Otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Leżałam na niewielkim
łóżku przykryta kocem, a obok mnie spała Mira. Słyszałam jej spokojny oddech i
bicie serca.
Ziewnęłam przeciągle i podniosłam się tak, by nie obudzić suki. Wciąż byłam u Alana.
Na palcach przeszłam przez niewielką sypialnię i wyszłam na korytarz. W salonie paliło się światło. Zajrzałam tam cicho. Brunet siedział we fotelu przy oknie z laptopem na kolanach i coś przeglądał.
- Mogłeś mnie obudzić. – Odezwałam się wchodząc do salonu.
- Oh. – Mruknął jakby przestraszony. – Wybacz mi, nie chciałem cię budzić. – Wyjaśnił.
- Dlaczego? – Zapytałam.
- Tak słodko wyglądałaś. Ciężko było was przenieść na łóżko, ale jakoś mi się udało. – Odpowiedział.
- Mnie i Mirę? Przenosiłeś mnie i Mirę? – Zdziwiłam się.
- Razem zasnęłyście, a Mira warczała jak chciałem ją odsunąć.
Zaśmiałam się tylko cicho i opadłam na poduszki, gdzie siedziałam, zanim zdążyłam usnąć.
- Która jest godzina tak właściwie? – Zapytałam.
- Za chwilę północ. – Odpowiedział.
- Oh, muszę uciekać. – Jęknęłam i szybko wstałam.
Moje rzeczy leżały tam gdzie je rzuciłam. Szybko wszystko zebrałam i stanęłam w drzwiach patrząc się na zdziwionego Alana.
- Jesteś Kopciuszkiem, czy jak?
- Nie, ale John będzie się martwił po prostu. – Wyjaśniłam. – Ale… - mruknęłam podchodząc do bruneta. – Dziękuję za miły wieczór. – Powiedziałam i musnęłam wargami jego policzek.
Chłopak uśmiechnął się szeroko i już chciał wstać by mnie odprowadzić, kiedy go powstrzymałam.
- Dam sobie radę, nie przejmuj się tym. Do zobaczenia. – Powiedziałam i odeszłam.
Wyszłam z salonu, założyłam buty i wyszłam z mieszkania.
Londyn opanowała piękna noc. Niebo było idealnie czyste, obsypane błyszczącymi gwiazdami. W ich centrum trwał księżyc, który pomagał lampom oświetlić miasto. Wolnym krokiem szłam po chodniku w stronę kamienicy, gdzie mieszkałam, kiedy nagle rozdzwonił się mój telefon. Zerknęłam na wyświetlacz, dzwonił John.
- Przecież już idę… - mruknęłam pod nosem i odrzuciłam połączenie.
Chłodny wiatr otulił mnie swoimi ramionami i sprawił, że zadrżałam. Robiło się zimno, a ja nie miałam bluzy. Przyspieszyłam kroku przechodząc od jednego oświetlonego miejsca na chodniku do drugiego. W końcu znalazłam się pod kamienicą. Zerknęłam na balkon. Od razu dojrzałam na nim Johna, który palił papierosa i patrzył się prosto na mnie.
- No, co? – Zapytałam.
Ten tylko pokiwał głową i odwrócił wzrok. Szybko wbiegłam na trzecie piętro i weszłam do mieszkania.
Zdjęłam buty w biegu, a torbę zostawiłam obok drzwi do sypialni. Poszłam na balkon, gdzie zastałam brata.
- O co chodzi? – Zapytałam.
- Nie odrzucaj ode mnie połączeń. Odbieraj, kiedy do ciebie dzwonię. – Powiedział sucho.
- Przepraszam. Kiedy dzwoniłeś, akurat wracałam do domu. Nie widziałam sensu, żeby odbierać i ci się meldować. Nie jestem małą dziewczynką. – Odparłam.
- Masz ode mnie odbierać, rozumiesz to? – Zapytał zdenerwowany.
Przez cały czas stał do mnie plecami, nie uraczył mnie ani jednym spojrzeniem, nawet, kiedy mnie mijał w drzwiach.
Poirytowana stanęłam w miejscu, gdzie przed chwilą stał blondyn i sama odpaliłam papierosa z jego paczki. Zagapiłam się na nocne niebo.
Z jednej strony w pełni zasłużyłam na jego nerwy, byłam praktycznie na jego utrzymaniu, był za mnie odpowiedzialny przez ten czas, kiedy miałam mieszkać u niego w mieszkaniu, był za mnie odpowiedzialny, bo byłam jego młodszą siostrzyczką…, Ale… Ale! Ale cholera, nie miałam 10 lat, nie robiłam tak wielkich głupstw jak kiedyś. Nie zamierzałam bawić się w skoczka, gdy rodziców nie było, nie zamierzałam zabierać noży z domu, nie zamierzałam chować się przez cały dzień tylko po to by zobaczyć, że oni się o mnie martwią, że on się o mnie martwi.
Szybko dopaliłam papierosa, peta wyrzuciłam gdzieś przed siebie, po czym wróciłam do mieszkania. John zamknął się w pokoju, gdzie spał. Nie zamierzałam pukać cicho do drzwi, nie zamierzałam wchodzić niepewnie do środka, nie zamierzałam go przepraszać. Zamiast tego wpadłam do swojej sypialni i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Padłam na łóżko chowając twarz w miękką poduszkę.
Pomimo tego krótkiego spaceru od Alana do kamienicy nadal byłam niesamowicie zmęczona. Nie rozbierając się nawet po prostu wtuliłam się w pościel i zasnęłam, niemal, że od razu.
Rano obudził mnie budzik o 7:00 rano – no tak, praca. Niechętnie zwlekłam się z łóżka i niczym lunatyk, ruszyłam do łazienki. Okazało się, że była zamknięta. Otrząsnęłam się.
- John? – Zapytałam blisko drzwi.
- No. Chcesz? – Odparł mi ze środka.
- Chciałabym, muszę się wykapać do pracy. – Mruknęłam.
- Za pięć minut mnie nie będzie. Poczekaj.
Westchnęłam cicho i wróciłam do sypialni. Z komody wyciągnęłam czystą bieliznę, czarne rurki, czarną bokserkę a z krzesełka przy biurku porwałam szarą rozpinaną bluzę. Usłyszałam szczęk otwieranych drzwi, John wyszedł z łazienki. Szybko zajęłam jego miejsce.
Wzięłam lodowaty prysznic, przez który nie mogłam przestać się trząść. Wysuszyłam się do perfekcji, założyłam ubrania i zaczęłam czesać włosy. Ciągle widziałam jak pojedyncze, połamane włosy spadają wolno na podłogę. Powinnam zacząć stosować jakieś odżywki.
Kończąc rozmyślania nad swoimi niezdrowymi włosami splotłam je w długi warkocz, po czym szybko pomalowałam oczy.
Wyszłam z łazienki w stanie, w którym można było się na mnie patrzeć – zawsze tak mówiłam rano. Zwłaszcza w takie rano…
- John, jesteś jeszcze? – Zapytałam odkładając wczorajsze ubranie w swoim pokoju.
Odpowiedziała mi głucha cisza, mojego brata już nie było. Poszłam do kuchni. Na blacie stał kubek ciepłej kawy, a obok talerz z kilkoma kanapkami.
- On mnie jednak kocha. – Westchnęłam pijąc ciepły napar.
Ziewnęłam przeciągle i podniosłam się tak, by nie obudzić suki. Wciąż byłam u Alana.
Na palcach przeszłam przez niewielką sypialnię i wyszłam na korytarz. W salonie paliło się światło. Zajrzałam tam cicho. Brunet siedział we fotelu przy oknie z laptopem na kolanach i coś przeglądał.
- Mogłeś mnie obudzić. – Odezwałam się wchodząc do salonu.
- Oh. – Mruknął jakby przestraszony. – Wybacz mi, nie chciałem cię budzić. – Wyjaśnił.
- Dlaczego? – Zapytałam.
- Tak słodko wyglądałaś. Ciężko było was przenieść na łóżko, ale jakoś mi się udało. – Odpowiedział.
- Mnie i Mirę? Przenosiłeś mnie i Mirę? – Zdziwiłam się.
- Razem zasnęłyście, a Mira warczała jak chciałem ją odsunąć.
Zaśmiałam się tylko cicho i opadłam na poduszki, gdzie siedziałam, zanim zdążyłam usnąć.
- Która jest godzina tak właściwie? – Zapytałam.
- Za chwilę północ. – Odpowiedział.
- Oh, muszę uciekać. – Jęknęłam i szybko wstałam.
Moje rzeczy leżały tam gdzie je rzuciłam. Szybko wszystko zebrałam i stanęłam w drzwiach patrząc się na zdziwionego Alana.
- Jesteś Kopciuszkiem, czy jak?
- Nie, ale John będzie się martwił po prostu. – Wyjaśniłam. – Ale… - mruknęłam podchodząc do bruneta. – Dziękuję za miły wieczór. – Powiedziałam i musnęłam wargami jego policzek.
Chłopak uśmiechnął się szeroko i już chciał wstać by mnie odprowadzić, kiedy go powstrzymałam.
- Dam sobie radę, nie przejmuj się tym. Do zobaczenia. – Powiedziałam i odeszłam.
Wyszłam z salonu, założyłam buty i wyszłam z mieszkania.
Londyn opanowała piękna noc. Niebo było idealnie czyste, obsypane błyszczącymi gwiazdami. W ich centrum trwał księżyc, który pomagał lampom oświetlić miasto. Wolnym krokiem szłam po chodniku w stronę kamienicy, gdzie mieszkałam, kiedy nagle rozdzwonił się mój telefon. Zerknęłam na wyświetlacz, dzwonił John.
- Przecież już idę… - mruknęłam pod nosem i odrzuciłam połączenie.
Chłodny wiatr otulił mnie swoimi ramionami i sprawił, że zadrżałam. Robiło się zimno, a ja nie miałam bluzy. Przyspieszyłam kroku przechodząc od jednego oświetlonego miejsca na chodniku do drugiego. W końcu znalazłam się pod kamienicą. Zerknęłam na balkon. Od razu dojrzałam na nim Johna, który palił papierosa i patrzył się prosto na mnie.
- No, co? – Zapytałam.
Ten tylko pokiwał głową i odwrócił wzrok. Szybko wbiegłam na trzecie piętro i weszłam do mieszkania.
Zdjęłam buty w biegu, a torbę zostawiłam obok drzwi do sypialni. Poszłam na balkon, gdzie zastałam brata.
- O co chodzi? – Zapytałam.
- Nie odrzucaj ode mnie połączeń. Odbieraj, kiedy do ciebie dzwonię. – Powiedział sucho.
- Przepraszam. Kiedy dzwoniłeś, akurat wracałam do domu. Nie widziałam sensu, żeby odbierać i ci się meldować. Nie jestem małą dziewczynką. – Odparłam.
- Masz ode mnie odbierać, rozumiesz to? – Zapytał zdenerwowany.
Przez cały czas stał do mnie plecami, nie uraczył mnie ani jednym spojrzeniem, nawet, kiedy mnie mijał w drzwiach.
Poirytowana stanęłam w miejscu, gdzie przed chwilą stał blondyn i sama odpaliłam papierosa z jego paczki. Zagapiłam się na nocne niebo.
Z jednej strony w pełni zasłużyłam na jego nerwy, byłam praktycznie na jego utrzymaniu, był za mnie odpowiedzialny przez ten czas, kiedy miałam mieszkać u niego w mieszkaniu, był za mnie odpowiedzialny, bo byłam jego młodszą siostrzyczką…, Ale… Ale! Ale cholera, nie miałam 10 lat, nie robiłam tak wielkich głupstw jak kiedyś. Nie zamierzałam bawić się w skoczka, gdy rodziców nie było, nie zamierzałam zabierać noży z domu, nie zamierzałam chować się przez cały dzień tylko po to by zobaczyć, że oni się o mnie martwią, że on się o mnie martwi.
Szybko dopaliłam papierosa, peta wyrzuciłam gdzieś przed siebie, po czym wróciłam do mieszkania. John zamknął się w pokoju, gdzie spał. Nie zamierzałam pukać cicho do drzwi, nie zamierzałam wchodzić niepewnie do środka, nie zamierzałam go przepraszać. Zamiast tego wpadłam do swojej sypialni i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Padłam na łóżko chowając twarz w miękką poduszkę.
Pomimo tego krótkiego spaceru od Alana do kamienicy nadal byłam niesamowicie zmęczona. Nie rozbierając się nawet po prostu wtuliłam się w pościel i zasnęłam, niemal, że od razu.
Rano obudził mnie budzik o 7:00 rano – no tak, praca. Niechętnie zwlekłam się z łóżka i niczym lunatyk, ruszyłam do łazienki. Okazało się, że była zamknięta. Otrząsnęłam się.
- John? – Zapytałam blisko drzwi.
- No. Chcesz? – Odparł mi ze środka.
- Chciałabym, muszę się wykapać do pracy. – Mruknęłam.
- Za pięć minut mnie nie będzie. Poczekaj.
Westchnęłam cicho i wróciłam do sypialni. Z komody wyciągnęłam czystą bieliznę, czarne rurki, czarną bokserkę a z krzesełka przy biurku porwałam szarą rozpinaną bluzę. Usłyszałam szczęk otwieranych drzwi, John wyszedł z łazienki. Szybko zajęłam jego miejsce.
Wzięłam lodowaty prysznic, przez który nie mogłam przestać się trząść. Wysuszyłam się do perfekcji, założyłam ubrania i zaczęłam czesać włosy. Ciągle widziałam jak pojedyncze, połamane włosy spadają wolno na podłogę. Powinnam zacząć stosować jakieś odżywki.
Kończąc rozmyślania nad swoimi niezdrowymi włosami splotłam je w długi warkocz, po czym szybko pomalowałam oczy.
Wyszłam z łazienki w stanie, w którym można było się na mnie patrzeć – zawsze tak mówiłam rano. Zwłaszcza w takie rano…
- John, jesteś jeszcze? – Zapytałam odkładając wczorajsze ubranie w swoim pokoju.
Odpowiedziała mi głucha cisza, mojego brata już nie było. Poszłam do kuchni. Na blacie stał kubek ciepłej kawy, a obok talerz z kilkoma kanapkami.
- On mnie jednak kocha. – Westchnęłam pijąc ciepły napar.
Pochłonęłam śniadanie, wypiłam kawę i zabierając swoją torbę
wyszłam do pracy, w której bądź, co bądź powinnam była znaleźć się za 15 minut.
Przez całą drogę biegłam. Do kawiarni wpadłam punktualnie o 8:00, a przynajmniej tak mi się wydawało według mojego zegarka. Od razu poczułam zapach gorącej kawy. Byłam w stanie się do tego przyzwyczaić.
W kawiarence siedziało kilka osób, które od razu się na mnie spojrzały, gdy tylko przekroczyłam drzwi. Ich wzroki były różne, wyrażały zainteresowanie, czasem dezaprobatę, a przeważnie patrzyły na mnie ze zmęczeniem.
Za ladą stał właściciel – dziadek Alana. Na mój widok od razu się uśmiechnął. Zaczynałam sądzić, że facet był dla mnie taki miły ze względu na swojego wnuczka.
- Dzień dobry. – Przywitałam go, kiedy przechodziłam obok.
- Dzień dobry słońce. – Odpowiedział mi z uroczym uśmiechem.
„Słońce”? Serio?·Weszłam na zaplecze i rzuciłam swoją torbę w kąt. Założyłam czarny fartuch wiązany na biodrach i chwyciłam tacę. Telefon włożyłam do tylnej kieszeni jeansów, kiedy on nagle się odezwał. Dostałam wiadomość, od Ann, znajomej z Denver. Dziewczyna wysłała mi swoje zdjęcie z kolorowymi włosami. Czas było umówić się do fryzjera…
Zablokowałam telefon i poszłam do Jima – dziadka Alana. On miał mi powiedzieć, co i jak…
Wybaczcie mi za tą przerwę, ale brak mi pomysłów.
Dodatkowo leżę zakatarzona w łóżku i umieram, więc wybaczcie mi ten nudny post.
Dziękuję wam za odzew!
Miłego czytania. ;)
Przez całą drogę biegłam. Do kawiarni wpadłam punktualnie o 8:00, a przynajmniej tak mi się wydawało według mojego zegarka. Od razu poczułam zapach gorącej kawy. Byłam w stanie się do tego przyzwyczaić.
W kawiarence siedziało kilka osób, które od razu się na mnie spojrzały, gdy tylko przekroczyłam drzwi. Ich wzroki były różne, wyrażały zainteresowanie, czasem dezaprobatę, a przeważnie patrzyły na mnie ze zmęczeniem.
Za ladą stał właściciel – dziadek Alana. Na mój widok od razu się uśmiechnął. Zaczynałam sądzić, że facet był dla mnie taki miły ze względu na swojego wnuczka.
- Dzień dobry. – Przywitałam go, kiedy przechodziłam obok.
- Dzień dobry słońce. – Odpowiedział mi z uroczym uśmiechem.
„Słońce”? Serio?·Weszłam na zaplecze i rzuciłam swoją torbę w kąt. Założyłam czarny fartuch wiązany na biodrach i chwyciłam tacę. Telefon włożyłam do tylnej kieszeni jeansów, kiedy on nagle się odezwał. Dostałam wiadomość, od Ann, znajomej z Denver. Dziewczyna wysłała mi swoje zdjęcie z kolorowymi włosami. Czas było umówić się do fryzjera…
Zablokowałam telefon i poszłam do Jima – dziadka Alana. On miał mi powiedzieć, co i jak…
Wybaczcie mi za tą przerwę, ale brak mi pomysłów.
Dodatkowo leżę zakatarzona w łóżku i umieram, więc wybaczcie mi ten nudny post.
Dziękuję wam za odzew!
Miłego czytania. ;)
Nudny? Mi tam się bardzo podoba. :D Przyjemnie się czyta. :3 Jestem ciekawa czy z Alanem będzie jakiś romans? ;)
OdpowiedzUsuńdodawaj częściej! ;)
OdpowiedzUsuńNie mam weny pisać ;c
Usuń