Przejdź do głównej zawartości

Posty

20.

Rano obudził mnie budzik. Leżałam w ubraniu na pościeli. Kiedy tylko otworzyłam oczy poczułam, jak promienie słońca ranią moje oczy. Huk rozlepił moje powieki i sprawił, że zabolała mnie głowa. Ten ból miał mi towarzyszyć przez cały dzień, póki resztka alkoholu nie opuści mojego organizmu całkowicie. Wiedziałam, że powinnam się streścić. Za niedługo miałam wychodzić do pracy, ale złe samopoczucie i odruchy wymiotne nie pozwalały mi się podnieść nawet na centymetr. - Diana? Wstałaś już? - do mojego pokoju wkroczył John. Oparł się o framugę drzwi, skrzyżował ręce na piersi i patrzył się na mnie z litością. - Odejdź. - zawarczałam gardłowo. Alkohol zawsze zmieniał mi głos, a kac tylko to potęgował. Na drugi dzień zawsze, ale to zawsze brzmiałam jak czterdziestoletni mężczyzna o głębokim barytonie. Piękne dźwięki. Mogłam warczeć jak pies chory na wściekliznę i burczeć, udając, że komuś buntuje się żołądek. - Musisz się już podnosić. Podrzucę cię do pracy, ale zbieraj się powoli. - powiedz...
Najnowsze posty

19.

Chłopcy nadal urzędowali w salonie, zaś ja postanowiłam przenieść się do swojego pokoiku. Runęłam jak długa na miękki materac i otuliłam się kocem. Leżałam z zamkniętymi oczyma ciężko oddychając, kiedy usłyszałam cichy jęk otwieranych drzwi. Nawet się nie podniosłam. Czasem lepiej było zignorować jakiś znak niż się mu przyglądać. W tym wypadku tym „znakiem” był jeden z chłopaków. - Diana? - cichy głos należał do Azel'a. - Hm? - mruknęłam spod koca. Poczułam jak materac się ugina pod jego ciężarem. Odchyliłam lekko poły koca i spojrzałam się na szatyna. Nie musiałam nic mówić, samym wzrokiem zaprosiła go do siebie. Chłopak położył się obok mnie tuląc policzek do mojego ramienia a ja okryłam nas kocem. Po raz pierwszy czułam ciepło jego ciała tak mocno. Każde uderzenie jego serca wprawiało w dziwny stan, jakby zawieszenia. - Co się stało? - zapytał cicho. Wzięłam głębszy oddech, choć wcale nie było to łatwe i oparłam lekko policzek o jego głowę. - Nic się nie stało. Przynajmniej nic...

18.

- Jak się czujesz? – zapytałam Azela, gdy wysiadaliśmy z auta pod kamienicą, gdzie mieszkałam razem z Johnem. - A jak mam się czuć? - odpowiedział mi pytaniem. - Domyślam się, że beznadziejnie. – mruknęłam cicho zmieszana. Szatyn milczał. Pozwolił mi zamknąć auto i poprowadzić się do mieszkania, gdzie czekali na nas John i Alan. - No chodź. – zaprosiłam go do środka, gdy miał obawy czy wejść. Chwyciłam go za rękę i poprowadziłam do salonu. Alan i John byli w kuchni. - Poczekaj tutaj na mnie. – poprosiłam szatyna i zostawiłam go samego. Miałam rację. W kuchni zastałam blondyna razem z brunetem siedzących nad dwoma szklankami wódki. - Co teraz? – zapytał John. - Najchętniej to zalałabym się w trupa. Co wy na to? – zaproponowałam w odpowiedzi. Chłopcy spojrzeli po sobie i pokiwali zgodnie głowami. Zabrali butelkę wódki, cztery szklanki i poszli do salonu, a ja postanowiłam przeszukać kuchnię w poszukiwaniu kolejnych butelek alkoholu. - Diana! Chodź do nas! – zawołał mnie John....

17.

Nie pierwszy raz pomagałam ludziom przetrwać pogrzeb. Byłam już na tak wielu… Zbyt wielu jak na mój wiek. Miałam czasem głupie wrażenie, że to właśnie za mną chodzi śmierć, która zabiera niewinnych. To był bolesny widok. Za każdym razem czułam jak łzy napływają mi do oczu widząc krytyczny stan innych osób, tych mi bliskich, jak i dalekich. To było najmniej ważne, chciałam tylko pomóc. Stałam w sypialni szatyna i przekopywałam jego szafę w poszukiwaniu garnituru. Znalazłam go upchniętego na samym końcu mebla, ukrytą między różnymi koszulami i bluzami. Wyjęłam też dla niego czarną koszulę i wszystko razem położyłam ostrożnie na pościelonym łóżku. Wyjrzałam z sypialni. Po pustym mieszkaniu echem roznosił się dźwięk wody. Szatyn się kąpał, więc postanowiłam poczekać w kuchni. Rozejrzałam się trochę po jego mieszkaniu. Było takie… Perfekcyjne. Nie za duże i nie za małe, tak modernistycznie urządzone, prostota i elegancja w jednym. Podobało mi się. Usiadłam w kuchni i nalałam sobie szkl...

16.

Azel siedział ze mną i Johnem przez kilka godzin, póki sam nie stwierdził, to już pora na niego i że musi iść. Nie podobał mi się fakt, żeby puszczać szatyna samego. Nie znałam go za dobrze, ale rozumiałam takie umysły jak jego. Zapewne miał zamiar miotać się po mieście, póki nie stwierdziłby, że ma już definitywnie dość. Albo wróciłby do domu albo poszedłby do pierwszego lepszego baru, bądź monopolowego i najzwyczajniej w świecie urżnął by się jak świnia. Nie, takie aspekt nie odpowiadał mi w ogóle. - John. Odprowadź go do mieszkania, możesz? – zapytałam szeptem brata. Blondyn spojrzał się na mnie ze zrozumieniem i pokiwał tylko głową w odpowiedzi na tak. Byłam mu wdzięczna, że rozumiał mój tok myślenia, a rozumiał go, jak nikt inny nigdy by tego nie zrozumiał. - Choć stary, idziemy. – zwrócił się do podłamanego szatyna. Ten tylko ledwo pokiwał głową i spojrzał się na mnie. Jego oczy wyrażały ból, smutek i przede wszystkim strach. Jego strach wydawał się być żywym ogniem w jego ...

15.

- Halo? – odebrałam połączenie. - Ty sobie chyba ze mnie kpisz dziewczyno. – zawarczał na mnie głos ojca przez telefon. - Znowu chcesz się kłócić? Nie ma mnie w domu od kilku dni, a ty specjalnie dzwonisz do mnie i chcesz się kłócić? – zapytałam znużonym głosem. - Diana, zakazałem ci jechać do niego! – wrzasnął. - Widzę, że niesamowicie wcześnie zauważyłeś moją nieobecność w domu. Nie ma kto już sprzątać? Śmieszny… - burknęłam. - Diana! – zawarczał. - Daj mi spokój. – powiedziałam. – Jak będziesz chciał ze mną porozmawiać, to zadzwoń, ale jak masz na mnie się wydzierać, to cześć. – dodałam i rozłączyłam się. Odrzuciłam telefon na bok i ukryłam głowę pod poduszką. Spać, spać, spać i mieć wyjebane, pomyślałam zaciskając mocno powieki chcąc zasnąć. Zaczęłam usypiać aż w końcu odpłynęłam. Śniłam o przelewie krwi, latających trzewiach, urywanych głowach i złowrogiej osobie, która śmiała się prosto w moją twarz, jakby zaraz miała mnie zabić, pożreć, wypatroszyć. - Jezu… - jęknęłam...

14.

Jim stał za ladą i rozmawiał z jednym z klientów, a był to wysoki i postawny blondyn o uroczym uśmiechu i ładnych, dużych i przejrzyście błękitnych oczach. Jego ciepły i niski głos utkwił w mojej głowie bardzo głęboko. - Jim? – Odezwałam się cicho. Mężczyzna przerwał rozmowę i spojrzał się na mnie. - O, dobrze, że już jesteś. – Stwierdził. – Ian, w takim razie do zobaczenia w niedługim czasie. Wpadnij czasem do kawiarni. – Mężczyzna zwrócił się do blondyna, na co ten pokiwał głową z zadowoleniem, uniósł swój kubek kawy w górę na znak pożegnania i odszedł. Dziadek Alana odwrócił się w moim kierunku, objął mnie ramieniem i pociągnął za sobą. Pierwsze, co poczułam to intensywny zapach świeżo parzonej kawy. Pachniał tak samo mocno jak jego kawiarnia, jednak, kiedy mnie obejmował, poza zapachem kawy czułam też delikatny zapach jego perfum. Były oszałamiające, jednak nie potrafiłam ich nazwać. Jim oprowadzał mnie dokładnie po całej kawiarni i opowiadał o klienteli. Opowiadał mi, kto ta...