Przejdź do głównej zawartości

6.

Podniosłam się z kolan i również poszłam do kuchni. John i Azel siedzieli naprzeciw siebie przy niewielkim kuchennym blacie; oboje zaspani, zajęci własną kawą.
- O której wstałaś? – Zapytał John, gdy stanęłam w drzwiach.
- Wcześnie. Może koło 5:00 nad ranem. – Wzruszyłam ramionami.
- Nie spałaś ze mną. – Stwierdził.
- Bo nie miałam miejsca na łóżku.
- Słyszałem cię w nocy. – Odezwał się szatyn.
- Wychodziłam na balkon. – Odpowiedziałam mu.
Pomimo zmęczenia i tego, że wczoraj opróżniliśmy kilka butelek alkoholu, on nadal był w moich oczach przystojny.
- Co robiłaś od 5:00? – Zainteresował się mój brat.
- Poszłam na spacer i koniec końców znalazłam się na kawie z uroczym chłopakiem. – Odparłam z lekkim uśmiechem.
John i Azel spojrzeli po sobie ze zdziwieniem, po czym oboje przerzucili wzrok na mnie.
- No co? – Zapytałam.
- Byłaś na kawie z… Kim? – Zapytał John.
- Przedstawił się, jako Alan. – Odparłam.
Chłopcy spojrzeli na siebie rozbawieni i nawet nie ukrywali tego, że mają ochotę wybuchnąć głośnym śmiechem.
Pokręciłam tylko głową rezygnując z wszelkich pytań i usiadłam obok brata.
- Zjadłbym coś. – Mruknął pod nosem blondyn.
- To sobie zrób śniadanie. – Wzruszyłam ramionami.
- Maleńka… - jęknął. – Proszę… - dodał ciszej.
Widząc zmarnowaną twarz mojego brata i jeszcze bardziej zmarnowaną twarz Azela westchnęłam cicho. Leniwie podniosłam się z krzesełka na równe nogi i podeszłam do lodówki. Wzrokiem przemknęłam między wszystkimi produktami.
- Jajecznica, może być? – Zapytałam.
- Idealnie. – Powiedział John, a w jego głosie można było usłyszeć nutę wdzięczności.
Wyjęłam z lodówki kilka jajek, znalazłam patelnię i wszystko, co było mi potrzebne. Zaczęłam szykować śniadanie…
(***)
- John! John! – zawołałam za bratem stojąc na balkonie.
Blondyn zadarł głowę do góry i spojrzał się na mnie pytająco.
- Kup po drodze więcej whiskey. – Poprosiłam uśmiechając się z rozbawieniem.
Chłopak tylko machnął na mnie ręką i wsiadł do samochodu. Z utęsknieniem patrzyłam jak piękna Impala odjeżdża wąską uliczką.
W mieszkaniu zostałam tylko ja i meble. Opadłam ciężko na kanapę, wyciągnęłam nogi przed siebie.
- Do południa jakoś przeżyję. – Westchnęłam sama do siebie i zamknęłam oczy.
Zamierzałam odespać noc, którą przemęczyłam na fotelu. Zasnęłam niemalże od razu.
Nie śniłam, a przynajmniej tego nie pamiętałam. Byłam zbyt zmęczona by pamiętać głupie sny.
Obudził mnie telefon, który rozdzwonił się w najlepsze.

To się robi coraz bardziej tandetne, albo ja po prostu już nie wiem co mam pisać.
Jeszcze trochę i rzucę to w pizdu, ewentualnie wezmę się w garść i zacznę trzeźwo myśleć.
Co to będzie, co to będzie, tego nie wiem.
Swoją drogą dawno mnie tu nie było, moi mili, w tym miesiącu wybiło mi ostatnie naście lat, dodatkowo dostałam sie na studia. Co dalej? To się wszystko okaże.
Postaram się pisać, częściej, lepiej, ciekawiej.
Naprawdę się postaram.

Special Death.

Komentarze

  1. "ewentualnie wezmę się w garść i zacznę trzeźwo myśleć" zdecydowanie wybieram tą opcję !
    przeczytałam dziś wszystkie sześć rozdziałów i widzę, że Twój styl się zmienił, wydaje mi się doroślejszy i po prostu... lepszy :) mam nadzieję, że będziesz pisać dalej i dokończysz tą historię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuję za te słowa ;) i za poświęcony czas !
    mam nadzieję, że uda mi się to dokończyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedy można spodziewać się kolejnej części?

      Usuń
    2. Hm, myślę, że jutro (tj. piątek) ewentualnie w poniedziałek.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

4.

Siedzieliśmy razem do wieczora, pijąc drinka za drinkiem, póki do mieszkania nie wrócił John obładowany zakupami. - John? – Odezwałam się z salonu. - Jestem w kuchni. – Głos brata dotarł do moich uszu. Wstałam podbierając się o fotel i chwiejnym krokiem przeszłam przez korytarz do kuchni. Stanęłam w drzwiach o mało nie tracąc równowagi. - Chryste, wypiłaś mi cały alkohol jaki tu miałem? – Zapytał zszokowany. Blondyn odłożył butelkę wody na blat, podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Od razu poczułam jego ciepłą skórę i spokojnie bijące serce. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego perfumy, to były te same, które kupiłam mu kilka lat wcześniej na urodziny. Nadal ich używał. Uśmiechnęłam się pod nosem. - Azel? – John zawołał w głąb mieszkania, jednak odpowiedziała mu grobowa cisza. Brat zaniósł mnie do pokoju, gdzie leżała moja torba, ułożył mnie na łóżku i pozwolił mi się ułożyć. Jedyne, co mogłam samodzielnie zrobić to chwycić zachłannie rąbek kołdry i się do niego przytulic. Z...