Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2014

17.

Nie pierwszy raz pomagałam ludziom przetrwać pogrzeb. Byłam już na tak wielu… Zbyt wielu jak na mój wiek. Miałam czasem głupie wrażenie, że to właśnie za mną chodzi śmierć, która zabiera niewinnych. To był bolesny widok. Za każdym razem czułam jak łzy napływają mi do oczu widząc krytyczny stan innych osób, tych mi bliskich, jak i dalekich. To było najmniej ważne, chciałam tylko pomóc. Stałam w sypialni szatyna i przekopywałam jego szafę w poszukiwaniu garnituru. Znalazłam go upchniętego na samym końcu mebla, ukrytą między różnymi koszulami i bluzami. Wyjęłam też dla niego czarną koszulę i wszystko razem położyłam ostrożnie na pościelonym łóżku. Wyjrzałam z sypialni. Po pustym mieszkaniu echem roznosił się dźwięk wody. Szatyn się kąpał, więc postanowiłam poczekać w kuchni. Rozejrzałam się trochę po jego mieszkaniu. Było takie… Perfekcyjne. Nie za duże i nie za małe, tak modernistycznie urządzone, prostota i elegancja w jednym. Podobało mi się. Usiadłam w kuchni i nalałam sobie szkl...

16.

Azel siedział ze mną i Johnem przez kilka godzin, póki sam nie stwierdził, to już pora na niego i że musi iść. Nie podobał mi się fakt, żeby puszczać szatyna samego. Nie znałam go za dobrze, ale rozumiałam takie umysły jak jego. Zapewne miał zamiar miotać się po mieście, póki nie stwierdziłby, że ma już definitywnie dość. Albo wróciłby do domu albo poszedłby do pierwszego lepszego baru, bądź monopolowego i najzwyczajniej w świecie urżnął by się jak świnia. Nie, takie aspekt nie odpowiadał mi w ogóle. - John. Odprowadź go do mieszkania, możesz? – zapytałam szeptem brata. Blondyn spojrzał się na mnie ze zrozumieniem i pokiwał tylko głową w odpowiedzi na tak. Byłam mu wdzięczna, że rozumiał mój tok myślenia, a rozumiał go, jak nikt inny nigdy by tego nie zrozumiał. - Choć stary, idziemy. – zwrócił się do podłamanego szatyna. Ten tylko ledwo pokiwał głową i spojrzał się na mnie. Jego oczy wyrażały ból, smutek i przede wszystkim strach. Jego strach wydawał się być żywym ogniem w jego ...

15.

- Halo? – odebrałam połączenie. - Ty sobie chyba ze mnie kpisz dziewczyno. – zawarczał na mnie głos ojca przez telefon. - Znowu chcesz się kłócić? Nie ma mnie w domu od kilku dni, a ty specjalnie dzwonisz do mnie i chcesz się kłócić? – zapytałam znużonym głosem. - Diana, zakazałem ci jechać do niego! – wrzasnął. - Widzę, że niesamowicie wcześnie zauważyłeś moją nieobecność w domu. Nie ma kto już sprzątać? Śmieszny… - burknęłam. - Diana! – zawarczał. - Daj mi spokój. – powiedziałam. – Jak będziesz chciał ze mną porozmawiać, to zadzwoń, ale jak masz na mnie się wydzierać, to cześć. – dodałam i rozłączyłam się. Odrzuciłam telefon na bok i ukryłam głowę pod poduszką. Spać, spać, spać i mieć wyjebane, pomyślałam zaciskając mocno powieki chcąc zasnąć. Zaczęłam usypiać aż w końcu odpłynęłam. Śniłam o przelewie krwi, latających trzewiach, urywanych głowach i złowrogiej osobie, która śmiała się prosto w moją twarz, jakby zaraz miała mnie zabić, pożreć, wypatroszyć. - Jezu… - jęknęłam...

14.

Jim stał za ladą i rozmawiał z jednym z klientów, a był to wysoki i postawny blondyn o uroczym uśmiechu i ładnych, dużych i przejrzyście błękitnych oczach. Jego ciepły i niski głos utkwił w mojej głowie bardzo głęboko. - Jim? – Odezwałam się cicho. Mężczyzna przerwał rozmowę i spojrzał się na mnie. - O, dobrze, że już jesteś. – Stwierdził. – Ian, w takim razie do zobaczenia w niedługim czasie. Wpadnij czasem do kawiarni. – Mężczyzna zwrócił się do blondyna, na co ten pokiwał głową z zadowoleniem, uniósł swój kubek kawy w górę na znak pożegnania i odszedł. Dziadek Alana odwrócił się w moim kierunku, objął mnie ramieniem i pociągnął za sobą. Pierwsze, co poczułam to intensywny zapach świeżo parzonej kawy. Pachniał tak samo mocno jak jego kawiarnia, jednak, kiedy mnie obejmował, poza zapachem kawy czułam też delikatny zapach jego perfum. Były oszałamiające, jednak nie potrafiłam ich nazwać. Jim oprowadzał mnie dokładnie po całej kawiarni i opowiadał o klienteli. Opowiadał mi, kto ta...