Jim stał za ladą i rozmawiał z jednym z klientów, a był to
wysoki i postawny blondyn o uroczym uśmiechu i ładnych, dużych i przejrzyście
błękitnych oczach. Jego ciepły i niski głos utkwił w mojej głowie bardzo
głęboko.
- Jim? – Odezwałam się cicho.
Mężczyzna przerwał rozmowę i spojrzał się na mnie.
- O, dobrze, że już jesteś. – Stwierdził. – Ian, w takim razie do zobaczenia w niedługim czasie. Wpadnij czasem do kawiarni. – Mężczyzna zwrócił się do blondyna, na co ten pokiwał głową z zadowoleniem, uniósł swój kubek kawy w górę na znak pożegnania i odszedł.
Dziadek Alana odwrócił się w moim kierunku, objął mnie ramieniem i pociągnął za sobą. Pierwsze, co poczułam to intensywny zapach świeżo parzonej kawy. Pachniał tak samo mocno jak jego kawiarnia, jednak, kiedy mnie obejmował, poza zapachem kawy czułam też delikatny zapach jego perfum. Były oszałamiające, jednak nie potrafiłam ich nazwać.
Jim oprowadzał mnie dokładnie po całej kawiarni i opowiadał o klienteli. Opowiadał mi, kto tam zazwyczaj przychodzi, jakie są wyuczone nawyki i zwyczaje, co zazwyczaj się tam zamawia i przede wszystkim, czego klienci wymagają.
Po około pół godzinie zmuszona byłam biegać z pełną tacą między małymi stolikami i podawać kawę razem z ciastkami.
- Zrób sobie przerwę, masz do tego prawo. – Za sobą usłyszałam głos Alana.
Odwróciłam się do niego twarzą trzymając między nami tacę z pustymi szklankami i uśmiechnęłam się do niego.
- Zaraz, jeszcze nie czas na przerwę. Muszę to odnieść i wtedy mogę usiąść. Napijesz się ze mną? – Odpowiedziałam mu pytaniem.
- Z miłą chęcią. Mała czarna?
- Tak. – Zaśmiałam się.
Szybko odniosłam tacę z brudnymi naczyniami na zaplecze i postawiłam ją na wolnym blacie. Nikogo tam nie było, nikt nie miał ochoty zająć się brudnymi naczyniami, więc sama zmuszona byłam się tym zająć.
Podwinęłam rękawy i puściłam strumień gorącej wody. Parząc lekko skórę zaczęłam zmywać najszybciej i najdokładniej jak potrafiłam.
- Wiesz, pomyślałem, ze wypijemy tutaj. – Nagle usłyszałam głos Alana, który właśnie wkroczył na zaplecze.
- Zaraz. – Westchnęłam.
- Nie spiesz się. – Zaśmiał się brunet i usiadł przy blacie z dwiema filiżankami kawy.
- Śmieszne. – Burknęłam na niego i spiorunowałam go wzrokiem.
Dość szybko uporałam się ze stertą brudnych naczyń i w końcu wytarłam mokre dłonie o suchą szmatkę.
- Już, gotowe, mam dość. – Mruknęłam pod nosem i usiadłam w końcu obok bruneta.
Chwyciłam filiżankę i upiłam kilka łyków gorącego napoju.
- Jak twój pierwszy dzień? – Zainteresował się.
- W gruncie rzeczy daję jakoś radę, jak widać. Myślę, że mi się tutaj spodoba, jeżeli nie znajdzie się żadna osoba, która mnie nie zirytuje. – Odpowiedziałam.
- A znalazł się ktoś taki?
- Jak na razie nie.
- Alan! Nina do ciebie przyszła! – Na zaplecze dotarł do nas głos dziadka bruneta.
- Nina? TA Nina? – Zapytałam cicho.
Brunet spojrzał się na mnie niepewnie i szybko wstał, za to jeszcze szybciej wyszedł zostawiając mnie samą.
Spokojnie dopiła swoją kawę, ponownie zawiązałam swój fartuch, umyłam brudną filiżankę i zabierając tacę wyszłam z zaplecza. Od razu ujrzałam Alana razem ze swoją… Przyjaciółką. To rzeczywiście była ta sama dziewczyna, którą widziałam wchodzącą do kawiarni. Oboje spojrzeli się na mnie kątem oka, przez co poczułam się nieswojo.
- Diana, podejdź na chwilę. – Jim zawołał mnie do jednego ze stolików.
Westchnęłam i podeszłam do mężczyzny, który na mnie czekał.
- Usiądź. – Poprosił i wskazał na krzesło obok siebie.
Zajęłam wolne miejsce, wsparłam głowę na dłoni i zmuszałam się by nie spoglądać na „parę” siedzącą niedaleko.
- O co chodzi? – Zapytałam.
- Koniec twojej zmiany. – Oznajmił mi Jim. – Ale chciałem z tobą porozmawiać. – Stwierdził.
- O czym? – Zdziwiłam się.
- O moim wnuczku.
Popatrzyłam się zdziwionym wzrokiem na mężczyznę.
- Chodzi o to, że mam wrażenie, że on cię bardzo lubi, tylko nie wie, w jaki sposób ma to powiedzieć. Widzę jak na ciebie patrzy, kiedy nie widzisz. No i przede wszystkim… Martwi mnie jego znajomość z Niną. Przez tę diabelską dziewczynę stracił kontakt z najlepszym przyjacielem. Boże, tamta dwójka była niczym bracia, póki nie zjawiła się ona. – Wyjaśnił Jim.
- Cóż… Wiem, o kogo panu chodzi, znam Azel’a tak samo jak Alana, jednak… Nic nie poradzę na jego znajomości. Ja nie mam prawa wtrącać się w jego życie. – Odpowiedziałam.
- Ja rozumiem, ale może ty pomogłabyś mu wyjść z tej znajomości. Ta dziewczyna go zrujnuje.
Każde usłyszane słowo zapierało mi dech w piersi i coraz bardziej szokowało. Ja miałam poradzić coś na znajomość Alana z Niną? Dlaczego ja?
- Niestety nic nie mogę zrobić. Najlepszą opcją byłoby gdyby to pan z nim porozmawiał, nie ja. – Stwierdziłam wstając od stolika. – Niech mnie pan źle nie zrozumie, ale Alan jest dorosły, wie, co robi. A jeżeli popełni błąd, będzie sam musiał go naprawić. – Dodałam.
Mężczyzna popatrzył się na mnie swoimi ciemnymi oczyma i zmrużył je lekko. Zmarszczył brwi, po czym dwoma kciukami potarł swoje skronie.
- Wybacz, że cię zatrzymałem. – Westchnął. – Uciekaj już. – Dodał z lekkim uśmiechem.
- Niech pan z nim porozmawia. – Poradziłam starszemu mężczyźnie i odeszłam.
Odwiązałam fartuch i rzuciłam go za ladę, chwyciłam swoje rzeczy i starając się nie zwracać uwagi na Alana i Ninę wyszłam z kawiarni, choć wyglądało to bardziej jakbym wybiegła. Skręciłam w pierwszą lepszą uliczkę i usiadłam na chodniku opierając się plecami o ścianę jakiegoś budynku.
- Diana? Co ty tutaj robisz? – Gdzieś z boku dobiegł mnie głos Azel’a.
Obejrzałam się i wtedy go zobaczyłam, stał zaraz przy rogu budynku, ale nie był sam. Obok niego stała drobna, uśmiechnięta dziewczyna o blond włosach, które przeplatały fioletowo-różowe pasma włosów. Stała obok szatyna i uśmiechała się w moim kierunku, jakby znała mnie od wieków.
- Ja… Ja chciałam po prostu usiąść. – Mruknęłam podnosząc się z chodnika. – Hej. – Przywitałam się.
Podeszłam do chłopaka i dziewczyny z wymuszonym uśmiechem na twarzy.
- Diana, poznaj proszę Amelię. – Odezwał się szatyn.
- Miło mi cię poznać. – Stwierdziłam. – A wy? Co wy tu robicie? – Zapytałam.
- Mieliśmy iść do kawiarni, idziesz z nami? Może dostaniemy jakąś zniżkę na kawę, hm? – Zaśmiał się szatyn.
- Ja… Może jednak nie będę wam przeszkadzała… - burknęłam niepewnie.
- Oh, chodź. – Powiedziała Amelia i chwyciła mnie za rękę.
Dziewczyna pociągnęła mnie w kierunku kawiarni, z której przed chwilą wyszłam, a Azel poszedł za nami.
To chyba była jedna z tych gorszych decyzji w moim życiu.
- No chodź, chodź. Nie ociągaj się Azel. – Odezwała się Amelia wkraczając do kawiarni Jima.
Gdy tylko drzwi zamknęły się za szatynem, wszystkie oczy zwróciły się ku nam. Dwa zdziwione spojrzenia Alana i Niny odprowadziły naszą trójkę do wolnego stolika. Dwójka moich towarzyszy zamówiła po kawie, a ja po prostu siedziałam i czekałam na możliwy rozwój sytuacji.
- Azel, na kogo się tak patrzysz? Kto to jest? – Odezwała się nagle Amelia.
- Hm? – Mruknął zdziwiony.
- Pytałam, na kogo się tak patrzysz, kto to jest. – Powtórzyła się.
- To? – Mruknął. – To jest Alan i Nina, na pewno ich pamiętasz.
- Ah tak, zakochany przyjaciel i przyjaciółka lesbijka.
- Nie nazywaj ich tak. – Zawarczał szatyn.
- Oh wybacz, no wybacz. – Burknęła blondynka. – Dlaczego się do nich już nie odzywasz? – Zainteresowała się.
- Nieważne, było minęło. – Odpowiedział na pytanie dziewczyny i spojrzał się na mnie.
Wzruszyłam tylko ramionami, wsparłam głowę na swoich dłoniach i zamyśliłam się na całą rozmowę, jaką przeprowadzili Amelia z Azelem. Nie usłyszałam już żadnego słowa do momentu, gdy jedno z dwójki wyrwało mnie z tego letargu.
- Co? – Zapytałam.
- My wychodzimy. – Wyjaśniła mi Amelia.
Pokiwałam tylko głową i uśmiechnęłam się na pożegnanie. Odczekałam 5 minut po wyjściu znajomych, po czym sama wyszłam i czym prędzej ruszyłam w stronę domu.
- Diana! – Usłyszałam za sobą głos Alana.
- Oh bogowie, dajcie mi spokój! To jakaś kpina. – Zawarczałam pod nosem zwalniając kroku.
Stanęłam w miejscu i odwróciłam się twarzą do bruneta.
- Posłuchaj, ja… - zaczął, ale uciszyłam go jednym machnięciem dłoni.
- Nie mam sił, nie mam ochoty na więcej rozmów. Możemy… Hm? Możemy spotkać się innym razem? Naprawdę innym razem. – Powiedziałam zmęczona i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź poszłam w stronę kamienicy.
Gdy tylko znalazłam się w mieszkaniu zamknęłam się w pokoju, weszłam pod kołdrę i najzwyczajniej w świecie poszłam spać, starając się nie myśleć o Alanie, Azelu, Amelii i Ninie. O nikim. Po prostu chciałam spać.
Niestety nie było mi dane odpocząć. W momencie, gdy usypiałam rozdzwonił się mój telefon. Zerknęłam na wyświetlacz. Tata dzwonił.
Tata? Jeszcze tego mi brakowało…
Mam problem, a mianowicie brak jakiegokolwiek natchnienia. Brak motywacji, brak chęci, brak weny, brak pomysłów, chociaż... Czasem jak wracam do domu z słuchawkami w uszach widzę sceny, które mogłabym spokojnie nopisać, jednakże... Nigdy nie dochodzi to do skutku. Więc wybaczcie mi proszę te odstępy między rozdziałami, tą niesamowitą nudę i monotonię, postaram się napisać coś lepszego w końcu. Myślę, że po przprowadzce będę w stanie napisać coś lepszego niż te ostatnie rozdziały.
Także, pozdrawiam.
Dziękuję za cierpliwość.
Special Death.
- Jim? – Odezwałam się cicho.
Mężczyzna przerwał rozmowę i spojrzał się na mnie.
- O, dobrze, że już jesteś. – Stwierdził. – Ian, w takim razie do zobaczenia w niedługim czasie. Wpadnij czasem do kawiarni. – Mężczyzna zwrócił się do blondyna, na co ten pokiwał głową z zadowoleniem, uniósł swój kubek kawy w górę na znak pożegnania i odszedł.
Dziadek Alana odwrócił się w moim kierunku, objął mnie ramieniem i pociągnął za sobą. Pierwsze, co poczułam to intensywny zapach świeżo parzonej kawy. Pachniał tak samo mocno jak jego kawiarnia, jednak, kiedy mnie obejmował, poza zapachem kawy czułam też delikatny zapach jego perfum. Były oszałamiające, jednak nie potrafiłam ich nazwać.
Jim oprowadzał mnie dokładnie po całej kawiarni i opowiadał o klienteli. Opowiadał mi, kto tam zazwyczaj przychodzi, jakie są wyuczone nawyki i zwyczaje, co zazwyczaj się tam zamawia i przede wszystkim, czego klienci wymagają.
Po około pół godzinie zmuszona byłam biegać z pełną tacą między małymi stolikami i podawać kawę razem z ciastkami.
- Zrób sobie przerwę, masz do tego prawo. – Za sobą usłyszałam głos Alana.
Odwróciłam się do niego twarzą trzymając między nami tacę z pustymi szklankami i uśmiechnęłam się do niego.
- Zaraz, jeszcze nie czas na przerwę. Muszę to odnieść i wtedy mogę usiąść. Napijesz się ze mną? – Odpowiedziałam mu pytaniem.
- Z miłą chęcią. Mała czarna?
- Tak. – Zaśmiałam się.
Szybko odniosłam tacę z brudnymi naczyniami na zaplecze i postawiłam ją na wolnym blacie. Nikogo tam nie było, nikt nie miał ochoty zająć się brudnymi naczyniami, więc sama zmuszona byłam się tym zająć.
Podwinęłam rękawy i puściłam strumień gorącej wody. Parząc lekko skórę zaczęłam zmywać najszybciej i najdokładniej jak potrafiłam.
- Wiesz, pomyślałem, ze wypijemy tutaj. – Nagle usłyszałam głos Alana, który właśnie wkroczył na zaplecze.
- Zaraz. – Westchnęłam.
- Nie spiesz się. – Zaśmiał się brunet i usiadł przy blacie z dwiema filiżankami kawy.
- Śmieszne. – Burknęłam na niego i spiorunowałam go wzrokiem.
Dość szybko uporałam się ze stertą brudnych naczyń i w końcu wytarłam mokre dłonie o suchą szmatkę.
- Już, gotowe, mam dość. – Mruknęłam pod nosem i usiadłam w końcu obok bruneta.
Chwyciłam filiżankę i upiłam kilka łyków gorącego napoju.
- Jak twój pierwszy dzień? – Zainteresował się.
- W gruncie rzeczy daję jakoś radę, jak widać. Myślę, że mi się tutaj spodoba, jeżeli nie znajdzie się żadna osoba, która mnie nie zirytuje. – Odpowiedziałam.
- A znalazł się ktoś taki?
- Jak na razie nie.
- Alan! Nina do ciebie przyszła! – Na zaplecze dotarł do nas głos dziadka bruneta.
- Nina? TA Nina? – Zapytałam cicho.
Brunet spojrzał się na mnie niepewnie i szybko wstał, za to jeszcze szybciej wyszedł zostawiając mnie samą.
Spokojnie dopiła swoją kawę, ponownie zawiązałam swój fartuch, umyłam brudną filiżankę i zabierając tacę wyszłam z zaplecza. Od razu ujrzałam Alana razem ze swoją… Przyjaciółką. To rzeczywiście była ta sama dziewczyna, którą widziałam wchodzącą do kawiarni. Oboje spojrzeli się na mnie kątem oka, przez co poczułam się nieswojo.
- Diana, podejdź na chwilę. – Jim zawołał mnie do jednego ze stolików.
Westchnęłam i podeszłam do mężczyzny, który na mnie czekał.
- Usiądź. – Poprosił i wskazał na krzesło obok siebie.
Zajęłam wolne miejsce, wsparłam głowę na dłoni i zmuszałam się by nie spoglądać na „parę” siedzącą niedaleko.
- O co chodzi? – Zapytałam.
- Koniec twojej zmiany. – Oznajmił mi Jim. – Ale chciałem z tobą porozmawiać. – Stwierdził.
- O czym? – Zdziwiłam się.
- O moim wnuczku.
Popatrzyłam się zdziwionym wzrokiem na mężczyznę.
- Chodzi o to, że mam wrażenie, że on cię bardzo lubi, tylko nie wie, w jaki sposób ma to powiedzieć. Widzę jak na ciebie patrzy, kiedy nie widzisz. No i przede wszystkim… Martwi mnie jego znajomość z Niną. Przez tę diabelską dziewczynę stracił kontakt z najlepszym przyjacielem. Boże, tamta dwójka była niczym bracia, póki nie zjawiła się ona. – Wyjaśnił Jim.
- Cóż… Wiem, o kogo panu chodzi, znam Azel’a tak samo jak Alana, jednak… Nic nie poradzę na jego znajomości. Ja nie mam prawa wtrącać się w jego życie. – Odpowiedziałam.
- Ja rozumiem, ale może ty pomogłabyś mu wyjść z tej znajomości. Ta dziewczyna go zrujnuje.
Każde usłyszane słowo zapierało mi dech w piersi i coraz bardziej szokowało. Ja miałam poradzić coś na znajomość Alana z Niną? Dlaczego ja?
- Niestety nic nie mogę zrobić. Najlepszą opcją byłoby gdyby to pan z nim porozmawiał, nie ja. – Stwierdziłam wstając od stolika. – Niech mnie pan źle nie zrozumie, ale Alan jest dorosły, wie, co robi. A jeżeli popełni błąd, będzie sam musiał go naprawić. – Dodałam.
Mężczyzna popatrzył się na mnie swoimi ciemnymi oczyma i zmrużył je lekko. Zmarszczył brwi, po czym dwoma kciukami potarł swoje skronie.
- Wybacz, że cię zatrzymałem. – Westchnął. – Uciekaj już. – Dodał z lekkim uśmiechem.
- Niech pan z nim porozmawia. – Poradziłam starszemu mężczyźnie i odeszłam.
Odwiązałam fartuch i rzuciłam go za ladę, chwyciłam swoje rzeczy i starając się nie zwracać uwagi na Alana i Ninę wyszłam z kawiarni, choć wyglądało to bardziej jakbym wybiegła. Skręciłam w pierwszą lepszą uliczkę i usiadłam na chodniku opierając się plecami o ścianę jakiegoś budynku.
- Diana? Co ty tutaj robisz? – Gdzieś z boku dobiegł mnie głos Azel’a.
Obejrzałam się i wtedy go zobaczyłam, stał zaraz przy rogu budynku, ale nie był sam. Obok niego stała drobna, uśmiechnięta dziewczyna o blond włosach, które przeplatały fioletowo-różowe pasma włosów. Stała obok szatyna i uśmiechała się w moim kierunku, jakby znała mnie od wieków.
- Ja… Ja chciałam po prostu usiąść. – Mruknęłam podnosząc się z chodnika. – Hej. – Przywitałam się.
Podeszłam do chłopaka i dziewczyny z wymuszonym uśmiechem na twarzy.
- Diana, poznaj proszę Amelię. – Odezwał się szatyn.
- Miło mi cię poznać. – Stwierdziłam. – A wy? Co wy tu robicie? – Zapytałam.
- Mieliśmy iść do kawiarni, idziesz z nami? Może dostaniemy jakąś zniżkę na kawę, hm? – Zaśmiał się szatyn.
- Ja… Może jednak nie będę wam przeszkadzała… - burknęłam niepewnie.
- Oh, chodź. – Powiedziała Amelia i chwyciła mnie za rękę.
Dziewczyna pociągnęła mnie w kierunku kawiarni, z której przed chwilą wyszłam, a Azel poszedł za nami.
To chyba była jedna z tych gorszych decyzji w moim życiu.
- No chodź, chodź. Nie ociągaj się Azel. – Odezwała się Amelia wkraczając do kawiarni Jima.
Gdy tylko drzwi zamknęły się za szatynem, wszystkie oczy zwróciły się ku nam. Dwa zdziwione spojrzenia Alana i Niny odprowadziły naszą trójkę do wolnego stolika. Dwójka moich towarzyszy zamówiła po kawie, a ja po prostu siedziałam i czekałam na możliwy rozwój sytuacji.
- Azel, na kogo się tak patrzysz? Kto to jest? – Odezwała się nagle Amelia.
- Hm? – Mruknął zdziwiony.
- Pytałam, na kogo się tak patrzysz, kto to jest. – Powtórzyła się.
- To? – Mruknął. – To jest Alan i Nina, na pewno ich pamiętasz.
- Ah tak, zakochany przyjaciel i przyjaciółka lesbijka.
- Nie nazywaj ich tak. – Zawarczał szatyn.
- Oh wybacz, no wybacz. – Burknęła blondynka. – Dlaczego się do nich już nie odzywasz? – Zainteresowała się.
- Nieważne, było minęło. – Odpowiedział na pytanie dziewczyny i spojrzał się na mnie.
Wzruszyłam tylko ramionami, wsparłam głowę na swoich dłoniach i zamyśliłam się na całą rozmowę, jaką przeprowadzili Amelia z Azelem. Nie usłyszałam już żadnego słowa do momentu, gdy jedno z dwójki wyrwało mnie z tego letargu.
- Co? – Zapytałam.
- My wychodzimy. – Wyjaśniła mi Amelia.
Pokiwałam tylko głową i uśmiechnęłam się na pożegnanie. Odczekałam 5 minut po wyjściu znajomych, po czym sama wyszłam i czym prędzej ruszyłam w stronę domu.
- Diana! – Usłyszałam za sobą głos Alana.
- Oh bogowie, dajcie mi spokój! To jakaś kpina. – Zawarczałam pod nosem zwalniając kroku.
Stanęłam w miejscu i odwróciłam się twarzą do bruneta.
- Posłuchaj, ja… - zaczął, ale uciszyłam go jednym machnięciem dłoni.
- Nie mam sił, nie mam ochoty na więcej rozmów. Możemy… Hm? Możemy spotkać się innym razem? Naprawdę innym razem. – Powiedziałam zmęczona i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź poszłam w stronę kamienicy.
Gdy tylko znalazłam się w mieszkaniu zamknęłam się w pokoju, weszłam pod kołdrę i najzwyczajniej w świecie poszłam spać, starając się nie myśleć o Alanie, Azelu, Amelii i Ninie. O nikim. Po prostu chciałam spać.
Niestety nie było mi dane odpocząć. W momencie, gdy usypiałam rozdzwonił się mój telefon. Zerknęłam na wyświetlacz. Tata dzwonił.
Tata? Jeszcze tego mi brakowało…
Mam problem, a mianowicie brak jakiegokolwiek natchnienia. Brak motywacji, brak chęci, brak weny, brak pomysłów, chociaż... Czasem jak wracam do domu z słuchawkami w uszach widzę sceny, które mogłabym spokojnie nopisać, jednakże... Nigdy nie dochodzi to do skutku. Więc wybaczcie mi proszę te odstępy między rozdziałami, tą niesamowitą nudę i monotonię, postaram się napisać coś lepszego w końcu. Myślę, że po przprowadzce będę w stanie napisać coś lepszego niż te ostatnie rozdziały.
Także, pozdrawiam.
Dziękuję za cierpliwość.
Special Death.
Komentarze
Prześlij komentarz