Siedziałam na poduszce wspierając swoją głowę o wierz dłoni
i przyglądałam się brunetowi. Miałam wrażenie, że musi zebrać się w sobie, żeby
w ogóle cokolwiek powiedzieć, jednak w końcu przemówił.
- Kiedyś, ha… „Kiedyś”, śmieszne określenie. – zaczął. – Może dwa lata temu, może dwa i pół, kto by to aż tak dokładnie liczył, ale wbrew pozorom Azel był moim bratem, jeżeli mogę go tak określić. Byliśmy sobie bardzo bliscy, chyba rozumiesz? – zapytał.
- Akurat bardzo dobrze wiem jak to jest mieć brata. – zaśmiałam się. – Ale tak, rozumiem.
- No więc…
- Nie zaczyna się zdania od „a więc”.
Brunet spojrzał się na mnie z rozbawieniem.
- No co? Taka maniera. – wzruszyłam ramionami. – Ale mów, mów.
- Azel w sumie rozumiał mnie lepiej niż ktokolwiek, lepiej niż moja rodzina, ale tak chyba bywa. Można powiedzieć, że byliśmy tacy sami. Tak samo reagowaliśmy, tak samo myśleliśmy, nawet mówiliśmy tak samo. No i… Mieliśmy bardzo podobny gust. – westchnął.
- Chodzi o dziewczynę?
- Chodzi o nie byle jaką dziewczynę… Nina… Tak ma na imię. Nina była… Jest… W sumie sam nie wiem, ale określę to w czasie przeszłym. Nina była naszą przyjaciółką, naszą wspólną. Razem wychodziliśmy, razem piliśmy, bawiliśmy się na imprezach, razem jeździliśmy wszędzie, wszystko razem. Każdy mówi, że przyjaźń z dziewczyną prowadzi do miłości. Nie chciałem za bardzo w to wierzyć, bo nie zawsze się to sprawdza, ale w tym przypadku owszem. Pokrótce mówiąc zakochałem się. Myślałem… Hm…
- Myślałeś, że co? – zapytałam, gdy brunet się zaciął.
- Myślałem, że Azel się będzie cieszył. Rok wcześniej skończyłem związek, który trwał całe 5 lat i ciężko było mi się po tym pozbierać, ale oni mi pomogli. Azel namawiał mnie, żebym znalazł dziewczynę, żeby zapomniał, wiesz jak to wygląda. Myślałem, że w końcu będzie zadowolony, że przestałem szukać na siłę, że się zakochałem. Myślałem też, że Nina odwzajemni to co ja czułem. Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo się później zawiodłem… - westchnął. – Ale mniejsza. Chodzi o to, że w tym samym czasie Azel poczuł to samo co ja do Niny. On nie wiedział, ja też. A ona? Ona tym bardziej nic nie wiedziała. Żadne z nas nie mówiło o tym na głos, ale chyba każdy widział co się święci. Azel się zmienił, a może to ja, może Nina. Zaczęliśmy się kłócić, to wyglądało tak, jakby ktoś pomiędzy nas wrzucił kawał mięcha po miesiącu głodzenia. Każdy chciał coś dla siebie, tyle, że Nina, ona chyba traktowała nas jak znajomych, najzwyklejszych znajomych, z którymi można się pobawić. I miałem wrażenie, że bawiło ją, kiedy spierałem się o byle co z Azelem.
- Aż tak? O jedną dziewczynę? – zdziwiłam się.
- Aż tak, a może nawet bardziej. W końcu przyszedł taki jeden dzień, kiedy za dużo wypiliśmy, o wiele za dużo, ponad naszą moralną wytrzymałość i przyszła kłótnia. Wtedy powiedzieliśmy sobie wszystko. Powiedziałem Ninie, że ją kocham. On zrobił to samo. Wtedy nie było już odwrotu. Musieliśmy sobie to wyjaśnić.
- I co z tego wyszło? – zapytałam.
- Co? Dziwne rzeczy. Azel wyciągnął mnie z mieszkania na dwór i po prostu dał w pysk. Powiedział mi, żebym dał sobie spokój, że za cienki jestem na taką dziewczynę. Nie wytrzymałem, zaczęliśmy się bić. Pamiętam to jak dziś i w sumie… Blizny zawsze mi to będą przypominać. Azel nie wytrzymał chyba napięcia. Popchnął mnie tak mocno, że upadłem na ziemię tłukąc przy tym butelkę, na którą upadłem. Pamiętam jak szkło wbijało się w moją skórę, czułem jak koszulka zaczyna nasiąkać mi krwią. Co dziwne, wcale nie byłem znieczulony tym alkoholem. Pierwsze uderzenie od razu mnie otrzeźwiło. Pamiętam jak podniosłem się z ziemi i nawet nie wiem w którym momencie, ale poleciałem na Azela. Obudziłem się następnego dnia w szpitalu. Nie mogłem się podnieść. Pierwsze co zobaczyłem, gdy otworzyłem oczy to była twarz Niny.
- Wybrała ciebie?
- Nie. Nie wybrała ani mnie ani Azela. Tamtego dnia, w szpitalu dowiedziałem się, że razem z Azelem zrobiliśmy największe głupstwo bijąc się o nią, dlatego, że ona nie mogłaby być z żadnym z nas.
- Dlaczego?!
- Przyznała się do tego, że jest lesbijką. – zaśmiał się cicho. – Śmieszne prawda? Pokłóciłem się z najlepszym kumplem o miłość do lesbijki.
- Chyba sobie żartujesz?
- Mówię poważnie. Wtedy też Nina powiedziała mi, że chciała porozmawiać z Azelem, ale nie otworzył jej nawet drzwi. Nie chciał mieć z nami nic wspólnego przez rok chyba. Słowem się nie odezwał, pomimo tego, że próbowałem rozmawiać. Chciałem się z nim spotkać, wszystko wyjaśnić. Chciałem, żeby było jak dawniej, ale już wiem, że nigdy by tak nie było. To niemożliwe.
- Ale… Ale dalej nie rozumiem, dlaczego Azel mówi, żebym na ciebie uważała. – stwierdziłam.
- Nie wiem, ale myślę, że po prostu chce się odegrać.
- Odegrać za co? Za to, że wystawiła was lesbijka? To absurd!
- Może i absurd, ale niesamowicie realny.
Brunet chwycił lampkę wina i dopił alkohol do końca. Zrobiłam to samo.
- I wiesz co? Mam wrażenie, że ten incydent ma zamiar się powtórzyć. – westchnął. – Z tobą. – dodał patrząc mi w oczy.
- Tyle, że ja nie jestem lesbijką. – zauważyłam.
- Nie? To dobrze o tym wiedzieć. – zaśmiał się. – Chodzi mi raczej o to, że on coś do ciebie już poczuł. Zresztą… - urwał nalewając sobie wina. – Ja możliwe, że też. – dokończył.
- Jak to „też”? – zapytałam lekko zdziwiona.
- Po prostu cię lubię. – wzruszył ramionami. – Wszystko jest możliwe, prawda?
Nie odpowiedziałam. Musiałam się napić. Jednym duszkiem wypiłam całą lampkę wina i podstawiłam ją pustą pod nos bruneta. Nalał mi, a ja znów wypiłam całość za jednym razem. Czułam jak alkohol powoli ociepla moje wnętrze. Czułam jak napływ procentów zaczyna bujać moją głową. Lekko bo lekko, ale jednak.
- Nie rozmawiałeś z nim do tej pory? – zapytałam.
- Próbowałem, ale on tego nie chce, a wiem, że jeżeli on się uprze to nie ma mocnych, by zmienił swoje zdanie, więc… Nie mam zamiaru się narzucać. – odpowiedział.
- Rozumiem… Chyba rozumiem. A… A ta Nina? Co z nią? – zainteresowałam się tajemniczą dziewczyną.
- A Nina czasem wpada do kawiarni dziadka. Czasem rozmawiamy, ale bardzo rzadko. Ale ona chyba też straciła kontakt z Azelem. – powiedział. – Wiesz co? – zapytał nagle po chwili.
- Co?
- Mówiliśmy sobie, że to będzie takie już na zawsze, na starość. Nie byliśmy tymi gnojkami, którzy myślą, że jedna przyjaźń przetrwa wszystko. Mieliśmy już swoje w głowach i wiedzieliśmy jakie może być życie, ale naprawdę, wtedy myśleliśmy, że to będzie już na zawsze. Śmieszne, prawda? Pamiętam jak siedzieliśmy u Niny w mieszkaniu, piliśmy wódkę i mówiliśmy, że ta przyjaźń przetrwa wiele, że tak zostanie, nawet gdybyśmy wyjechali i mieli się spotkać po latach. Koniec końców każde z nas zostało w Londynie.
Popatrzyłam się wielkimi oczami na bruneta. Nie sądziłam, że z chłopaka może być tak wielki sentymentalista. Niezmiernie mi zaimponował, kiedy opowiadał o swojej przeszłości. Przez cały czas patrzyłam się w jego oczy, te piękne zielone oczy, które zasnuł smutek.
- Wiem, sentymenty wale. Nic na to nie poradzę. – zaśmiał się.
- Nie wiedziałam, że potrafisz czytać w myśląc. – stwierdziłam.
- Nie potrafię, ale dobrze odczytuje ludzi.
- Tak? To o czym teraz myślę?
Brunet przyjrzał się mojej twarzy i uśmiechnął uroczo.
- Że mam ładne oczy. – parsknął śmiechem.
- Skąd wiedziałeś? – zapytałam zdziwiona.
- Cały czas patrzysz mi się w oczy, a usta wyginają ci się w niewidocznym prawie że uśmiechu. Jak się przyjrzeć, widać wszystko. – zauważył.
- Można i tak. – wzruszyłam ramionami i spuściłam wzrok na pustą lampkę wina, która w momencie została napełniona. – Dziękuję. – zaśmiałam się.
- Nie ma za co. Jak spaghetti? – zapytał zmieniając temat.
- Sam gotowałeś?
- Nikt inny tego niestety za mnie nie zrobi. – westchnął.
- W takim razie ohydne. Chciałam powiedzieć, że ktoś się bardzo dobrze spisał, ale nie będę cię chwalić.
- Dziękuję bardzo.
Oboje nagle wybuchliśmy głośnym śmiechem, kiedy nagle w mieszkaniu rozległ się dźwięk rysanej podłogi. Do małego saloniku wpadł nagle dalmatyńczyk Alana.
- Cześć Mira.- odezwałam się do pasa, gdy ten na mnie skoczył i próbował polizać po twarzy.
Śmiejąc się odepchnęłam sukę od siebie i zaczęłam ją głaskać.
- Śpioch. – westchnął brunet podnosząc się z podłogi.
- Ale i tak jest urocza. – stwierdziłam całując psa w łeb.
Dalmatyńczyk położył się obok mnie i położył łeb na moich kolanach. Była niesamowicie śliczną suką, pokochałam ją od pierwszego wrażenia. Mogłabym ją zabrać do siebie i nigdy nie oddawać.
W końcu sama ułożyłam się obok psa i wtuliłam nos w krótką sierść. Miarowy oddech suki zaczął mnie Usypiać. Nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam…
Pewnie wyszła tandeta, ale to nic. Poprawię się.
Do napisania ! :)
- Kiedyś, ha… „Kiedyś”, śmieszne określenie. – zaczął. – Może dwa lata temu, może dwa i pół, kto by to aż tak dokładnie liczył, ale wbrew pozorom Azel był moim bratem, jeżeli mogę go tak określić. Byliśmy sobie bardzo bliscy, chyba rozumiesz? – zapytał.
- Akurat bardzo dobrze wiem jak to jest mieć brata. – zaśmiałam się. – Ale tak, rozumiem.
- No więc…
- Nie zaczyna się zdania od „a więc”.
Brunet spojrzał się na mnie z rozbawieniem.
- No co? Taka maniera. – wzruszyłam ramionami. – Ale mów, mów.
- Azel w sumie rozumiał mnie lepiej niż ktokolwiek, lepiej niż moja rodzina, ale tak chyba bywa. Można powiedzieć, że byliśmy tacy sami. Tak samo reagowaliśmy, tak samo myśleliśmy, nawet mówiliśmy tak samo. No i… Mieliśmy bardzo podobny gust. – westchnął.
- Chodzi o dziewczynę?
- Chodzi o nie byle jaką dziewczynę… Nina… Tak ma na imię. Nina była… Jest… W sumie sam nie wiem, ale określę to w czasie przeszłym. Nina była naszą przyjaciółką, naszą wspólną. Razem wychodziliśmy, razem piliśmy, bawiliśmy się na imprezach, razem jeździliśmy wszędzie, wszystko razem. Każdy mówi, że przyjaźń z dziewczyną prowadzi do miłości. Nie chciałem za bardzo w to wierzyć, bo nie zawsze się to sprawdza, ale w tym przypadku owszem. Pokrótce mówiąc zakochałem się. Myślałem… Hm…
- Myślałeś, że co? – zapytałam, gdy brunet się zaciął.
- Myślałem, że Azel się będzie cieszył. Rok wcześniej skończyłem związek, który trwał całe 5 lat i ciężko było mi się po tym pozbierać, ale oni mi pomogli. Azel namawiał mnie, żebym znalazł dziewczynę, żeby zapomniał, wiesz jak to wygląda. Myślałem, że w końcu będzie zadowolony, że przestałem szukać na siłę, że się zakochałem. Myślałem też, że Nina odwzajemni to co ja czułem. Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo się później zawiodłem… - westchnął. – Ale mniejsza. Chodzi o to, że w tym samym czasie Azel poczuł to samo co ja do Niny. On nie wiedział, ja też. A ona? Ona tym bardziej nic nie wiedziała. Żadne z nas nie mówiło o tym na głos, ale chyba każdy widział co się święci. Azel się zmienił, a może to ja, może Nina. Zaczęliśmy się kłócić, to wyglądało tak, jakby ktoś pomiędzy nas wrzucił kawał mięcha po miesiącu głodzenia. Każdy chciał coś dla siebie, tyle, że Nina, ona chyba traktowała nas jak znajomych, najzwyklejszych znajomych, z którymi można się pobawić. I miałem wrażenie, że bawiło ją, kiedy spierałem się o byle co z Azelem.
- Aż tak? O jedną dziewczynę? – zdziwiłam się.
- Aż tak, a może nawet bardziej. W końcu przyszedł taki jeden dzień, kiedy za dużo wypiliśmy, o wiele za dużo, ponad naszą moralną wytrzymałość i przyszła kłótnia. Wtedy powiedzieliśmy sobie wszystko. Powiedziałem Ninie, że ją kocham. On zrobił to samo. Wtedy nie było już odwrotu. Musieliśmy sobie to wyjaśnić.
- I co z tego wyszło? – zapytałam.
- Co? Dziwne rzeczy. Azel wyciągnął mnie z mieszkania na dwór i po prostu dał w pysk. Powiedział mi, żebym dał sobie spokój, że za cienki jestem na taką dziewczynę. Nie wytrzymałem, zaczęliśmy się bić. Pamiętam to jak dziś i w sumie… Blizny zawsze mi to będą przypominać. Azel nie wytrzymał chyba napięcia. Popchnął mnie tak mocno, że upadłem na ziemię tłukąc przy tym butelkę, na którą upadłem. Pamiętam jak szkło wbijało się w moją skórę, czułem jak koszulka zaczyna nasiąkać mi krwią. Co dziwne, wcale nie byłem znieczulony tym alkoholem. Pierwsze uderzenie od razu mnie otrzeźwiło. Pamiętam jak podniosłem się z ziemi i nawet nie wiem w którym momencie, ale poleciałem na Azela. Obudziłem się następnego dnia w szpitalu. Nie mogłem się podnieść. Pierwsze co zobaczyłem, gdy otworzyłem oczy to była twarz Niny.
- Wybrała ciebie?
- Nie. Nie wybrała ani mnie ani Azela. Tamtego dnia, w szpitalu dowiedziałem się, że razem z Azelem zrobiliśmy największe głupstwo bijąc się o nią, dlatego, że ona nie mogłaby być z żadnym z nas.
- Dlaczego?!
- Przyznała się do tego, że jest lesbijką. – zaśmiał się cicho. – Śmieszne prawda? Pokłóciłem się z najlepszym kumplem o miłość do lesbijki.
- Chyba sobie żartujesz?
- Mówię poważnie. Wtedy też Nina powiedziała mi, że chciała porozmawiać z Azelem, ale nie otworzył jej nawet drzwi. Nie chciał mieć z nami nic wspólnego przez rok chyba. Słowem się nie odezwał, pomimo tego, że próbowałem rozmawiać. Chciałem się z nim spotkać, wszystko wyjaśnić. Chciałem, żeby było jak dawniej, ale już wiem, że nigdy by tak nie było. To niemożliwe.
- Ale… Ale dalej nie rozumiem, dlaczego Azel mówi, żebym na ciebie uważała. – stwierdziłam.
- Nie wiem, ale myślę, że po prostu chce się odegrać.
- Odegrać za co? Za to, że wystawiła was lesbijka? To absurd!
- Może i absurd, ale niesamowicie realny.
Brunet chwycił lampkę wina i dopił alkohol do końca. Zrobiłam to samo.
- I wiesz co? Mam wrażenie, że ten incydent ma zamiar się powtórzyć. – westchnął. – Z tobą. – dodał patrząc mi w oczy.
- Tyle, że ja nie jestem lesbijką. – zauważyłam.
- Nie? To dobrze o tym wiedzieć. – zaśmiał się. – Chodzi mi raczej o to, że on coś do ciebie już poczuł. Zresztą… - urwał nalewając sobie wina. – Ja możliwe, że też. – dokończył.
- Jak to „też”? – zapytałam lekko zdziwiona.
- Po prostu cię lubię. – wzruszył ramionami. – Wszystko jest możliwe, prawda?
Nie odpowiedziałam. Musiałam się napić. Jednym duszkiem wypiłam całą lampkę wina i podstawiłam ją pustą pod nos bruneta. Nalał mi, a ja znów wypiłam całość za jednym razem. Czułam jak alkohol powoli ociepla moje wnętrze. Czułam jak napływ procentów zaczyna bujać moją głową. Lekko bo lekko, ale jednak.
- Nie rozmawiałeś z nim do tej pory? – zapytałam.
- Próbowałem, ale on tego nie chce, a wiem, że jeżeli on się uprze to nie ma mocnych, by zmienił swoje zdanie, więc… Nie mam zamiaru się narzucać. – odpowiedział.
- Rozumiem… Chyba rozumiem. A… A ta Nina? Co z nią? – zainteresowałam się tajemniczą dziewczyną.
- A Nina czasem wpada do kawiarni dziadka. Czasem rozmawiamy, ale bardzo rzadko. Ale ona chyba też straciła kontakt z Azelem. – powiedział. – Wiesz co? – zapytał nagle po chwili.
- Co?
- Mówiliśmy sobie, że to będzie takie już na zawsze, na starość. Nie byliśmy tymi gnojkami, którzy myślą, że jedna przyjaźń przetrwa wszystko. Mieliśmy już swoje w głowach i wiedzieliśmy jakie może być życie, ale naprawdę, wtedy myśleliśmy, że to będzie już na zawsze. Śmieszne, prawda? Pamiętam jak siedzieliśmy u Niny w mieszkaniu, piliśmy wódkę i mówiliśmy, że ta przyjaźń przetrwa wiele, że tak zostanie, nawet gdybyśmy wyjechali i mieli się spotkać po latach. Koniec końców każde z nas zostało w Londynie.
Popatrzyłam się wielkimi oczami na bruneta. Nie sądziłam, że z chłopaka może być tak wielki sentymentalista. Niezmiernie mi zaimponował, kiedy opowiadał o swojej przeszłości. Przez cały czas patrzyłam się w jego oczy, te piękne zielone oczy, które zasnuł smutek.
- Wiem, sentymenty wale. Nic na to nie poradzę. – zaśmiał się.
- Nie wiedziałam, że potrafisz czytać w myśląc. – stwierdziłam.
- Nie potrafię, ale dobrze odczytuje ludzi.
- Tak? To o czym teraz myślę?
Brunet przyjrzał się mojej twarzy i uśmiechnął uroczo.
- Że mam ładne oczy. – parsknął śmiechem.
- Skąd wiedziałeś? – zapytałam zdziwiona.
- Cały czas patrzysz mi się w oczy, a usta wyginają ci się w niewidocznym prawie że uśmiechu. Jak się przyjrzeć, widać wszystko. – zauważył.
- Można i tak. – wzruszyłam ramionami i spuściłam wzrok na pustą lampkę wina, która w momencie została napełniona. – Dziękuję. – zaśmiałam się.
- Nie ma za co. Jak spaghetti? – zapytał zmieniając temat.
- Sam gotowałeś?
- Nikt inny tego niestety za mnie nie zrobi. – westchnął.
- W takim razie ohydne. Chciałam powiedzieć, że ktoś się bardzo dobrze spisał, ale nie będę cię chwalić.
- Dziękuję bardzo.
Oboje nagle wybuchliśmy głośnym śmiechem, kiedy nagle w mieszkaniu rozległ się dźwięk rysanej podłogi. Do małego saloniku wpadł nagle dalmatyńczyk Alana.
- Cześć Mira.- odezwałam się do pasa, gdy ten na mnie skoczył i próbował polizać po twarzy.
Śmiejąc się odepchnęłam sukę od siebie i zaczęłam ją głaskać.
- Śpioch. – westchnął brunet podnosząc się z podłogi.
- Ale i tak jest urocza. – stwierdziłam całując psa w łeb.
Dalmatyńczyk położył się obok mnie i położył łeb na moich kolanach. Była niesamowicie śliczną suką, pokochałam ją od pierwszego wrażenia. Mogłabym ją zabrać do siebie i nigdy nie oddawać.
W końcu sama ułożyłam się obok psa i wtuliłam nos w krótką sierść. Miarowy oddech suki zaczął mnie Usypiać. Nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam…
Pewnie wyszła tandeta, ale to nic. Poprawię się.
Do napisania ! :)
Szczerze? W ogóle nie spodziewałam się takiej historii. Udało Ci się mnie zaskoczyć. I nadal mam coś do Azela, jak na razie dalej jestem za Alanem :) / Upust wyobraźni
OdpowiedzUsuńNo to teraz czuję dumę z siebie ;>
UsuńTylko nie rozumiem jednego - skoro byli przyjaciółmi to dlaczego wcześniej nie wiedzieli o jej odmiennej orientacji ? ;)
UsuńBo nie mówiła. ;> Każdy w każdej znajomości musi zachować coś dla siebie. ;)
UsuńŁaaał, prawie się popłakałam, jak czytałam historię przyjaźni Alana i Azela, bardzo mi ich oboje szkoda. Pisz dalej bo czekam z niecierpliwością!!!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :*
http://miloscnieznalitosci.blogspot.com/
Właśnie znalazłam twoje bloga. Wszystkie rozdziały przeczytalam i stwierdzam, że jest niezły. Jestem bardziej przekonana do Alana. Jednak na jej miejscu nie umówiłabym się ani z Alanem ani z Azelem (tak to się pisze? O.o). Mam nadzieje, że akcja jakoś bardziej się rozwinie. Miło, że opisujesz te wszystkie zapachy i miejsca. Pomaga to bardzo w wyobrażeniu sobie całej tej sytuacji, za to mega plus. :)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział i weny życzę! :)