Przejdź do głównej zawartości

7.

Zaspana sięgnęłam po komórkę. Nie patrząc na wyświetlacz odebrałam.
- Haaa….aalo? – ziewnęłam przeciągle.
- Obudziłem cię? – Zapytał znajomy głos.
- A kto mówi? – Mruknęłam.
- Azel, pamiętasz mnie jeszcze?
- Oh, wybacz. O co chodzi? – Zapytałam lekko zdezorientowana.
- Zastanawiałem się, czy nie chciałabyś się wybrać ze mną na spacer. – Odparł.
- Zapraszasz mnie na spacer? – Zaśmiałam się cicho.
- Jeżeli nie chcesz, to zrozumiem…
- Przestań. Daj mi chwilę. Możemy się zobaczyć za… - zamyśliłam się przez chwilę.
- Za ? – Zapytał szatyn.
- Za 20 minut pod kamienicą. – Dokończyłam.
- To do zobaczenia. – W głosie chłopaka dało usłyszeć się nieukrywaną radość.
- Na razie. – Rzuciłam sennie i się rozłączyłam.
Nie rozumiałam entuzjazmu szatyna. Wstałam leniwie z kanapy i poszłam do łazienki wciąż myśląc o tej usłyszanej radości. To przecież tylko głupi spacer, nie randka, nie wystawna kolacja, niesamowita rozrywka; to miał być najzwyklejszy w świecie spacer.
Wodą przemyłam twarz, dość szybko podkreśliłam swoje podkrążone oczy i rozczesałam rozkopane włosy. W pokoju przebrałam się w najzwyklejsze jeansy i koszulę brata.
Przelotnym spojrzeniem zerknęłam na siebie w lustrze. Wyglądałam, co najmniej niechlujnie, ale nie zamierzałam się tym zbytnio przejmować. Zarzuciłam sobie torbę na ramię, chwyciłam klucze, które wisiały na mały haczyku przy drzwiach wejściowych, założyłam buty i wyszłam.
Spokojnie zeszłam na parter i wyszłam przed kamienicę odpalając papierosa. Szatyna nigdzie jeszcze nie było, więc oparłam się plecami o ciemny mur i uważnie rozejrzałam się na boki.
Na chodnikach było zatrważająco mało ludzi. Miałam wrażenie, że nagle ta dzielnica wymarła, jak gdyby nigdy nic. Dopiero po chwili zrozumiałam, że ludzie siedzą w swoich pracach, gdzie zapewne umierają do danej godziny ślęcząc w niewielkim boksie nad małym blatem, które miało przypominać profesjonalne biurko.
Była tak ładna pogoda, nade mną słońce oświetlało pozostałe po deszczu kałuże, w których odbijało się błękitne niebo z niewielka ilością idealnie białych, puchowych chmur.
Na chodniku minęło mnie kilka małych dziewczynek, które biegły przed siebie śmiejąc się w niebogłosy, kilku nastolatków, którzy próbowali swoich sił, jako kopie swoich popowych autorytetów i zaledwie dwie zakochane pary, które szły we własnych objęciach. Jakie to było urocze.
- Hej! – Z boku dobiegł mnie głos Azela.
Odwróciłam się w jego stronę i ujrzałam lekko zmarnowanego chłopaka, który szedł ku mnie z lekkim uśmiechem na twarzy i jedną słuchawką w uchu.
- Hej. – Odpowiedziałam grzecznie. – Idziemy? – Zapytałam, gdy już się przy mnie zatrzymał.
Szatyn pokiwał tylko głową i ruszył wolnym krokiem przed siebie. Dostosowałam swoje tempo do jego i spokojnie dopaliłam papierosa, którego wyrzuciłam po chwili na ulicę.
Przez cały czas szliśmy w milczeniu. Ja rozglądałam się na boki, a on patrzył się przed siebie słuchając muzyki. Naprawdę, nasz spacer wyglądał niesamowicie… uroczo.
- Oh, poczekaj. Chce usiąść. – Odezwałam się w końcu, gdy przechodziliśmy przez niewielki parkan.
Zajęłam wolną ławkę, rozłożyłam się i odpaliłam papierosa. Szatyn zajął miejsce obok mnie.
- Masz ochotę iść na jakąś imprezę? – Zapytał nagle Azel.
Zerknęłam na niego kątem oka.
- Impreza? Na razie mam po wyżej uszu alkoholu. Chciałabym w końcu się tu jakoś zadomowić, nawet się nie rozpakowałam. – Burknęłam pod nosem.
- Rozumiem, ale wieczorem. Co mogłabyś robić wieczorem?
- Znajdę sobie jakieś zajęcie, o to się nie musisz martwić.
- Jak uważasz, moja oferta będzie cały czas aktualna. – Zapewnił mnie.
- Domyślam się. – Mruknęłam najciszej jak potrafiłam i spokojnie zaciągnęłam się dymem.
Miałam dziwne wrażenie, że ten chłopak zaczynał snuć plany wobec mojej osoby. Nie podobało mi się to, zwłaszcza, że znałam go zaledwie jeden dzień.
- Kogo ja tu widzę. – Gdzieś z mojej prawej strony dobiegł mnie znajomy głos.
Odwróciłam się i ujrzałam spacerującego Alana. W dłoni trzymał smycz, a przed nim szedł dalmatyńczyk.
- Cześć Alan. – Odezwał się szatyn.
Jego mina pozostawiała mi wiele do życzenia. Wyglądał jakby nie trawił bruneta.
Chłopak podszedł do nas i podał dłoń szatynowi. Przywitali się oficjalnie, po czym brunet skinął w moim kierunku. Uśmiechnęłam się lekko i wyciągnęłam rękę do psa. Był niezwykle uroczy. Uwielbiałam dalmatyńczyki.
- Cześć psiaku. – Odezwałam się do zwierzęcia, które ułożyło przednie łapy na moich kolanach.
Zaczęłam głaskać jego krótką sierść i patrzyłam się jak się cieszy.
- Jak się wabi? – Zwróciłam się do Alana.
- Mira. – Odparł.
- Cześć Mira, jesteś urocza, wiesz? – Powiedziałam do psa i pochyliłam się nad nim.
Wtuliłam policzek w jego sierść i zaśmiałam się, gdy zwierzak polizał mnie po policzku.
- Hej, Diana. Miałabyś ochotę gdzieś później wyjść? – Zapytał Alan.
Zerknęłam na Azela, któremu mina nagle zrzedła. Widziałam jak zaczyna się irytować, tylko, co mu było do tego ?
- Dziś nie. Dziś posiedzę na mieszkaniu. – Odpowiedziałam.
- Jeżeli chcesz. To może… - mruknął i wyciągnął telefon. – Może mogłabyś mi podać swój numer? – Zapytał.
Pokiwałam tylko głową i podyktowałam brunetowi sześciocyfrowy numer, który szybko zapisał i zadzwonił do mnie.
- To jesteśmy w kontakcie w razie wypadku. – Uśmiechnął się do mnie.
Widziałam ten zadowolony błysk w jego oczach, który wywołał mimowolny uśmiech na mojej twarzy.
- Tak, tak. Zdzwonimy się. – Zapewniłam go.
Alan odszedł bez pożegnania razem z Mirą a ja zostałam sama z naburmuszonym Azelem.
- No co ? – Zapytałam.
- Chyba się z nim nie umówisz? – Odpowiedział mi pytaniem.
- A dlaczego by nie ? – Zdziwiłam się.
- No proszę cię! On? – Prychnął tylko.
- Nie masz prawa mówić mi, co mam robić. – Warknęłam podnosząc się z ławki. – Daj sobie spokój, nawet się dobrze nie znamy. Zresztą… Szkoda mi nerwów na ciebie. Cześć. – Dodałam.
Zabrałam swoją torbę, wyrzuciłam peta pod nogi i odeszłam szybkim krokiem nie mając ochoty więcej rozmawiać z rozzłoszczonym szatynem…

Nie czarujmy się, jakiś rewelacji tutaj nie ma, ale jednak piszę. To się chyba liczy prawda?
Strasznie dziękuję za jakikolwiek odzew, naprawdę miło mi, kiedy dostaję powiadomienie, że ktoś skomentował rozdział, widzę, że go w miarę ocenił itp. To motywuje. Niesamowicie.
Kolejnego rozdziału spodziewajcie się po weekendzie. 

Special Death.

Komentarze

  1. Jasne, że liczy się to, że dodałaś ;) ale czekam na jakąś większą akcję i szczerze mówiąc nie podoba mi się Azel, na początku jakoś był ok, ale po tym rozdziale wydaje mi się po prostu dziwny, czekam na więcej szczegółów dotyczących Alana ! ;) i dziękuje za informację o następnym rozdziale ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko się rozwinie, wszystko da się radę ! ;)
      Rodział miał być po weekendzie, ale chyba zbyt bardzo mi się nudzi. :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

4.

Siedzieliśmy razem do wieczora, pijąc drinka za drinkiem, póki do mieszkania nie wrócił John obładowany zakupami. - John? – Odezwałam się z salonu. - Jestem w kuchni. – Głos brata dotarł do moich uszu. Wstałam podbierając się o fotel i chwiejnym krokiem przeszłam przez korytarz do kuchni. Stanęłam w drzwiach o mało nie tracąc równowagi. - Chryste, wypiłaś mi cały alkohol jaki tu miałem? – Zapytał zszokowany. Blondyn odłożył butelkę wody na blat, podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Od razu poczułam jego ciepłą skórę i spokojnie bijące serce. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego perfumy, to były te same, które kupiłam mu kilka lat wcześniej na urodziny. Nadal ich używał. Uśmiechnęłam się pod nosem. - Azel? – John zawołał w głąb mieszkania, jednak odpowiedziała mu grobowa cisza. Brat zaniósł mnie do pokoju, gdzie leżała moja torba, ułożył mnie na łóżku i pozwolił mi się ułożyć. Jedyne, co mogłam samodzielnie zrobić to chwycić zachłannie rąbek kołdry i się do niego przytulic. Z...