteresował się chłopak.
- Z bratem, przy winie i przed telewizorem. Nie uważasz, że to najlepsze, co może być? Wino i bajki. – Odpowiedziałam.
- Zawsze mogłaś wybrać się ze mną na miasto. – Zauważył.
- Hej, ale podobał mi się taki wieczór. – Sprostowałam.
- No skoro tak uważasz. – Mruknął brunet i roześmiał się.
Chwilę szliśmy w milczeniu, ale po raz pierwszy mi to nie przeszkadzało. Dobrze czułam się obok tego uroczego chłopaka.
Ale Diana, opanuj się. Miałaś niczego nie robić. Miałaś się pilnować. Miałaś, miałaś, miałaś…
- Ja idę tutaj. – Odezwał się nagle brunet wyrywając mnie z rozmyślań.
Staliśmy akurat pod kawiarnią, gdzie miałam nadzieję zdobyć posadę.
- Tutaj? Ta kawiarnia jest twojego dziadka? – Zapytałam.
- Tak, miałem mu pomóc wybrać kilka nowych osób do personelu. – Odpowiedział wzruszając ramionami.
- Oh… - mruknęłam. – W takim razie… Ja cię nie zatrzymuję. Idę dalej, możliwe, że do zobaczenia. – Dodałam i czym prędzej odeszłam od bruneta.
Nie odwracając się za siebie szłam prosto i myślałam, że to jakieś niepoprawne zrządzenie losu.
Tak jak pisałam, rozdział na dzisiaj został napisany. Został wrzucony, blablabla.
Dzięki za wasze opinie! To mnie motywuje, wiecie? Oby tak dalej.
Kolejne ukażą się na dniach, jak przyjdą jakieś pomysły.
Piszcie do mnie, jeżeli macie coś w głowie! Jestem w stanie wykorzystać wiele motywów.
Pozdro.
Special Death.
- John, ale weź jej powiedz… Powiedz jej, żeby dała sobie spokój z Alanem. Ten facet jest dziwny. – Odezwał się Azel.
Dziwny? Dlaczego szatyn uważał Alana za dziwnego? Niby znał go dłużej niż ja, chyba każdy w tym mieście znał go dłużej niż ja, ale dlaczego miałabym dać sobie spokój z tą znajomością? Szczerze polubiłam tego uroczego bruneta, ale nie planowałam niczego na dłuższą metę.
- Dobra, powiem jej. Ale idź już do siebie. – Powiedział John, po czym usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi.
Mój brat nie wracał do mnie przez dłuższą chwilę, póki drzwi znów nie zajęczały, znów trzasnęły, a blondyn stanął w drzwiach.
- Tak nie można. – Odezwał się do mnie.
- Ale jak? – Zdziwiłam się.
Nie rozumiałam, co John miał na myśli, ale zaczynałam się domyślać, że chodzi o tych dwóch chłopaków.
- Jak? Diana… Jeżeli Azel zaczyna mówić, żeby dziewczyna dała sobie spokój z innym, to znaczy, że coś mu chodzi po głowie. Ty mu chodzisz po głowie. A Alan? Skąd ci się wziął Alan?
Blondyn opadł na kanapę obok mnie i duszkiem wypił resztkę wina z lampki.
Milczałam. Chciałam powiedzieć, że niczego wielkiego nie zrobiłam w stosunku do szatyna, jednak przypominając sobie pierwszy wieczór, kiedy to chłopak tulił mnie do siebie na balkonie, a ja na to pozwalałam, zaczęłam myśleć, że jednak coś zrobiłam. Za to Alan? Z nim tylko rozmawiałam, spędziłam chwilę na kawie, wymieniliśmy się numerami, choć nawet nie pisaliśmy.
- Diana, nie możesz grać na dwa fronty. – Powiedział John.
- Wcale nie zamierzam! – Warknęłam na brata.
- Ale nie unoś się od razu na mnie. Chcę ci tylko powiedzieć, żebyś uważała na takie sytuacje. Nie chcę, żebyś się zbyt bardzo na tym przejechała.
- Przepraszam, nie chciałam. – Mruknęłam pod nosem.
- No daj już spokój. Porozmawiasz z nim i najwyżej powiesz mu, żeby nie wyobrażał sobie zbyt wiele, tak?
- Tak. Najwyżej tak właśnie zrobię.
Chwyciłam swoją lampkę wina i wypiłam resztę trunku, która tam została.
John ponownie rozlał alkohol, stuknęliśmy się lekko szkłem i milcząc spijaliśmy łyk po łyku. W końcu moja głowa ciężka od nadmiaru wina osunęła się na bark blondyna. Oparłam się o niego i sadowiąc się wygodnie zamknęłam oczy.
- Wiesz? Nie wiem, co jest gorsze, pijany ojciec czy pijani znajomi. – Odezwałam się cicho.
- Pewnie jedno i drugie. – Odpowiedział mi brat.
- Ojciec przestał mnie bić po twarzy w momencie, kiedy sama go uderzyłam. Wylądowałam wtedy w szpitalu, ale było warto.
Czułam jak blondyn spina nagle wszystkie mięśnie.
- A, no tak. Miałam ci o tym nie mówić. – Mruknęłam obojętnie.
- Wrócisz kiedyś do niego? – Zapytał nagle John.
- Nie. – Odparłam. – On nigdy nie potrzebował mojej pomocy, sam świetnie sobie radził, no… Może wtedy, kiedy był trzeźwy i jeszcze jakoś myślał. Ale teraz? Teraz to był wiecznie spity. Może kiedyś sam zrozumie, że tak być nie może. Może wcale nie będzie za późno. – Dodałam.
- Może… - mruknął John.
Ziewnęłam nagle. Poczułam jak moja głowa staje się naprawdę ciężka, aż w końcu po prostu usnęłam. Nie czułam, kiedy John przenosił mnie na łóżko, nie czułam, kiedy mnie rozbierał, zakładał jedną ze swoich koszulek, nie czułam, kiedy otulał mnie kołdrą. To wszystko dopiero zobaczyłam następnego dnia, kiedy obudziłam się gdzieś koło południa.
O dziwo John był jeszcze w mieszkaniu. Z kuchni dało się wyczuć gotujący się obiad. Mój brat zawsze dobrze gotował, nawet lepiej niż moja matka.
Leniwie podniosłam się z łóżka i poszłam do kuchni. John stał odwrócony do mnie tyłem i coś kroił.
- Cześć. – Odezwałam się cicho.
Blondyn spojrzał się na mnie przez ramię i uśmiechnął się ciepło.
- Siadaj, za 15 minut będzie spaghetti. – Powiedział na powitanie.
Zanim usiadłam nalałam sobie do kubka niedawno parzonej kawy. Upiłam kilka łyków i odetchnęłam z zadowoleniem.
- Azel tutaj był. – Odezwał się John.
Poczułam, że napinam swoje mięśnie, jakby każdy z osobna musiał być idealnie naciągniętą struną. Jakbym była jednym wielkim instrumentem, który nie może wydawać fałszywych dźwięków.
- Tak? I co mówił? – Zapytałam sztywno.
- Chciał przeprosić za to… hm… wtargnięcie wieczorem. – Odpowiedział blondyn. – Mówił też, że chciał cie przeprosić, jeżeli wczoraj cie jakoś uraził.
- Jakie to urocze – burknęłam pod nosem.
- Ana. Bądź miłą dziewczyną, porozmawiaj z nim. Każdy ma prawo wiedzieć na czym stoi.
- Wiem o tym… Wiem. – Westchnęłam. – No dobrze, porozmawiam z nim. – Dodałam upijając kolejnych kilka łyków.
Idealnie po 15 minutach przed moim nosem pojawił się talerz pełen parującego makaronu polanego sosem pomidorowym. Pachniało niesamowicie, sam aromat sosu sprawiał, że mój brzuch dostawał orgazmu – jeżeli tylko byłaby taka możliwość.
Byłam nieziemsko głodna, dlatego tego moja porcja zniknęła w przeciągu krótkiej chwili.
- Nie jedz tak szybko, bo się kiedyś rozchorujesz. Jakbyś nie wiedziała. – Upomniał mnie John.
- Wiem, ale byłam głodna. – Zaśmiałam się. – Idę się wykąpać. – Dodałam i wstałam od stołu.
Wrzuciłam brudny talerz do zlewu i poszłam do łazienki, gdzie zamknęłam się na klucz. Wzięłam szybki i zimny prysznic, zmyłam z siebie ostatki zmęczenia i resztki wczorajszego makijażu, po czym wyszłam, wysuszyłam się i otulona ręcznikiem przemknęłam do pokoju, gdzie leżała moja torba – nadal nierozpakowana.
Ubrałam bieliznę, wczorajsze spodnie i czystą koszulę w kratę.
- Może warto byłoby się rozpakować, co? – W drzwiach do pokoju stanął John.
- Może warto. – Powiedziałam otwierając szeroko torbę.
Podeszłam do komody, odsunęłam szufladę i zaczęłam układać w niej swoje ubrania z torby.
Na komodzie postawiłam też swoje pierdoły, które zabrałam z domu, a na biurku wylądowały wszystkie książki i zeszyty.
Nie potrzebowałam dużo czasu by to wszystko ułożyć, nie miałam tak dużo rzeczy. W końcu mogłam cisnąć pustą torbę pod łóżko, a sama chwyciłam swój telefon, bluzę, w której miałam papierosy i zapalniczkę, po czym ucałowałam blondyna w policzek i wyszłam z pokoju. Włożyłam buty i wybiegłam z mieszkania.
Już po chwili znalazłam się przed kamienicą. Jak zwykle kilku ciekawskich ludzi zawiesiło na mnie swój przeszywający na wylot wzrok, na co ja tylko wyciągnęłam papierosy i odpaliłam jednego. Ruszyłam wolnym krokiem przed siebie.
- Cześć Diana! – Gdzieś za sobą usłyszałam znajomy głos.
Przystanęłam i zerknęłam przez ramię.
- Cześć Alan. – Uśmiechnęłam się do bruneta zaciągając się dymem.
- Gdzie idziesz? – Zapytał.
- Myślę, że przed siebie. A ty? Chyba mnie nie śledzisz, prawda?
- Nie, nie śledzę cię. Idę do dziadka, dzwonił, żeby pomóc mu w interesie dzisiaj.
- Jeżeli idziemy w tę samą stronę, to zawsze możemy iść razem.
Brunet zaśmiał się donośnie, po czym oboje ruszyliśmy przed siebie.
- Jak spędziłaś wczorajszy wieczór? – Zainteresował się chłopak.
- Z bratem, przy winie i przed telewizorem. Nie uważasz, że to najlepsze, co może być? Wino i bajki. – Odpowiedziałam.
- Zawsze mogłaś wybrać się ze mną na miasto. – Zauważył.
- Hej, ale podobał mi się taki wieczór. – Sprostowałam.
- No skoro tak uważasz. – Mruknął brunet i roześmiał się.
Chwilę szliśmy w milczeniu, ale po raz pierwszy mi to nie przeszkadzało. Dobrze czułam się obok tego uroczego chłopaka.
Ale Diana, opanuj się. Miałaś niczego nie robić. Miałaś się pilnować. Miałaś, miałaś, miałaś…
- Ja idę tutaj. – Odezwał się nagle brunet wyrywając mnie z rozmyślań.
Staliśmy akurat pod kawiarnią, gdzie miałam nadzieję zdobyć posadę.
- Tutaj? Ta kawiarnia jest twojego dziadka? – Zapytałam.
- Tak, miałem mu pomóc wybrać kilka nowych osób do personelu. – Odpowiedział wzruszając ramionami.
- Oh… - mruknęłam. – W takim razie… Ja cię nie zatrzymuję. Idę dalej, możliwe, że do zobaczenia. – Dodałam i czym prędzej odeszłam od bruneta.
Nie odwracając się za siebie szłam prosto i myślałam, że to jakieś niepoprawne zrządzenie losu.
Tak jak pisałam, rozdział na dzisiaj został napisany. Został wrzucony, blablabla.
Dzięki za wasze opinie! To mnie motywuje, wiecie? Oby tak dalej.
Kolejne ukażą się na dniach, jak przyjdą jakieś pomysły.
Piszcie do mnie, jeżeli macie coś w głowie! Jestem w stanie wykorzystać wiele motywów.
Pozdro.
Special Death.
Nie wiem dlaczego, ale wole Azela niz Alana. Naprawde :p czekam na kolejny rozdział i mam nadzieje, ze wydarzy sie cos ciekawego ;)
OdpowiedzUsuńA więc, mam mieszane uczucia. Azel wydaje mi się natrętem, choć na razie nie było zbyt dużo sytuacji z jego udziałem. Bardzo ciekawi mnie postać Alana, naprawdę nie mogę doczekać się konkretniejszych fragmentów z nim. Cieszę się, że tak często dodajesz rozdziały, mam nadzieję, że tak już pozostanie :)
OdpowiedzUsuńDodaję, póki mam jakąś tam sobie wenę i piszę tak na bieżąco. Co będzie dalej, to się okaże. Spokojnie, wszystko rozpiszę, opiszę, powinno być dobrze.
UsuńI nie zaczyna się zdania od "a więc" ! :D
Niestety nauczyłam się nadużywać tego zwrotu i nie koniecznie używać go wtedy, kiedy trzeba. ;D
UsuńTo tak jak ja ! :D
Usuńteż wolę Azela :D świeetny design http://iridiss.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńOoo... ciekawie :3 Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;*
http://miloscnieznalitosci.blogspot.com/