Przejdź do głównej zawartości

13.

Otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Leżałam na niewielkim łóżku przykryta kocem, a obok mnie spała Mira. Słyszałam jej spokojny oddech i bicie serca.
Ziewnęłam przeciągle i podniosłam się tak, by nie obudzić suki. Wciąż byłam u Alana.
Na palcach przeszłam przez niewielką sypialnię i wyszłam na korytarz. W salonie paliło się światło. Zajrzałam tam cicho. Brunet siedział we fotelu przy oknie z laptopem na kolanach i coś przeglądał.
- Mogłeś mnie obudzić. – Odezwałam się wchodząc do salonu.
- Oh. – Mruknął jakby przestraszony. – Wybacz mi, nie chciałem cię budzić. – Wyjaśnił.
- Dlaczego? – Zapytałam.
- Tak słodko wyglądałaś. Ciężko było was przenieść na łóżko, ale jakoś mi się udało. – Odpowiedział.
- Mnie i Mirę? Przenosiłeś mnie i Mirę? – Zdziwiłam się.
- Razem zasnęłyście, a Mira warczała jak chciałem ją odsunąć.
Zaśmiałam się tylko cicho i opadłam na poduszki, gdzie siedziałam, zanim zdążyłam usnąć.
- Która jest godzina tak właściwie? – Zapytałam.
- Za chwilę północ. – Odpowiedział.
- Oh, muszę uciekać. – Jęknęłam i szybko wstałam.
Moje rzeczy leżały tam gdzie je rzuciłam. Szybko wszystko zebrałam i stanęłam w drzwiach patrząc się na zdziwionego Alana.
- Jesteś Kopciuszkiem, czy jak?
- Nie, ale John będzie się martwił po prostu. – Wyjaśniłam. – Ale… - mruknęłam podchodząc do bruneta. – Dziękuję za miły wieczór. – Powiedziałam i musnęłam wargami jego policzek.
Chłopak uśmiechnął się szeroko i już chciał wstać by mnie odprowadzić, kiedy go powstrzymałam.
- Dam sobie radę, nie przejmuj się tym. Do zobaczenia. – Powiedziałam i odeszłam.
Wyszłam z salonu, założyłam buty i wyszłam z mieszkania.
Londyn opanowała piękna noc. Niebo było idealnie czyste, obsypane błyszczącymi gwiazdami. W ich centrum trwał księżyc, który pomagał lampom oświetlić miasto. Wolnym krokiem szłam po chodniku w stronę kamienicy, gdzie mieszkałam, kiedy nagle rozdzwonił się mój telefon. Zerknęłam na wyświetlacz, dzwonił John.
- Przecież już idę… - mruknęłam pod nosem i odrzuciłam połączenie.
Chłodny wiatr otulił mnie swoimi ramionami i sprawił, że zadrżałam. Robiło się zimno, a ja nie miałam bluzy. Przyspieszyłam kroku przechodząc od jednego oświetlonego miejsca na chodniku do drugiego. W końcu znalazłam się pod kamienicą. Zerknęłam na balkon. Od razu dojrzałam na nim Johna, który palił papierosa i patrzył się prosto na mnie.
- No, co? – Zapytałam.
Ten tylko pokiwał głową i odwrócił wzrok. Szybko wbiegłam na trzecie piętro i weszłam do mieszkania.
Zdjęłam buty w biegu, a torbę zostawiłam obok drzwi do sypialni. Poszłam na balkon, gdzie zastałam brata.
- O co chodzi? – Zapytałam.
- Nie odrzucaj ode mnie połączeń. Odbieraj, kiedy do ciebie dzwonię. – Powiedział sucho.
- Przepraszam. Kiedy dzwoniłeś, akurat wracałam do domu. Nie widziałam sensu, żeby odbierać i ci się meldować. Nie jestem małą dziewczynką. – Odparłam.
- Masz ode mnie odbierać, rozumiesz to? – Zapytał zdenerwowany.
Przez cały czas stał do mnie plecami, nie uraczył mnie ani jednym spojrzeniem, nawet, kiedy mnie mijał w drzwiach.
Poirytowana stanęłam w miejscu, gdzie przed chwilą stał blondyn i sama odpaliłam papierosa z jego paczki. Zagapiłam się na nocne niebo.
Z jednej strony w pełni zasłużyłam na jego nerwy, byłam praktycznie na jego utrzymaniu, był za mnie odpowiedzialny przez ten czas, kiedy miałam mieszkać u niego w mieszkaniu, był za mnie odpowiedzialny, bo byłam jego młodszą siostrzyczką…, Ale… Ale! Ale cholera, nie miałam 10 lat, nie robiłam tak wielkich głupstw jak kiedyś. Nie zamierzałam bawić się w skoczka, gdy rodziców nie było, nie zamierzałam zabierać noży z domu, nie zamierzałam chować się przez cały dzień tylko po to by zobaczyć, że oni się o mnie martwią, że on się o mnie martwi.
Szybko dopaliłam papierosa, peta wyrzuciłam gdzieś przed siebie, po czym wróciłam do mieszkania. John zamknął się w pokoju, gdzie spał. Nie zamierzałam pukać cicho do drzwi, nie zamierzałam wchodzić niepewnie do środka, nie zamierzałam go przepraszać. Zamiast tego wpadłam do swojej sypialni i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Padłam na łóżko chowając twarz w miękką poduszkę.
Pomimo tego krótkiego spaceru od Alana do kamienicy nadal byłam niesamowicie zmęczona. Nie rozbierając się nawet po prostu wtuliłam się w pościel i zasnęłam, niemal, że od razu.
Rano obudził mnie budzik o 7:00 rano – no tak, praca. Niechętnie zwlekłam się z łóżka i niczym lunatyk, ruszyłam do łazienki. Okazało się, że była zamknięta. Otrząsnęłam się.
- John? – Zapytałam blisko drzwi.
- No. Chcesz? – Odparł mi ze środka.
- Chciałabym, muszę się wykapać do pracy. – Mruknęłam.
- Za pięć minut mnie nie będzie. Poczekaj.
Westchnęłam cicho i wróciłam do sypialni. Z komody wyciągnęłam czystą bieliznę, czarne rurki, czarną bokserkę a z krzesełka przy biurku porwałam szarą rozpinaną bluzę. Usłyszałam szczęk otwieranych drzwi, John wyszedł z łazienki. Szybko zajęłam jego miejsce.
Wzięłam lodowaty prysznic, przez który nie mogłam przestać się trząść. Wysuszyłam się do perfekcji, założyłam ubrania i zaczęłam czesać włosy. Ciągle widziałam jak pojedyncze, połamane włosy spadają wolno na podłogę. Powinnam zacząć stosować jakieś odżywki.
Kończąc rozmyślania nad swoimi niezdrowymi włosami splotłam je w długi warkocz, po czym szybko pomalowałam oczy.
Wyszłam z łazienki w stanie, w którym można było się na mnie patrzeć – zawsze tak mówiłam rano. Zwłaszcza w takie rano…
- John, jesteś jeszcze? – Zapytałam odkładając wczorajsze ubranie w swoim pokoju.
Odpowiedziała mi głucha cisza, mojego brata już nie było. Poszłam do kuchni. Na blacie stał kubek ciepłej kawy, a obok talerz z kilkoma kanapkami.
- On mnie jednak kocha. – Westchnęłam pijąc ciepły napar.

Pochłonęłam śniadanie, wypiłam kawę i zabierając swoją torbę wyszłam do pracy, w której bądź, co bądź powinnam była znaleźć się za 15 minut.
Przez całą drogę biegłam. Do kawiarni wpadłam punktualnie o 8:00, a przynajmniej tak mi się wydawało według mojego zegarka. Od razu poczułam zapach gorącej kawy. Byłam w stanie się do tego przyzwyczaić.
W kawiarence siedziało kilka osób, które od razu się na mnie spojrzały, gdy tylko przekroczyłam drzwi. Ich wzroki były różne, wyrażały zainteresowanie, czasem dezaprobatę, a przeważnie patrzyły na mnie ze zmęczeniem.
Za ladą stał właściciel – dziadek Alana. Na mój widok od razu się uśmiechnął. Zaczynałam sądzić, że facet był dla mnie taki miły ze względu na swojego wnuczka.
- Dzień dobry. – Przywitałam go, kiedy przechodziłam obok.
- Dzień dobry słońce. – Odpowiedział mi z uroczym uśmiechem.
„Słońce”? Serio?·Weszłam na zaplecze i rzuciłam swoją torbę w kąt. Założyłam czarny fartuch wiązany na biodrach i chwyciłam tacę. Telefon włożyłam do tylnej kieszeni jeansów, kiedy on nagle się odezwał. Dostałam wiadomość, od Ann, znajomej z Denver. Dziewczyna wysłała mi swoje zdjęcie z kolorowymi włosami. Czas było umówić się do fryzjera…
Zablokowałam telefon i poszłam do Jima – dziadka Alana. On miał mi powiedzieć, co i jak…

Wybaczcie mi za tą przerwę, ale brak mi pomysłów.
Dodatkowo leżę zakatarzona w łóżku i umieram, więc wybaczcie mi ten nudny post.
Dziękuję wam za odzew!
Miłego czytania. ;)

Komentarze

  1. Nudny? Mi tam się bardzo podoba. :D Przyjemnie się czyta. :3 Jestem ciekawa czy z Alanem będzie jakiś romans? ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

6.

Podniosłam się z kolan i również poszłam do kuchni. John i Azel siedzieli naprzeciw siebie przy niewielkim kuchennym blacie; oboje zaspani, zajęci własną kawą. - O której wstałaś? – Zapytał John, gdy stanęłam w drzwiach. - Wcześnie. Może koło 5:00 nad ranem. – Wzruszyłam ramionami. - Nie spałaś ze mną. – Stwierdził. - Bo nie miałam miejsca na łóżku. - Słyszałem cię w nocy. – Odezwał się szatyn. - Wychodziłam na balkon. – Odpowiedziałam mu. Pomimo zmęczenia i tego, że wczoraj opróżniliśmy kilka butelek alkoholu, on nadal był w moich oczach przystojny. - Co robiłaś od 5:00? – Zainteresował się mój brat. - Poszłam na spacer i koniec końców znalazłam się na kawie z uroczym chłopakiem. – Odparłam z lekkim uśmiechem. John i Azel spojrzeli po sobie ze zdziwieniem, po czym oboje przerzucili wzrok na mnie. - No co? – Zapytałam. - Byłaś na kawie z… Kim? – Zapytał John. - Przedstawił się, jako Alan. – Odparłam. Chłopcy spojrzeli na siebie rozbawieni i nawet nie ukrywali tego, że ma...

16.

Azel siedział ze mną i Johnem przez kilka godzin, póki sam nie stwierdził, to już pora na niego i że musi iść. Nie podobał mi się fakt, żeby puszczać szatyna samego. Nie znałam go za dobrze, ale rozumiałam takie umysły jak jego. Zapewne miał zamiar miotać się po mieście, póki nie stwierdziłby, że ma już definitywnie dość. Albo wróciłby do domu albo poszedłby do pierwszego lepszego baru, bądź monopolowego i najzwyczajniej w świecie urżnął by się jak świnia. Nie, takie aspekt nie odpowiadał mi w ogóle. - John. Odprowadź go do mieszkania, możesz? – zapytałam szeptem brata. Blondyn spojrzał się na mnie ze zrozumieniem i pokiwał tylko głową w odpowiedzi na tak. Byłam mu wdzięczna, że rozumiał mój tok myślenia, a rozumiał go, jak nikt inny nigdy by tego nie zrozumiał. - Choć stary, idziemy. – zwrócił się do podłamanego szatyna. Ten tylko ledwo pokiwał głową i spojrzał się na mnie. Jego oczy wyrażały ból, smutek i przede wszystkim strach. Jego strach wydawał się być żywym ogniem w jego ...

4.

Siedzieliśmy razem do wieczora, pijąc drinka za drinkiem, póki do mieszkania nie wrócił John obładowany zakupami. - John? – Odezwałam się z salonu. - Jestem w kuchni. – Głos brata dotarł do moich uszu. Wstałam podbierając się o fotel i chwiejnym krokiem przeszłam przez korytarz do kuchni. Stanęłam w drzwiach o mało nie tracąc równowagi. - Chryste, wypiłaś mi cały alkohol jaki tu miałem? – Zapytał zszokowany. Blondyn odłożył butelkę wody na blat, podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Od razu poczułam jego ciepłą skórę i spokojnie bijące serce. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego perfumy, to były te same, które kupiłam mu kilka lat wcześniej na urodziny. Nadal ich używał. Uśmiechnęłam się pod nosem. - Azel? – John zawołał w głąb mieszkania, jednak odpowiedziała mu grobowa cisza. Brat zaniósł mnie do pokoju, gdzie leżała moja torba, ułożył mnie na łóżku i pozwolił mi się ułożyć. Jedyne, co mogłam samodzielnie zrobić to chwycić zachłannie rąbek kołdry i się do niego przytulic. Z...