Przejdź do głównej zawartości

18.

- Jak się czujesz? – zapytałam Azela, gdy wysiadaliśmy z auta pod kamienicą, gdzie mieszkałam razem z Johnem.
- A jak mam się czuć? - odpowiedział mi pytaniem.
- Domyślam się, że beznadziejnie. – mruknęłam cicho zmieszana.
Szatyn milczał. Pozwolił mi zamknąć auto i poprowadzić się do mieszkania, gdzie czekali na nas John i Alan.
- No chodź. – zaprosiłam go do środka, gdy miał obawy czy wejść.
Chwyciłam go za rękę i poprowadziłam do salonu. Alan i John byli w kuchni.
- Poczekaj tutaj na mnie. – poprosiłam szatyna i zostawiłam go samego.
Miałam rację. W kuchni zastałam blondyna razem z brunetem siedzących nad dwoma szklankami wódki.
- Co teraz? – zapytał John.
- Najchętniej to zalałabym się w trupa. Co wy na to? – zaproponowałam w odpowiedzi.
Chłopcy spojrzeli po sobie i pokiwali zgodnie głowami. Zabrali butelkę wódki, cztery szklanki i poszli do salonu, a ja postanowiłam przeszukać kuchnię w poszukiwaniu kolejnych butelek alkoholu.
- Diana! Chodź do nas! – zawołał mnie John.
- Zaraz. – mruknęłam pod nosem przeglądając zawartość ostatniej szafki.
Nigdzie nie było wódki, ani niczego innego. Zanim się napiję, powinnam zrobić zakupy. Bardzo szybkie zakupy.
- John! – zawołałam brata, który pojawił się w kuchni po minucie. – Nie mamy alkoholu. Musiałabym po niego iść. – powiedziałam.
- Oh, no tak. Zapomniałem o tym. – burknął pod nosem.
Z tylnej kieszeni wyciągnął portfel i wsadził mi go w dłoń.
- Kup co chcesz, ale wracaj szybko. – powiedział i odszedł.
Popatrzyłam się zdziwiona na to co trzymałam w dłoniach, po czym wzruszyłam ramionami i stwierdziłam,  że pojadę autem.
Chwyciłam kluczyki od Impali Johna i czym prędzej zbiegłam na dół kamienicy. Wskoczyłam do auta i czym prędzej pognałam do sklepu…
(…)
Leżałam głową na brzuchu Johna ze szklanką wódki w dłoni, a obok mnie siedział Alan i Azel, którzy rozmawiali w najlepsze. Rozmawiali ze sobą o wszystkim co wydarzyło się w ich życiach przez dwa lata, natomiast ja i John po prostu się na siebie patrzyliśmy.
- Tata dzwonił. – odezwałam się cicho.
Blondyn nawet tego nie skomentował. Nie miał po co, a może po prostu nie wiedział co miałby powiedzieć. To był nasz tata, to było normalne, to było codzienne.
Mimo tego, że nie odezwał się do mnie ani słowem, cały czas obserwowałam jego twarz. Widziałam jak zmienia się jej wyraz, jak gorzknieje z sekundy na sekundę. Zaczęło mnie to smucić. Jak za każdym poprzednim razem.
- Wiesz co? Idę zapalić. – mruknęłam cicho, może bardziej sama do siebie.
Podniosłam się z kanapy i niemal niezauważona przemknęłam tuż pod nosami dwójki przyjaciół. Nawet nie zerknęli w moją stronę, nie urwali na ułamek sekundy swojej rozmowy, po prostu nie zwrócili na mnie najmniejszej uwagi. Nie wiem co czułam.
Bardziej cieszyłam się, że Azel nie jest sam, niż miałabym się bulwersować, że nie zwraca na mnie uwagi.
Stanęłam na balkonie, z kieszeni wyciągnęłam pomiętą paczkę papierosów i odpaliłam jednego. Zaciągnęłam się mocno. Kiedy dym dostał się już do moich płuc miałam wrażenie, że czuję jak gnije wszystko co we mnie. Miałam wrażenie, że czuję jak umierają moje trzewia, co za tym idzie, ja również.
Na początku tego dnia nie miałam szczególnie dobrego humoru, jednak teraz, kiedy już było po całym pogrzebie poczułam, że wielka monotonia i smutek narastają i nawarstwiają się z wielką mocą.
- Co się stało? -  za sobą usłyszałam zatroskany głos Alana.
Zerknęłam na niego przez ramię i uśmiechnęłam się leniwie. Brunet zrobił krok w moją stronę i już po sekundzie był obok mnie.
- No powiedz. – poprosił.
Mówił cicho i spokojnie, ale widziałam po nim, że pomimo tragedii Azela, cieszy się z odzyskania przyjaciela.
- To nic takiego, sprawy rodzinne. – zruszyłam ramionami i zaciągnęłam się dymem.
- Jak będziesz chciała powiedzieć, to wiesz gdzie mnie znaleźć. – stwierdził brunet i zostawił mnie samą sobie.
Na dworze zaczynało robić się chłodno, czułam jak zimny wiatr otula mnie swoimi długimi ramionami. Zaczęłam drżeć.
- Chodź już Ana, przeziębisz się. – odezwał się John, który stał w drzwiach patrząc się na mnie zatroskanym wzrokiem.
- Po raz drugi w tak krótkim czasie? Może nie. – mruknęłam pod nosem.
- No chodź. – ponaglił mnie mój brat.
Blondyn wyciągnął do mnie swoją dłoń, którą lekko uścisnęłam, po czym on wciągnął mnie do mieszkania. Stojąc tam, obok brata, drżąc z zimna, od razu zwróciłam uwagę Azela.
- No co? Zimno tam jest. – burknęłam pod nosem i usiadłam na kanapie.
Szatyn spojrzał na Johna, później na Alana i nie rozumiał dlaczego burczę. Nie musiał wiedzieć. Miałam ochotę się napić. Tak… Tak porządnie się napić.
Zapowiadał się długi wieczór i jeszcze dłuższa noc…

Rozdział napisany trochę na chama, ale to przecież nic takiego. Kiedyś się poprawie, może przy natłoku nauki i przygotowań na kolokwia i sesję?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

4.

Siedzieliśmy razem do wieczora, pijąc drinka za drinkiem, póki do mieszkania nie wrócił John obładowany zakupami. - John? – Odezwałam się z salonu. - Jestem w kuchni. – Głos brata dotarł do moich uszu. Wstałam podbierając się o fotel i chwiejnym krokiem przeszłam przez korytarz do kuchni. Stanęłam w drzwiach o mało nie tracąc równowagi. - Chryste, wypiłaś mi cały alkohol jaki tu miałem? – Zapytał zszokowany. Blondyn odłożył butelkę wody na blat, podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Od razu poczułam jego ciepłą skórę i spokojnie bijące serce. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na jego perfumy, to były te same, które kupiłam mu kilka lat wcześniej na urodziny. Nadal ich używał. Uśmiechnęłam się pod nosem. - Azel? – John zawołał w głąb mieszkania, jednak odpowiedziała mu grobowa cisza. Brat zaniósł mnie do pokoju, gdzie leżała moja torba, ułożył mnie na łóżku i pozwolił mi się ułożyć. Jedyne, co mogłam samodzielnie zrobić to chwycić zachłannie rąbek kołdry i się do niego przytulic. Z...