Przejdź do głównej zawartości

11.

Razem ruszyliśmy w kierunku kamienicy. Oboje milczeliśmy, choć szatyn chciał ze mną rozmawiać. Nie bardzo wiedziałam, o czym moglibyśmy rozmawiać, skoro zachował się jak zazdrosny szczeniak. Mimo wszystko odezwałam się pierwsza.
- O czym chciałeś porozmawiać? – Zapytałam.
- Chciałem cię przeprosić, to chyba najważniejsze. Nie powinienem tak reagować, skoro nawet się nie znamy, a tym bardziej nie powinienem był przychodzić do was spity jak świnia… - odpowiedział niepewnie.
- Było minęło. – Mruknęłam.
- Wiem, że nie minęło, bo jesteś na mnie zła, a tego nie chcę. Chciałbym cię poznać.
- Nie widzę przeszkód, póki nie będziesz się zachowywał jak dzieciak. Za stary na to jesteś.
- Wiem o tym, dlatego cię przepraszam.
- Rozumiem.
Zamilkliśmy. Nagle żadne z nas nie wiedziało, co miałoby dalej powiedzieć. Rozmowa urwała się nagle tak samo jak się zaczęła. Przez resztę drogi czułam na sobie wzrok szatyna, spoglądał na mnie kątem oka myśląc, że tego nie widzę. Podchody, to wyglądało jak najzwyczajniejsze w świecie podchody.
- Azel… - odezwałam się cicho.
- Hm? – Mruknął pod nosem.
- Co miałeś na myśli, że Alan jest… No wiesz…
- Po prostu znam go dłużej i wiem więcej niż bym sam chciał?·- To znaczy, co wiesz?
- Nie bądź taka wścibska. Możemy się umówić na piwo, opowiedziałbym ci kilka historii z mojego życia. – Zaproponował. – Może dziś wieczorem?
- Ja… Mam już plany na wieczór. – Powiedziałam niepewnie.
- Pewnie umówiłaś się z Alanem.
Chłopak był spostrzegawczy, albo po prostu to było oczywistym faktem do przewidzenia.
- No tak. Umówiłam się.
- No cóż… Spróbuję swoich sił innym razem. – Stwierdził.
Zamilkłam. Czułam się niezręcznie, a szczerze nienawidziłam takich momentów. Na szczęście w końcu dotarliśmy do mojej kamienicy. Stanęliśmy przy schodach naprzeciw siebie i lustrowaliśmy się wzrokiem od góry do dołu.
- Posłuchaj… - zaczął szatyn. – Nie mam zamiaru wpychać się na siłę do twojego życia, już się tego nauczyłem, że tak nie można, ale… - zaciął się.
- Ale co? – Zapytałam zaintrygowana.
- Ale chciałbym zacząć od nowa. Jakby tego poprzedniego wcale nie było. Chciałbym… Chciałbym, żebyśmy się dopiero, co poznali. – Dokończył.
Popatrzyłam się na niego w zamyśleniu. Miałam wrażenie, że ten chłopak ma naprawdę szczere intencje i odwagę mówiąc mi to prosto w oczy. Mimo wszystko rzeczywiście miał rację, tak byłoby najlepiej – poznać się raz jeszcze. Każdy potrzebuje drugiego startu, a może ten przyniósłby coś dobrego.
- Zgodziłabyś się, gdybym poprosił się o drugą szansę na poznanie cie? – Zapytał.
Westchnęłam ciężko i teatralnie, po czym zaczęłam się najzwyczajniej w świecie śmiać, jakby to był dobry żart, który właśnie usłyszałam.
- Zgodziłabym się. – Powiedziałam przyjaźnie. – Ale… Ale pod tym warunkiem, że zaczniemy normalnie. Jak znajomi. – Dodałam.
- Idealnie. – Powiedział szatyn i uśmiechnął się.
Miał naprawdę ładny uśmiech, potrafił oczarować. W jego oczach dojrzałam radosne iskierki, które tańczyły na jego jasnych tęczówkach. Błyszczały, tak słodko błyszczały.
- To w takim razie… Do zobaczenia. – Powiedziałam chcąc się pożegnać.
- Do zobaczenia. – Odpowiedział mi i chciał odejść, kiedy chwyciłam go za rękę i ucałowałam w policzek.
- Nie dziw się, taki mam zwyczaj. – Zaśmiałam się i nie oglądając się za siebie wbiegłam po schodach do kamienicy.
- John! – Zawołałam, gdy tylko wparowałam do mieszkania.
Odpowiedziała mi głucha cisza. Zdjęłam buty i rozejrzałam się w pokojach. Mojego brata nigdzie nie było, zaś na lodówce przylepiona była mała karteczka zapisana krzywym pismem blondyna.
- „Maleńka, pojechałem do pracy. Będę wieczorem.” Czyli znów zostałam sama. – Przeczytałam, po czym westchnęłam
Otworzyłam lodówkę i przejrzałam jej zawartość. Wyjęłam karton mleka i wlałam sobie do szklanki. Poszłam do salonu, gdzie ułożyłam się wygodnie na kanapie, wzięłam swoją książkę i zaczęłam czytać.
Czas płynął i płyną, aż w końcu upłynęło go na tyle dużo, bym mogła stwierdzić, że jeszcze chwila i nie zdołam się wyrobić na umówioną godzinę.
Pobiegłam wziąć prysznic, najszybszy, jaki tylko potrafiłam. Wysuszyłam się, ubrałam, pomalowałam oczy i rozczesałam włosy. Czerwona kaskada opadła mi miękko na ramiona.
Ostatnie przelotne spojrzenie w lustro i wyszłam z łazienki. Zabrałam swoją torbę, pogasiłam po oświecane światła, chwyciłam klucze i założyłam buty. Spojrzałam się raz jeszcze dookoła by zastanowić się czy niczego nie zapomniałam, po czym wyszłam zamykając za sobą drzwi.
Zbiegłam po schodach i wypadłam na chodnik potrącając przez przypadek jakąś dziewczynę. Była to ta sama, którą widziałam jak wchodziła do kawiarni.
- Oh przepraszam, nie chciałam. – Powiedziałam do niej łagodnie, na co ta spojrzała się na mnie spode łba i coś odburknęła.
Wzruszyłam tylko ramionami i ruszyłam w kierunku umówionego miejsca.
Brunet już tam na mnie czekał. Z daleka dojrzałam jego ciemne jeansy i czarną koszulę rozpiętą pod szyją. Jego włosy zmierzwił delikatny wiatr. Uśmiechał się do mnie.
- Myślałem, że nie przyjdziesz. – Odezwał się do mnie, gdy już byłam blisko.
- żartujesz? Nie lubię wystawiać ludzi, to takie… Nieetyczne. – Odpowiedziałam mu. – Idziemy?
- Oczywiście, zapraszam. – Powiedział i podał mi swoje ramie, bym się go uczepiła.
Chwyciłam bruneta i razem, wolnym krokiem, ruszyliśmy przed siebie. Rzeczywiście, do mieszkania Alana od kawiarni wcale nie było tak daleko, nawet nie 10 minut drogi, którą przemilczeliśmy.
Zostałam poprowadzona do kolejnej kamienicy, gdzie mieściło się mieszkanie chłopaka. Otworzył przede mną drzwi i wpuścił do środka kierując mnie do niewielkiego saloniku. Wyglądał prawie tak samo jak Johna, z tą małą różnicą, że na środku stał niewielki stolik, dookoła niego leżały poduszki, zaś na nim stały dwa talerze zapełnione spaghetti i dwie lampki wina.
- To dzisiaj tak romantycznie? – Zapytałam ze śmiechem.
- A nie podoba ci się? – Zapytał.
- Oczywiście, że mi się podoba. I do tego bardzo lubię spaghetti. – Odpowiedziałam z uśmiechem.
Rzuciłam swoją torbę na fotel stojący w rogu, po czym usiadłam na jednej z miękkich poduszek. Od razu chwyciłam lampkę i upiłam łyk wina.
- Poczekasz na mnie chwile? Muszę zajrzeć do kuchni. – Powiedział brunet.
- Oh daj spokój, siadaj. Opowiadaj mi. Bo zaczynam być niecierpliwa.
Brunet zaśmiał się i zniknął gdzieś za drzwiami. Nie było go może 10 minut, kiedy wrócił z butelka wina, usiadł naprzeciw mnie i razem się napiliśmy.
- Jedz, bo ostygnie. – Stwierdził.
- Grasz na czas? – Zapytałam rozbawiona.
- Może trochę. – Zaśmiał się w odpowiedzi. – Zastanawiam się, co miałbym ci opowiedzieć. – Dodał.
- Najlepiej wszystko od początku. – Stwierdziłam owijając makaron wokół widelca.
- Dużo tego, wiesz?
- Domyślam się, ale mamy jeszcze więcej czasu niż zajęłaby sama ta opowieść. – Zauważyłam.
- No dobra… To może… - zamyślił się. – Może tak. – Westchnął, a ja w tym momencie zamieniłam się w jedno wielkie ucho…

Wiem, że długość rozdziałów nie powala, ale się poprawię przy jakichś pomysłach, także wiecie, niemartwcie się i te sprawy.
Może w niedługim czasie zrobię podstronę na pytania, jak padł pomysł w jedynm z komentarzy. Myślę, że to bardzo bory pomysł, a mnie samej nawet to pomoże, ale to w najbliższym czasie, może przy kolejnym rozdziale, który pojawi się... Nie wiem kiedy, ale niedługo, spokojnie.
Dzięki za opinie. ;)
Special Death.

Komentarze

  1. Rozdział jak zwykle świetny! Szkoda, że krótki, ale mam nadzieję, że następny będzie dłuższy. :D Bardzo fajnie się czyta. :3 Mam nadzieję, że wkrótce rozwinie się sprawa z obojgiem chłopców. ;) No i, że uda Ci się stworzyć podstronę na pytanka! :3

    Pozdrawiam ;*
    http://miloscnieznalitosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pokombinuję przy najbliższej okazji z ta podstroną :) potrzebuję chwili czasu na to, a z czasem krucho. :) Ale dziękuję za miłe słowa! ;3

      Usuń
  2. Lubisz torturować! Skończyłaś w najgorszym możliwym momencie! Po prostu się wkurzyłam, że nie mam czego dalej czytać :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

4.

Siedzieliśmy razem do wieczora, pijąc drinka za drinkiem, póki do mieszkania nie wrócił John obładowany zakupami. - John? – Odezwałam się z salonu. - Jestem w kuchni. – Głos brata dotarł do moich uszu. Wstałam podbierając się o fotel i chwiejnym krokiem przeszłam przez korytarz do kuchni. Stanęłam w drzwiach o mało nie tracąc równowagi. - Chryste, wypiłaś mi cały alkohol jaki tu miałem? – Zapytał zszokowany. Blondyn odłożył butelkę wody na blat, podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Od razu poczułam jego ciepłą skórę i spokojnie bijące serce. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego perfumy, to były te same, które kupiłam mu kilka lat wcześniej na urodziny. Nadal ich używał. Uśmiechnęłam się pod nosem. - Azel? – John zawołał w głąb mieszkania, jednak odpowiedziała mu grobowa cisza. Brat zaniósł mnie do pokoju, gdzie leżała moja torba, ułożył mnie na łóżku i pozwolił mi się ułożyć. Jedyne, co mogłam samodzielnie zrobić to chwycić zachłannie rąbek kołdry i się do niego przytulic. Z...