Przejdź do głównej zawartości

8.

Dopiero, kiedy wkroczyłam na chodnik zwolniłam kroku. Zerknęłam przez ramię za siebie sprawdzić, czy aby szatyn za mną nie idzie, jednak widziałam tylko obcych ludzi.
Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer brata. Odebrał dopiero po czwartym sygnale.
- Halo? – Usłyszałam jego głos.
- Hej, John… O której będziesz w domu? – Zapytałam.
- Jakoś za dwie, dwie i pół godziny, a czemu pytasz?
- Z ciekawości. Zrobimy sobie miły wieczór?
- Co tylko zechcesz, ale myślałem, że wyjdziesz gdzieś z Azelem.
- Nie mam jakoś ochoty…
- Coś się stało ? – Zdziwił się mój brat.
- Co? Nie, nie przesadzajmy. Nic się nie stało. Chciałam spędzić z tobą wieczór. I tyle.
- No dobrze, to zadzwonię, jak będę wracał, zgoda?
- Zgoda.
- To trzymaj się mała.
- Pa.
Pożegnaliśmy się, rozłączyłam się i schowałam telefon z powrotem do kieszeni.
Przechodziłam koło kawiarenki, gdzie blondyn kupował mi wczoraj kawę. Pomyślałam, że dobrze byłoby się czegoś ciepłego napić. Miałam ochotę na mocną kawę.
Niepewnie wkroczyłam do środka przez duże drewniane drzwi. Od razu uderzył mnie aromat świeżo parzonej kawy. Uwielbiałam ten zapach.
Rozejrzałam się po niewielkim lokalu. Wszędzie panował półmrok, stoliki oświetlały płomienie sporych świec, a na ścianach wisiały małe lampy. Zakochałam się w tym wnętrzu, od razu poczułam, że ten lokal będzie moją oazą.
Nie było tłoczno, tylko kilka stoliczków było zajętych, reszta była pusta. Za ladą kręciło się dwóch mężczyzn obsługujących klientów.
Usiadłam przy stoliczku przy oknie i rozłożyłam menu. Od razu dojrzałam to, co chciałam, dużą czarną kawę, bez jakichkolwiek dodatków.
- Podać coś? – Jak spod ziemi wyrósł obok mnie wysoki mężczyzna o bladej cerze, niemal, że złotych włosach i ciemnych granatowych oczach.
- Oh. Tak. Poproszę kawę, zwykłą, czarną. – Powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Małą czy dużą? – Zapytał.
- Dużą.
- Dobrze. Zaraz przyniosę. – Powiedział i odszedł wkładając mały notesik do kieszeni swoich spodni.
Zamknęłam menu, oparłam łokcie na blacie i podparłam głowę na rękach. Nie miałam ochoty robić nic innego, jak siedzieć, przyglądać się ludziom i pić gorącą kawę. Tego chyba mi było trzeba.
Już po zaledwie 5 minutach postawiono przede mną moje zamówienie i zostawiono samej sobie. Ostrożnie upiłam łyk gorącego naparu i od razu, jak zawsze, poparzyłam sobie podniebienie. Syknęłam przeciągle z bólu i odstawiłam filiżankę.
Rozejrzałam się po lokalu. Mój wzrok utkwił na ścianie przy kasie, gdzie wisiała kartka o zatrudnieniu. Kawiarnia poszukiwała kelnerki na pół etatu. To mogła być moja szansa na zarobienie jakiegoś własnego grosza.
Wstałam i podeszłam do ogłoszenia.
- Jest pani zainteresowana? – Zapytał się mężczyzna stojący przy kasie.
Spojrzałam się na niego niepewnie. Był to starszy facet, może koło pięćdziesiątki, o ciemnych, gęstych włosach i równie ciemnych oczach, wokół których formowała się obramówka zmarszczek.
- Dopiero przyjechałam i pomyślałam, że dobrze byłoby znaleźć jakąś pracę. Myślałam, że nic nie wpadnie mi tak nagle w oko. – Stwierdziłam. – Ale owszem, jestem zainteresowana. – Odpowiedziałam na jego pytanie.
Mężczyzna zlustrował mnie od góry do dołu z zaciekawionym spojrzeniem.
- Jest pani bardzo młoda. – Stwierdził.
- Mam 19 lat i niewielkie doświadczenie po kilku knajpach. – Odparłam.
- Rozumie pani, że musi pani być w pracy na czas, być miła dla klientów i odnosić się do nich z uprzejmym dystansem? – Zapytał.
- Bardzo dobrze o tym wiem. – Odpowiedziałam spokojnie.
- Mhm. – Mruknął mężczyzna i pokiwał tylko głową.
- Niech pani zostawi tutaj swój numer telefonu i odwiedzi nas jutro bądź pojutrze. Dobrze?
- Oczywiście. – Ucieszyłam się.
Mężczyzna podsunął mi pod nos kartkę i długopis. Szybko skreśliłam sześć cyfr tworzących mój numer telefonu i wróciłam do stolika, gdzie czekała na mnie moja kawa.
- Zaczyna mi się tutaj podobać. – Mruknęłam sama do siebie i zabrałam się za picie…
(***)
Siedziałam w mieszkaniu, kiedy usłyszałam dźwięk przekręcanego kluczyka w zamku.
- John? – Zapytałam z salonu.
- Przyniosłem nam obiad. – Odpowiedział mi brat z korytarza.
- Kochany, a masz moją whiskey?
- Nie przesadzaj, nie przesadzaj.
Zaśmiałam się głośno i podniosłam się z kanapy odkładając czytana książkę na stoliczek. Przeszłam do kuchni, gdzie zastałam blondyna. Przytuliłam się do jego pleców.
- Jak ci mija dzień? – Zapytał troskliwie.
- Chyba znalazłam dzisiaj pracę. – Odpowiedziałam.
- Tak? A gdzie? – Zapytał zaskoczony blondyn.
- W tej kawiarence, wiesz której. Byłeś tam po kawę dla nas.
- Oh, przyjęli cię?
- Jeszcze nie, ale mam ich odwiedzić. Wszystko możliwe, prawda?
- Jasne, że tak. A… - blondyn urwał w pół zdania nagle.
- Co „a…” ? – Zapytałam.
- A o co chodzi z Azelem?
Puściłam Johna i odeszłam krok do tyłu. Mój brat obrócił się w moją stronę i spojrzał się prosto w moje oczy. Widziałam, że zżerała go ciekawość.
- Nic, a o co ma chodzić? – Wzruszyłam ramionami.
- Zrzedła ci mina, więc o coś poszło. – Stwierdził.
- Ja go nawet nie znam. Za dużo sobie chyba chłopak wyobraził. – Powiedziałam. – Koniec tego tematu. – Dodałam.
Zaczęłam wykładać talerze i sztućce na stół. Blondyn przez krótką chwilę stał i patrzył się na mnie, po czym bez słowa zaczął rozpakowywać jedzenie.
Oboje milczeliśmy, co zaczynało mnie doprowadzać do szału, ale nie wiedziałam nawet, co mogłabym powiedzieć, więc najzwyczajniej w świecie nie mówiłam nic.
W końcu usiedliśmy przy stole, dokładnie naprzeciw siebie.
- Nie denerwuj się mała. – Odezwał się John.
Odetchnęłam cicho. W duchu dziękowałam, że to on odezwał się pierwszy.
- Nieważne. Jeść. Jestem głodna. – Odpowiedziała mu i zabrałam się za jedzenie kurczaka…
Kiedy naczynia zostały idealnie wyczyszczone z resztek jedzenia, razem z Johnem rozłożyliśmy się w salonie z butelką wina i puściliśmy jedną z tych dziwnych bajek, które teraz wyszły w kinach.
Oparłam się głową o ramię brata i spokojnie popijałam wino oglądając, kiedy nagle odezwał się mój telefon.
Dostałam wiadomość, była ona od Alana. Brunet pytał się, czy aby na pewno zdecydowałam się siedzieć w mieszkaniu sama.
- Kto napisał? – Zainteresował się John.
- Alan. – Mruknęłam odpisując chłopakowi, że jestem zdecydowana.
Mimo wszystko ten chłopak wydawał się być uroczym. Odłożyłam telefon i już nie zwracałam na niego uwagi…
Ponad trzy godziny później w mieszkaniu rozległo się głośne walenie do drzwi.
Spojrzeliśmy z Johnem na siebie ze zdziwieniem, po czym blondyn wstałby otworzyć.
- Azel? Co ty tu robisz? – Usłyszałam zdziwiony głos mojego brata.
- Muszę z nią porozmawiać. Teraz. – Odpowiedział szatyn.
Wydawało mi się, że trzeźwy to on nie był…
Świetnie i co teraz?

Miało być po weekendzie, ale chyba zbyt bardzo się nudzę szykując się na osiemnastkę przyjaciółki. Cóż, nie jestem pewna jak wyszedł ten rozdział, ale myślę, że tragedii nie ma.
Hej, dziękuję za poświęcony czas ! Będę wam dziękować chyba pod każdą notką, bo nawet jeżeli ktoś nie pisze komentarza (czego tobić nie musi) to sądzę, że mimo wszystko choć część przeczytał tego co napisałam, więc wielkie dzięki !
Do napisania wam.

Special Death.

Komentarze

  1. Znalazłam bloga dziś i od razu przeczytałam wszystkie rozdziały ;) Podoba mi się tu i jestem ciekawa co zdarzy się w następnym rozdziale ;) Postaraj się szybko go dodać :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś pozytywnie zaskoczona, że dodałaś rozdział wcześniej!
    Alan, Alan, Alan... Chcę poznać tego faceta! ;)
    Mam nadzieję, że już niedługo rozwiniesz jego postać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się ;) Jeżeli dobrze pójdzie, to rozdział wrzuce jutro, może pojutrze. Postaram się co nie co to wszystko opisać ;)

      Usuń
  3. Jestem pozytywnie zaskoczona * ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie skończyłam czytać wszystkie rozdziały i nie powiem, zainteresowałaś mnie. :D
    Coś mi nie pasuje w postaci Diany, bardzo dobrze opisujesz jej uczucia itd., ale nie potrafię zrozumieć dlaczego tak nagle w poprzednim rozdziale uciekła od Azela, widać było, że był zazdrosny i nie zadowolony, ale żeby od razu tak się obrażać na niego? Zastanawia mnie też postać Alana, ale wydaje się sympatyczny, mam nadzieję że to nie tylko pozory :D Najwspanialszy jednak z chłopców jest John, taki kochający braciszek! <3 Ogólnie rzeczy biorąc bardzo mi się podoba prozaiczność historii. Mam na myśli to, że nie ma tutaj, jakiś niesamowitych zdarzeń, tylko zwykła, sympatyczna dziewczyna ze swoimi zwykłymi problemami. :) Pisz dalej i nie przerywaj! No i niech te rozdziały będą coraz dłuższe. :D Troszkę się rozpisałam, ale myślę, że mi to wybaczysz, będę śledzić bloga i czekam na kolejne części.

    Pozdrawiam ;*
    http://miloscnieznalitosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, dzięki za te słowa! *.*
      o do postaci Diany... To była taka nagła zmiana, moje opowiadania są uwarunkowane moim humorem. Więc moja postać jest tak samo zmienna jak ja. ;)
      Zamierzam pisać, aż w końcu to napiszę! ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

4.

Siedzieliśmy razem do wieczora, pijąc drinka za drinkiem, póki do mieszkania nie wrócił John obładowany zakupami. - John? – Odezwałam się z salonu. - Jestem w kuchni. – Głos brata dotarł do moich uszu. Wstałam podbierając się o fotel i chwiejnym krokiem przeszłam przez korytarz do kuchni. Stanęłam w drzwiach o mało nie tracąc równowagi. - Chryste, wypiłaś mi cały alkohol jaki tu miałem? – Zapytał zszokowany. Blondyn odłożył butelkę wody na blat, podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Od razu poczułam jego ciepłą skórę i spokojnie bijące serce. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego perfumy, to były te same, które kupiłam mu kilka lat wcześniej na urodziny. Nadal ich używał. Uśmiechnęłam się pod nosem. - Azel? – John zawołał w głąb mieszkania, jednak odpowiedziała mu grobowa cisza. Brat zaniósł mnie do pokoju, gdzie leżała moja torba, ułożył mnie na łóżku i pozwolił mi się ułożyć. Jedyne, co mogłam samodzielnie zrobić to chwycić zachłannie rąbek kołdry i się do niego przytulic. Z...